Pragnienie Jezusa

Pan Jezus przed Swoją Śmiercią wypowiedział z wysokości Krzyża znamienne słowo: Pragnę (J 19,28). On pragnie naszych dusz, pragnie zbawienia każdego człowieka. Jego miłość przyzywa nas, byśmy odpowiedzieli na to wezwanie. Głębia przyzywa głębię hukiem Twych potoków (Ps 42,8) - pisze psalmista. Czy można za miłość dać coś innego, niż miłość?

Nie - ona jest pierwsza i najważniejsza. Nie wystarczy ofiarować dobre czyny, długie modlitwy czy umartwienia. Jeśli nie będzie w nich miłości, to zbyt mało. Znamy to dobrze z relacji międzyludzkich. Jeśli kogoś kochamy, chcemy przede wszystkim być blisko tej osoby. Serce Jezusa tym bardziej pragnie nas samych, naszego oddania, naszego przebywania z Nim. To dla wielu wydaje się takie proste, zbyt proste… A jednak nie ma nic większego ponad miłość. Ona jednoczy Stwórcę ze stworzeniem. Z niej też wypływa cała gorliwość i odwaga do naśladowania Jezusa i do podejmowania z Nim trudu ratowania dusz. Kto kocha, nie może pozostać obojętny na pragnienia ukochanej osoby. Jeśli zatem Jezus pragnie zbawienia dusz, to musimy być gotowi czynić to z Nim.

Jezusowe pragnę możemy odczytać w dwóch wymiarach.

Służyć Jezusowi w bliźnich

Pierwszy wymiar, cielesny, nawiązuje do fizycznego pragnienia Jezusa, które dręczyło Go po wielu godzinach od pojmania, przetrzymywania, nocnego przesłuchiwania, biczowania i dźwigania Krzyża, gdy nic nie pił. Nie mogliśmy być wtedy przy Nim i ulżyć Mu w cierpieniach, ale teraz możemy to uczynić, służąc innym. Tak właśnie odczytała swoją - i założonego przez nią zgromadzenia - misję bł. Matka Teresa z Kalkuty: żyć dla ubogich, z którymi utożsamił się nasz Zbawiciel, aby w ten sposób dawać Mu pić, gasić Jego pragnienie. Dlatego w kaplicach Zgromadzenia Misjonarek Miłości znajduje się obok krzyża napis: „Pragnę”.

Bł. Matka Teresa, służąc potrzebującym nie tylko w kalkuckich slumsach, ale stopniowo rozszerzając misję swojego zgromadzenia na różne zakątki świata, posiadła szczególne zrozumienie ubóstwa, które w odmienny sposób dotyka ludzi w krajach tzw. Trzeciego Świata i ludzi z krajów bogatych. Istnieje nie tylko głód chleba, ale i głód miłości. Nagość to nie tylko brak ubrania, ale również ludzkiej godności, a także tej przepięknej cnoty, jaką jest czystość, to także brak wzajemnego szacunku. Bezdomność to nie tylko brak czterech ścian, ale także świadomość bycia odrzuconym niechcianym, niekochanym. Każdy z nas, na miarę naszych możliwości, wezwany jest do czynnej miłości bliźniego. Zachęca nas do tego sam Pan Jezus: Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili (Mt 25,40).

Ratować z Jezusem dusze

Drugi wymiar Jezusowego pragnę jest duchowy. On chce, abyśmy odpowiedzieli na Jego pragnienie ratowania dusz, przyprowadzając innych do Niego. On jest Zdrojem Wody Żywej, z której możemy zaczerpnąć, by ocalić swe życie na wieki. Naszym powołaniem jest poznać i pokochać Jezusa. Jednak wielu ludzi naraża się na utratę zbawienia, chodząc błędnymi drogami, oddalając się od Tego, Który jest Światłością świata. Bóg jednak nie chce śmierci grzesznika, ale by się nawrócił i miał życie wieczne.

Nie jest łatwo przyprowadzać innych do Jezusa. To wiąże się z podjęciem cierpienia. Już samo przyjęcie Jezusowego pragnę przynagla nas, by nie ustawać w wysiłkach, by trudzić się z Nim poprzez modlitwę, która zawsze toruje drogę łasce, a także poprzez duchowe ofiary. A gdy nadarzy się sposobność - przybliżać Królestwo Boże słowem i czynem. W ten sposób Bóg upomina się o tych, którzy żyją z dala od Niego. Jest tym Dobrym Pasterzem, który idzie szukać zagubionej owcy. A ci, których już odnalazł, mają Mu pomagać w tym dziele odnajdywania i przyprowadzania innych do Jego owczarni.

Całe życie wypełnić miłością

Ostatnim słowem, które przed Śmiercią na Krzyżu wypowiedział Pan Jezus, było: Wykonało się (J 19,30). Można powiedzieć, że nasze życie ma się rozegrać miedzy tymi dwoma słowami. Mamy tak żyć, by podobać się Bogu, pełniąc Jego wolę, nie szczędząc własnych sił, aż po kres naszych dni. Mamy naśladować Jezusa w całkowitym zaufaniu i wydaniu się Ojcu. Czas, który Bóg nam daje, mamy wypełnić miłością. Miłości pragnę, nie krwawej ofiary, poznania Boga bardziej niż całopaleń (Oz 6,6). Nie jesteśmy w stanie sami z siebie odpowiedzieć na miłość Bożą. Szukając Boga, stopniowo poznając Go, otwieramy się coraz bardziej na Jego miłość. Napełnieni nią, możemy miłować Boga i bliźnich w Nim. Święci Karmelu uczą nas, że za Wszystko trzeba oddać wszystko. Tak jak kupiec z przypowieści o drogocennej perle sprzedał wszystko, co miał, aby ją nabyć. Jeśli chcemy posiąść miłość Boga, musimy wyrzec się wszystkiego, co nie jest Nim i do Niego nie prowadzi. Jest to proces wymagający zaangażowania - trudny, a zarazem radosny, jak zdobywanie górskiego szczytu. Droga na Górę Karmel to droga do zjednoczenia z Bogiem. Idąc nią najlepiej wypełnimy pragnienie Jezusa, aby być z Nim i do Niego należeć już tu, na ziemi i w wieczności.

Dagmara Krzyżanowska  

Artykuł z "Posłania" 2/2010