Świat potrzebuje Boga!

o. Enrique Porçu o ewangelizacji i mocy Słowa Bożego

Pan chce wylać na nas deszcz łask. Mamy taką pewność, ponieważ Słowo Boże mówi: Gdzie są dwaj albo trzej zebrani w imię moje, tam jestem pośród nich (Mt 18,20). To wspaniałe przesłanie, które musimy głosić.

Pozwólmy, aby Pan działał z całą wolnością. Wiecie, że Słowo Boże mówi, że Duch Święty daje się tym, którzy są Mu posłuszni. Powiedzmy Jezusowi: „Panie, chcemy przyjąć Cię tutaj jako jedynego Pana i nająć się jako osły do Twej służby”. To bardzo ważne, aby każdy z nas zrozumiał rzecz prostą i mocną: nie powinniśmy bać się głosić Pana Zmartwychwstałego. Świat najbardziej ze wszystkiego potrzebuje Dobrej Nowiny. Dlaczego? Dlatego, że bez Jezusa wszyscy jesteśmy potworami, zachowujemy się jak zwierzęta. Myślę, że każdy z nas mógłby powiedzieć to, co rzekł mi pewien Brazylijczyk. Ten mężczyzna przed nawróceniem był bardzo agresywny. Stwierdził on kiedyś: „Ojcze, co za radość! Żyłem jak zwierzę, mieszkałem na ulicy i zachowywałem się jak jakaś małpa, byłem jak świnia, w domu byłem psem, a teraz wiem, że jestem synem Boga!”. Bracia, bez obecności Jezusa w naszym życiu wszyscy jesteśmy ubodzy. Świat Go potrzebuje. Musimy otworzyć oczy wiary na Jego obecność. Ewangelizować oznacza pozwolić, żeby Jezus działał, wziąć w posiadanie Jego miłość, wierzyć w nią.

W Brazylii pracujemy z dziećmi w ruchu maryjnym, który nazwaliśmy „Gwiazdeczki Królowej Pokoju”. Dzieci zakładają małą bransoletkę z dziesiątką kuleczek, aby każdego dnia odmawiać dziesiątkę różańca i w ten sposób z innymi dziećmi na całym świecie odmawiają cały różaniec. Te dzieci są charyzmatyczne. Zrozumiały, że Jezus kocha dzieci i jest obecny pośród nich, więc one również nakładają ręce na chorych. Kiedyś zorganizowaliśmy mszę dla dorosłych i obok drugą dla dzieci. Na koniec mszy wszystkie dzieci przyszły, aby nakładać ręce. Te malutkie – pięcio-, sześcio- czy siedmioletnie – nie dosięgały głów dorosłych, więc ci klękali, a one przechodziły i nakładały na nich ręce. Wielu dorosłych upadało w spoczynek w Duchu. Wyglądało to zabawnie, kiedy jedno takie dziecko modliło się nad dorosłym – on upadł, a ono spojrzało na swoje rączki i krzyknęło. Pan chce, aby każdy z nas miał pewność, że to nie są nasze ręce, ale posłuszeństwo Jego Słowu sprawia, że On działa, Ten, który mówi: „Ja jestem z wami”. Podczas tej modlitwy było również obecne półtoraroczne dziecko, które w pewnym momencie powiedziało: „Mama Jezusa jest tutaj!”. Wszyscy poczuli obecność Maryi. Zapewniam was, że Mama Jezusa jest tutaj, bo dziś jest święto Maryi. Ona zawsze wychodzi nam na spotkanie, aby wypełnić nasze serce radością. Ale Maryja jest też bardzo nieśmiała. Nigdy nie przychodzi, jeśli jej nie zaprosimy. Chciałbym teraz zaprosić Niepokalaną Dziewicę Maryję, aby przyszła do nas wszystkich, aby otworzyła nasze serca. Zamknij oczy i powiedz razem ze mną: „Najświętsza Maryjo, wiemy, że nas kochasz, że trwasz z nami. Prosimy Cię, przyjdź do nas i otwórz nasze serca na Słowo Boże, jak Ty otworzyłaś Swoje Serce”.

W Ewangelii według św. Marka czytamy: I rzekł do nich: „Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu. Kto uwierzy i przyjmie chrzest, będzie zbawiony; a kto nie uwierzy, będzie potępiony (Mk 16, 15-16). Jezus nas posyła, żebyśmy ewangelizowali. Bycie chrześcijaninem nie oznacza tylko przyjmowania Jezusa, ale pokazanie Jezusa, objawianie Go, oznacza przekazywanie Słowa, które uświęca świat, głoszenie Słowa Jezusa. Spójrzcie, jakie to piękne. Św. Teresa z Avila mówi, że bez Słowa Bożego stajemy się demonami, robakami, zwierzętami. Spójrz na osobę, która siedzi obok ciebie. Kogo widzisz? Diabła, zwierzę czy Jezusa? Kogo chcemy widzieć? Kogo musi widzieć świat? Jezusa!

Ojciec Święty niedawno powiedział do nas, chrześcijan, że musimy przyjąć ten rozkaz, aby nauczać w Imię Jezusa. Apostołowie nie bali się głosić Jezusa, a kiedy chciano ich uciszyć, powiedzieli, że ważniejsze jest posłuszeństwo Bogu niż ludziom. Jesteśmy zdolni nieść Słowo Boże do naszych środowisk życia. Powiedz osobie siedzącej obok ciebie: „Jesteś zdolny do niesienia Słowa Bożego do twojego środowiska życia”. Dzisiaj jest pilne to, by nieść Słowo! Ono ma moc wskrzeszania zmarłych, uzdrawiania chorych, uwalniania uwięzionych. Gdybyśmy wiedzieli, jaką ma moc, nie zatrzymywalibyśmy się nawet na chwilę w mówieniu ludziom, że Pan Jezus jest żywy. On chce im powiedzieć, że ich kocha, że umarł z miłości do nich i że jest żywy, aby oni mogli żyć w Nim pełnią życia. Bracia, tym głoszeniem musimy potrząsnąć świat.

Nasz najlepszy misjonarz był w przeszłości narkomanem, który napadał na banki. Był bardzo zagubiony. Nie znał swojego ojca, prawdopodobnie był synem prostytutki. Ale dla Boga nie ma dzieci prostytutki, dla Boga są dzieci ukochane przez Ojca wiecznego. Dla Niego nikt nie urodził się przez przypadek, każdy z nas jest jedyny. Ale on tego nie wiedział. A, co jest smutne, wielu z nas też tego nie wie i nie ma tego doświadczenia. I dlatego niejeden zakłada piercing czy robi sobie tatuaże, ponieważ nie lubi siebie, martwi się nadmiernie o swój wygląd i jest niespokojny, rozgoryczony z byle jakiego powodu. Wielu się gubi, ponieważ nikt nie mówi do nich, że są ukochanymi dziećmi Ojca. Ten nasz brat był zagubiony, żył w świecie przemocy i narkotyków. Doszło do tego, że zabito wszystkich jego kolegów. Tamtego dnia, kiedy czuł się już całkiem bezsilny, spotkał na ulicy dwie młode osoby, które powiedziały do niego: „Jezus cię kocha, jest zakochany w tobie. Umarł z miłości do ciebie”. Odpowiedział: „Nie znam tego Boga”. Zaproszono go do modlitwy i pomodlono się za niego. Wtedy postawił wyzwanie Bogu: „Jeśli istniejesz naprawdę, pokaż się w moim życiu”. Ten chłopak był analfabetą, ale kiedy otworzył Pismo Święte, w sposób cudowny zaczął czytać. Znalazł słowo z Księgi Izajasza, które mówiło: „Zanim Mnie szukałeś, Ja ciebie znałem, wezwałem cię po imieniu. Tyś jest mój. Ja ciebie kocham” (por. Iz 43,1). Kiedy Nivaldo przeczytał te słowa, poczuł, jak jego ciało zadrżało. Doświadczył ogromnej radości w swym sercu i od tamtego dnia zostawił narkotyki i broń, a wziął krzyż i poszedł za Jezusem. Stał się wielkim ewangelizatorem i umarł jak święty dzięki temu, że dwie dziewczyny na ulicy miały odwagę głosić mu Jezusa.

Nie możemy milczeć, ponieważ wiele osób się gubi, żyje i umiera jak zwierzęta. Nie tylko z powodu tego, że nie mają chleba, ale dlatego, że nie mają Chleba Życia. Oni muszą usłyszeć o Jezusie. Pracujemy z dziećmi ulicy, z biednymi, opuszczonymi, ale wiele razy słyszymy, jak te osoby mówią: „Ojcze, dużo bardziej niż tego chleba potrzebujemy Boga”. Świat potrzebuje Boga! Musimy głosić miłość Bożą, sprawiać, aby było słychać Słowo Boże. Św. Paweł w Liście do Rzymian pisze, że Jezus został wydany za nasze grzechy i wskrzeszony z martwych dla naszego usprawiedliwienia (4,25). We Włoszech znaleziono dwudziestotrzyletnią dziewczynę o imieniu Francesca, która popełniła samobójstwo. Obok jej ciała znaleziono list, w którym było napisane: „Mamo, tato, daliście mi wszystko, co potrzebne, a nawet dużo więcej, ale nie daliście mi tego, co niezbędne do życia – nie daliście mi Absolutu”. W zeszycie, który znaleziono w jej pokoju, było napisane: „Szukam Absolutu, motywu do życia, czegoś, co nie przemija”, a w innym zeszycie znaleziono zdanie wielkiego filozofa Kierkegaarda: „Absolut to jest Bóg”. Musimy więc krzyczeć „Bóg!” do świata, który jest zagubiony. Musimy potrząsnąć światem Imieniem Jezus. Wielki psycholog Viktor Frankl mówi, że kiedy ludzie nie znają tej miłości, wpadają w depresję. Ile osób ma dzisiaj depresję, która jest nazwana chorobą naszego wieku? Statystyki mówią, że 350 milionów. Ludzie wpadają też w uzależnienia. Niektóre statystyki podają, że we Francji 80% osób jest uzależnionych od alkoholu, tytoniu, narkotyków i środków farmakologicznych. Wreszcie przemoc – tylko w São Paulo w zeszłym roku zostało zastrzelonych 18 tys. osób. Ale najgorszy rodzaj przemocy wydarza się w sercu ludzkim. Wiecie, ile osób co roku popełnia samobójstwo? Milion! Najgorsza wojna świata toczy się w sercu człowieka. Największą przemoc popełniamy przeciwko nam samym, kiedy tracimy radość z poznawania Boga. Trzeba więc biec, trzeba wyjść na spotkanie świata, który jest zagubiony, chory, świata, który sam się niszczy, który jest uzależniony nie tylko od narkotyków, ale także od komórek czy internetu, od akceptacji innych. Trzeba zaprowadzić ludzi do łaski, którą znaleźliśmy. Trzeba potrząsnąć światem Imieniem Jezus. To Imię ma moc wskrzeszania umarłych i uzdrowienia ludzi.

Konferencja wygłoszona 31 maja 2013 r. w Toruniu podczas rekolekcji "Duch Święty zstąpi na was i otrzymacie Jego moc" (por. Dz 1,8), opublikowana w "Posłaniu" 4/2013