Zaufać miłosierdziu

To radość móc być z wami, to bardzo piękne. Rozpoznajemy już wiele twarzy. Byliśmy tu tylko raz, a już czujemy, że jesteście częścią Przymierza Miłosierdzia. Mamy pragnienie, aby uściskać każdego z was uściskiem brazylijskim. W sposób szczególny chcemy uściskać nasze dzieci ze Stowarzyszenia Wędka, bo one są rybakami, wędkarzami i łowią tak jak Jezus. Każdy z nas ma być misjonarzem, rybakiem Jezusa.

Dzisiaj chcemy rozpocząć razem z wami to spotkanie w radości z Jezusem. Wiecie, że jesteśmy na wpół szaleni, przede wszystkim ojciec Antonello, ale to jest bardzo piękne oszaleć dla Chrystusa, bo On jest naszą radością i chce nam dawać wciąż nową radość. Pamiętam, że kiedy przyjechaliśmy tutaj po raz pierwszy, w zeszłym roku, wszystkie twarze były poważne, a tym razem widzimy ludzi już odnowionych radością Ducha Świętego, czuje się już inny klimat. Chcemy wchodzić coraz głębiej, coraz mocniej w tę łaskę. Kto chciałby otrzymać od Jezusa radość, która nie przemija? Kto chce zawsze trwać w tej radości? Zdradzimy wam pewien sekret. Podczas każdej konferencji będziemy zdradzać po jednym sekrecie radości Jezusa.

Zobaczcie, papież powiedział ostatnio przepiękną rzecz. Mówił, że w Kościele są trzy rodzaje ludzi. Pierwsza grupa to grzesznicy. Kto jest grzesznikiem, może podnieść rękę. Wszyscy jesteśmy grzesznikami. Druga grupa ludzi to święci. Kim są święci? To ci grzesznicy, którzy zaufali miłosierdziu Bożemu, mocy Ducha Świętego, zawierzyli swoje życie Jezusowi. Rozpoznali, że są grzesznikami i nie oddali troszkę, ale dali Jezusowi wszystko, zaufali Mu całkowicie. Kim byłby św. Piotr bez miłosierdzia Bożego? Byłby lękliwy, byłby tchórzem i zdrajcą. Kim byłby św. Paweł bez miłosierdzia Bożego? Zabójcą, prześladowcą chrześcijan. Kim byłaby św. Maria Magdalena bez miłosierdzia Bożego? Prostytutką. Kim byłby o. Enrico bez miłosierdzia Bożego? Zwariowańcem. Jesteśmy niczym. Papież Jan XXIII mówił: Bóg jest wszystkim, a  ja jestem niczym i to mi wystarczy. Powtórzmy to razem. To jest naszą radością. Jesteśmy dziećmi miłosierdzia Bożego, dziećmi Miłości, która jest nieskończona. On nigdy nie patrzy na nasze grzechy, ale na nasze serce, na serce, które pragnie doświadczyć Jego mocy. Zobaczcie, jakie to piękne!

Trzeba, żebyśmy mieli świadomość, że jesteśmy grzesznikami. Co nie pozwala nam być świętymi? Po pierwsze – nierozpoznanie swojego grzechu. Wiecie, jak się spowiadają kobiety? Zaczynają mówić grzechy teściowej, męża, dzieci, sąsiadek, które są plotkarami, a na koniec mówią: „No i ja od czasu do czasu też tracę cierpliwość”. Trudno jest rozpoznać własne grzechy. Lepiej nie mówić o mężczyznach, bo oni przeważnie w ogóle się nie spowiadają. Mówią, że ksiądz też jest grzesznikiem. Tylko że ksiądz się spowiada, nawet papież się spowiada co dwa tygodnie. A kiedy mężczyźni się spowiadają, mówią: „Och, księże, ksiądz wie, jak jest”. I kończy się spowiedź. A kiedy jest troszkę głębsza spowiedź, to mówią: „Ksiądz wie, prawda? Jestem mężczyzną”. Mój przyjaciel mówił tak: „Księże, ja mam tylko jeden grzech, a tak naprawdę to pół grzechu. Bo Jezus mówi o tym, żebyśmy kochali wszystkich ludzi, a ja kocham tylko połowę – kobiety”. To jest bardzo piękne, kiedy rozpoznajemy, że jesteśmy grzesznikami, kiedy w prostocie mówimy: „Panie, zgrzeszyłem. Wyrzekam się szatana, nie chcę, żeby grzech królował w moim życiu. Wiem, że jestem słaby, ale ufam Twojemu miłosierdziu”. To jest nasza pewność. Święci nie byli lepsi od nas. Byli okropni. Bóg wybiera najgorszych, żeby upokorzyć tych, którzy uważają się za świętych. I to, co usłyszeliśmy w Ewangelii, jest bardzo piękne. Jezus mówi: „Nie chcę naprawić jedynie nosa. Nie umieszcza się starej łaty na nowym ubraniu. Chcę zrobić nową rzecz”. Pomyślcie, jakie to byłoby piękne, gdybyśmy wszyscy wyszli stąd dzisiaj nowi. Jezus nie chce ponaprawiać pewnych rzeczy. Słowo Boże mówi: Oto Ja dokonuję rzeczy nowej. Pojawia się właśnie. Czyż jej nie poznajecie? (Iz 43,19a). Nie wiem, kto jest najgorszy tutaj na sali, po mnie, oczywiście. Ale chciałbym powiedzieć razem z o. Antonello, że ten, kto z was jest najgorszy, jest największym grzesznikiem, najsłabszym – jeśli zaufa miłosierdziu, może być całkowicie przemieniony, bo Bóg chce przemieniać tych, którzy nie ufają własnym siłom, którzy wiedzą, że są niczym. Wszyscy święci mieli to przekonanie. Święta Faustyna pewnego razu gorzko płakała i myślała, że umrze z bólu, bo zobaczyła całą otchłań swojej nędzy, ale Jezus powiedział do niej: „Chciałbym, żebyś zobaczyła swoją nędzę, żebym to Ja mógł uczynić Moje dzieło w twoim życiu”.

Papież mówi też o trzeciej grupie chrześcijan: są to zepsuci. To ci, którzy nie rozpoznają, że są grzesznikami, którzy usprawiedliwiają swój własny grzech albo myślą, że ich grzech jest tak wielki, że nie może zostać wybaczony. Oni nie ufają miłosierdziu Bożemu. Możesz być grzesznikiem, możesz być świętym, ale nigdy nie bądź zepsuty. Byłoby cudownie, gdybyśmy zdecydowali się na wyjście stąd jako nowe osoby. Na koniec mszy będziemy się modlić, abyśmy wszyscy mogli doświadczyć tej łaski. Ja, który siedzę tutaj i czuję się niegodnym bycia na tej mszy, czuję się smutny, bo upadam wciąż w te same grzechy, dzisiaj mogę powiedzieć: „Idę do Jezusa, wierzę, że On może przemienić moje życie, ufam Jego łasce, ufam Jego miłosierdziu. Wiem, że sam nie mam siły, ale nie chcę trwać w grzechu”. Pewien Brazylijczyk powiedział: „Księże, jestem świnią na ulicy, małpą w barze, psem w domu, ale wiem, że Bóg chce, bym był nowym stworzeniem”. Ten mężczyzna przepięknie się wyspowiadał, płakał z żalu nad swym grzechem, prosił o wybaczenie swoją żonę i dzieci. Dzisiaj ewangelizuje rodziny, które są w kryzysie. To cudowne!

Zakończę, opowiadając doświadczenie z naszego domu misyjnego w Lizbonie, w Portugalii. Tak jak to robimy we wszystkich miastach, tam również odwiedzamy ludzi bezdomnych, opuszczone dzieci, starców, którzy przymierają głodem, alkoholików, prostytutki, transwestytów. Idziemy do wszystkich tych, do których poszedłby Jezus, gdyby był tutaj, na ziemi, żeby móc nieść miłosierdzie Boga. Tamtejsi misjonarze mieli szalony pomysł. We wspomnienie Matki Bożej Fatimskiej wzięli Jej figurę i zanieśli na ulice Lizbony, między prostytutki. Większość z nich pochodzi z Afryki. Zabiera się im paszporty, stają się niewolnicami seksualnymi. Kiedy misjonarze przechodzili z figurą Maryi, rozdawali każdej prostytutce czy transwestycie po róży. Później modlili się na różańcu. Te kobiety płakały i mówiły: „Chciałybyśmy pojechać do Fatimy, ale nie możemy, bo nie mamy dokumentów, a Maryja przyszła do nas”. Wśród tych prostytutek był jeden transwestyta – Brazylijczyk o imieniu Leonardo. Kiedy następnym razem misjonarze wyszli na ulicę, już go nie spotkali. Ale po miesiącu w drzwiach naszego domu misyjnego stanął młodzieniec ubrany w garnitur i pod krawatem. Powiedział: „Wiem, że mnie nie rozpoznajecie. Jestem Leonardo. Tamtej nocy zmieniłem swoje życie. Czuję się nowym stworzeniem. Znalazłem pracę, wieczorem sprzedaję kanapki w miejscu prostytucji, aby móc ewangelizować”. Ten, który był zagubiony, stał się ewangelizatorem. Zaczął uczestniczyć w spotkaniach naszej wspólnoty i wpadł na pomysł, którego wcześniej nie mieliśmy. Wziął telefon i, korzystając z darmowych połączeń w tej samej sieci, podczas konferencji na spotkaniach umieszczał telefon przy głośniku, a prostytutki, kiedy czekały na ulicy na klientów, słuchały głoszenia z grupy modlitewnej. Wiele z nich się nawróciło. Jeśli Bóg uczynił to z Leonardo, z Marią Magdaleną, ze św. Piotrem, to co może uczynić tutaj? Cuda! To wspaniałe!  

o. Enrique Porcu

Konferencja wygłoszona 5 lipca 2014 r. podczas rekolekcji w Toruniu, wydruk w "Posłaniu" 4/2014