Nie należymy do siebie, ale do Boga

Jedna wywodziła się ze znakomitego domu, odbyła staranne wychowanie i została wydana za mąż stosownie do swego stanu. Miała małego jeszcze synka, którego karmiła piersią. Druga była jej niewolnicą, pochodziła z nizin społecznych i właśnie oczekiwała narodzin swojego pierwszego dziecka. Pierwsza nazywała się Wibia Perpetua, druga zaś - Felicyta.

Połączyła je przyjaźń i miłość do Chrystusa, za którą przelały razem krew. Kościół wspomina ich męczeńską śmierć 7 marca, wymieniane są też razem w Litanii do Wszystkich Świętych. W pierwszych wiekach chrześcijanie rozczytywali się w historii ich śmierci, którą w języku łacińskim znamy pod nazwą Passio Perpetuae et Felicitatis. Zawiera ona relację naocznego świadka tych wydarzeń (prawdopodobnie był nim Tertullian), który włączył także do niej pamiętnik św. Perpetuy, pisany od momentu jej pobytu w więzieniu.

Nie mogę nazwać siebie inaczej

Dzielne niewiasty, o których mowa, żyły na przełomie II i III w. w Thuburbo Minus, mieście odległym o około 30 km od Kartaginy, miastapaństwa położonego w północnej Afryce, na wybrzeżu Morza Śródziemnego. W 202 r. ówczesny cesarz rzymski, Septimus Severus, nakazem imperialnym, obejmującym również te terytoria, zdelegalizował chrześcijaństwo. Bycie uczniem i wyznawcą Chrystusa stało się wówczas niezgodne z prawem, a sprawowanie jakichkolwiek czynności liturgicznych miało oznaki czynu antypaństwowego.

Na początku 203 r. ujęto w Thuburbo Minus pięć osób oskarżonych o to, że przekroczyły cesarskie zakazy. Byli to katechumeni: dwudziestodwuletnia arystokratka Wibia Perpetua, dwaj młodzieńcy Saturnin i Secundulus oraz niewolnicy – Felicyta i Rewokatus. Dobrowolnie dołączył też do nich Saturus, który był ich katechistą. Więźniowie początkowo przebywali w areszcie domowym, później sprowadzono ich do Kartaginy i umieszczono w lochach nieopodal amfiteatru.

Zarówno mąż, jak i ojciec Perpetuy zajmowali wysokie stanowiska. Byli poganami. Z kolei matka i brat Wibii, w tajemnicy przed ojcem, również przyjęli naukę Chrystusa. Ojciec, nie wiedząc o tym, że Perpetua jest chrześcijanką, kochał ją bardziej niż żonę i inne dzieci. Kiedy więc została aresztowana, kilkakrotnie przychodził do więzienia, by namówić ją do odstępstwa. Pierwsze ich spotkanie stało się swoistą wykładnią tożsamości chrześcijańskiej. Tak o nim wspomina sama Perpetua: Ojciec (…) nie ustawał w próbach zawrócenia mnie z obranej drogi. Wtedy to powiedziałam: „Ojcze, czy widzisz tu na podłodze ten dzban z wodą?” „Widzę” - odparł ojciec. „A czy możesz go nazwać inaczej, niż tym, czym jest on rzeczywiście?” „Nie, nie mogę” – odpowiedział. „Tak samo i ja nie mogę nazwać siebie inaczej, jak tylko tym, kim jestem faktycznie, a więc chrześcijanką”. Na dźwięk tego słowa ojciec mój zatrząsł się i rzucił się na mnie, jakby mi chciał oczy wydrzeć. Ale pobił mnie tylko dotkliwie i odszedł pokonany razem ze swymi diabelskimi argumentami. Po tym wydarzeniu nie pokazywał się u mnie przez kilka dni. Dziękowałam za to Panu, bo dzięki nieobecności ojca mogłam nabrać nowych sił. W tym czasie Perpetua przyjęła chrzest razem ze swoimi towarzyszami, podczas którego nie prosiła o nic innego, tylko o dar wytrzymałości cielesnej.

Zamknięto ich później w ciemnym, zatłoczonym, dusznym i gorącym więzieniu, pilnowanym przez okrutnych strażników. Perpetua pisała: Zrazu ogarnęło mnie przerażenie, ponieważ nigdy dotąd nie doświadczyłam takich ciemności. Co to był za okropny czas! Gorąco panowało nie do zniesienia wskutek wielkiej ciżby uwięzionych ludzi, żołnierze groźbami wymuszali od nas pieniądze. Dręczył mnie ponadto niepokój o moje dziecko. Mimo ciężkich warunków nikt się nie załamał. Tymczasem miejscowi chrześcijanie robili, co mogli, by im pomóc i przyjść z pocieszeniem. Przekupili strażników, by więźniowie mogli kilka godzin spędzić w lepszych warunkach i spotkać się z najbliższymi. Przyniesiono też do więzienia wyczerpane już głodem dziecko Perpetuy, by je mogła nakarmić własną piersią. W tym czasie spotykała się też z matką i bratem, którym dodawała otuchy i polecała opiece swojego synka. Smuciła się, widząc ich cierpienie. Te zgryzoty gnębiły mnie przez wiele dni – pisała. W końcu uzyskała pozwolenie, by na jakiś czas dziecko pozostało z matką w więzieniu. Cieszyła się tym, wiedząc, że w ten sposób nabierze ono sił.

Zapowiedź męczeństwa

Perpetua wyróżniała się spośród swoich towarzyszy niewoli szczególnym męstwem, niezłomnym duchem wiary i umiejętnością pokrzepiania innych. Bóg obdarował ją też wizjami. Kiedy więc uwięzieni czekali na decyzję władz, mając jeszcze w sercu nadzieję na uwolnienie, Perpetua miała sen. Zobaczyła w nim drabinę sięgającą do nieba, ale tak wąską, że jedynie pojedynczo można się było po niej wspinać. Po bokach drabiny były umocowane wszelkiego rodzaju żelazne narzędzia. Znajdowały się tam miecze, dzidy, haki, noże, oszczepy. (…) U stóp drabiny leżał smok, który czyhał na wspinających się i odstraszał ich, aby po niej nie wstępowali. (…) Ja przydeptałam mu łeb (…) i wspięłam się na górę. Ujrzałam tam ogród rozciągający się na niezmierzonym obszarze, pośrodku którego siedział wysoki, siwy człowiek, w pasterskim ubraniu i doił owce. Wokół niego stały tysięczne tłumy odziane na biało. Człowiek ten podniósł głowę, spojrzał na mnie i powiedział: „Dobrze, że przyszłaś, dziecko”. Przywołał mnie do siebie i dał mi kęs sera z tego, co udoił. Przyjęłam go w złożone ręce i spożyłam. Wszyscy zaś, którzy tam stali, powiedzieli: „Amen”. Sen odczytano jako zapowiedź bliskiego męczeństwa uwięzionych.

Ojciec Perpetuy po raz kolejny podjął próbę przekonania córki do apostazji. Powołując się na swoją ojcowską miłość i więzy rodzinne, chciał odwołać się do jej uczuć, by zmieniła jeszcze zdanie. Wołał: Córko, miej litość dla mojej siwizny; ulituj się nad ojcem, jeżeli jestem godzien, byś mnie ojcem nazywała. Bo jeśli moje ręce ciebie wypiastowały i doprowadziły do kwiatu wieku, w jakim się znajdujesz, jeśli ukochałem ciebie bardziej niźli braci twoich, to nie skazuj mnie na hańbę wśród ludzi. Pomyśl o swoich braciach, pomyśl o swojej matce i ciotce, pomyśl o swoim dziecku, które nie będzie mogło żyć po twojej śmierci. Padał przy tym do jej nóg, całował ręce i płakał. Perpetua starała się go pocieszyć: W sądzie stanie się, co Bóg da, bo wiedz, że my nie należymy do siebie, ale do Boga. Kiedy jakiś czas później zabrano więźniów na przesłuchanie, które miało odbyć się na rynku, pośród zebranego tłumu pojawił się znowu ojciec Perpetuy z jej synkiem na rękach. Błagał ją, by ze względu na jego siwe włosy i miłość do dziecka złożyła ofiarę bogom za pomyślność cesarzy i tym samym uratowała honor rodziny. Prokurator Hilarian, który przesłuchiwał wówczas w procesie, rozgniewany ich odważnym wyznaniem wiary w Chrystusa, skazał wszystkich uwięzionych na pożarcie przez dzikie zwierzęta - ad bestias, a ojca Perpetuy kazał dotkliwie wychłostać. Skazańcy radośni wrócili do więzienia. Perpetua nie odzyskała już dziecka, jednak – jak pisała w pamiętniku - Bóg w swojej łaskawości sprawił, że ani dziecko nie potrzebowało już więcej piersi, ani one nie płonęły gorączką, tak że nie dręczyła mnie ani troska o dziecko, ani ból piersi.

Będę walczyła z szatanem

W oczekiwaniu na wykonanie wyroku uwięzieni spędzali czas na modlitwie i wzajemnym wspieraniu się w wierze. Perpetua miała wtedy również wizję swojego zmarłego na nowotwór twarzy siedmioletniego brata, poganina, który usilnie próbował napić się z basenu pełnego wody, ale nie mógł tego uczynić, bo jego brzegi były zbyt wysokie. Po tej wizji Perpetua zanosiła nieustannie żarliwe modlitwy do Boga o ulżenie mu w cierpieniu. W kolejnym widzeniu, które otrzymała po jakimś czasie, ujrzała brzegi basenu na tyle niskie, że brat mógł czerpać z niego wody pod dostatkiem. W swojej ostatniej wizji Perpetua stoczyła z kolei walkę na arenie z szatanem w postaci Egipcjanina o odrażającym wyglądzie, w otoczeniu swoich pomocników. Po jej stronie stanęli zaś piękni młodzieńcy. W nagrodę za swoje zwycięstwo dostała gałąź ze złotymi jabłkami.

Sekundulus nie dożył wykonania wyroku, umierając w więzieniu. Felicyta zaś, będącą wówczas w ósmym miesiącu ciąży, lękała się, że jej męczeństwo może zostać odroczone właśnie z powodu brzemienności; prawo bowiem zabraniało egzekucji na kobietach ciężarnych. Obawiała się też, że może przelać swą nieskalaną i niewinną krew później, razem z jakimiś pospolitymi zbrodniarzami. Na dwa dni przed zaplanowaną egzekucją jej współtowarzysze w męczeństwie podnieśli do Boga gorącą modlitwę, po której ciężarna natychmiast zaczęła odczuwać bóle porodowe. W upokorzeniu i wśród zniewag żołnierzy, pilnujących więźniów, Felicyta urodziła przedwcześnie córeczkę. Do strażnika, który śmiał się z jej cierpienia wywołanego rodzeniem – Jeżeli teraz tak cierpisz, to co zrobisz, kiedy będziesz rzucona zwierzętom, które zlekceważyłaś, kiedy odmówiłaś złożenia ofiary – odpowiedziała: Teraz ja cierpię to, co cierpię; tam zaś będzie we mnie cierpiał ktoś inny za mnie, ponieważ i ja będę cierpiała za niego. Córeczkę Felicyty wzięli inni chrześcijanie i wychowali jak swoje dziecko.

Dzień zwycięstwa

Wyrok miał zostać wykonany w Kartaginie podczas igrzysk z okazji urodzin syna cesarskiego, Publiusa Septimiusa Gety. Katechumenów chciano przebrać w płaszcze pogańskich kapłanów i kapłanek. Zdecydowanie zaprotestowała przeciw temu Perpetua. Nie po to przecież odmówili składania ofiary bóstwom, by teraz umierać dla Jezusa w strojach bałwochwalczych. Rzymianie ustąpili.

Ostatni posiłek, który spożyli w przeddzień męczeństwa, stał się dla nich radosną ucztą miłości - agape. Pouczali i ostrzegali wówczas tłum zgromadzonych gapiów, spośród których wszyscy opuszczali więzienie w osłupieniu, zaś wielu z nich uwierzyło. Radość z powodu męczeństwa towarzyszyła im też nazajutrz, kiedy z więzienia udawali się do amfiteatru. Oblicza mieli uroczyste, a jeśli przypadkiem ktoś zadrżał, to z radości, a nie ze strachu. Perpetua kroczyła dostojnie z twarzą rozjaśnioną jak matrona Chrystusowa, jak wybranka Boga; blaskiem oczu zmuszająca wszystkich do opuszczenia wzroku. Wraz z nią szła Felicyta, uradowana, że dzięki szczęśliwemu porodowi podejmuje walkę z dzikimi zwierzętami; od krwi do krwi, od położnicy do gladiatora, zostanie obmyta po porodzie przez drugi chrzest. Gdy doszli na miejsce, Perpetua zaczęła wobec zgromadzonych i rządnych widowiska tłumów śpiewać psalm. Aby upokorzyć męczenników, rozwścieczeni widzowie zażądali najpierw publicznej chłosty dla mężczyzn i spoliczkowania kobiet. Oni zaś cieszyli się, że przynajmniej coś mogli doznać z męki Chrystusa.

Na mężczyzn wypuszczono najpierw lamparta, a potem, przywiązawszy nagich do słupa na pomoście, wystawiono na ataki niedźwiedzia. Zwierzę jednak nie chciało wyjść ze swojej klatki. Na końcu męczenników poturbował dzik. Dla młodych kobiet diabeł natomiast przygotował wyjątkowo wściekłą krowę, do której - według zwyczaju - wypuszczono Perpetuę i Felicytę, ubrane jedynie w sieci, które plątały ich ruchy. Tłum zadrżał na widok dwu młodych kobiet: jednej wyjątkowo delikatnej, drugiej niedawno po porodzie, z piersiami ociekającymi mlekiem. Odwołano je więc i przyodziano w luźne tuniki. Krowa zaatakowała najpierw Perpetuę i rozdarła jej ubranie. Gdy ta okrywała jeszcze odsłonięte ciało i poprawiała włosy, zauważyła leżącą na ziemi stratowaną Felicytę; podbiegła do niej, podała jej rękę i podniosła ją. I tak, stojąc obok siebie, przezwyciężyły zatwardziałość widzów. Zabrano je więc z areny. Tam Perpetua, ocknąwszy się z omdlenia, powiedziała do brata ostatnie słowa: Trwajcie w wierze, kochajcie się wzajemnie i nie przerażajcie się cierpieniami, jakie my tu znosimy. Skazańców, którzy nie padli w starciu z dzikimi zwierzętami, mieli na oczach widowni dobić mieczem wyznaczeni gladiatorzy. Męczennicy wymienili między sobą pocałunek pokoju i sami przeszli na miejsce, na którym chciała ich widzieć pogańska tłuszcza. Wymierzane ciosy miecza chrześcijanie przyjęli z godnością i spokojem. Gladiator wzniósł broń nad Wibią Perpetuą i jego miecz zatrzymał się na kości młodej kobiety. Ugodzona (…) jęknęła i drżącą rękę niewprawnego jeszcze gladiatora sama poprowadziła sobie do gardła. Tym razem cios był śmiertelny.

Ciała męczenników pochowano w Kartaginie. Sto lat później - po edykcie mediolańskim cesarza Konstantyna Wielkiego, który zaprowadzał wolność wyznania w Cesarstwie Rzymskim - na miejscu pochówku postawiono wspaniałą bazylikę. Historia dzielnych niewiast czytana była jeszcze wiele wieków potem dla zbudowania Kościoła. Warto przypomnieć ją sobie i dziś, by imiona Perpetuy i Felicyty odkrywały przed nami przykład nieugiętego świadectwa wiary.

Agnieszka Kozłowska

Na podstawie: Męczennicy, opracowanie i wybór tekstów Ewa Wipszycka i ks. Marek Starowieyski. Autorem zdjęcia ikony ze str. 24 jest Dawid Shane: www.flickr.com/photos/ david_shane.  

Konferencja z "Posłania" 2/2013