Trwaj w pokoju wewnętrznym

Słowo „pokój” pojawia się na początku i końcu ziemskiego życia Jezusa. Anioł Gabriel pozdrawia Dziewicę Maryję podczas Zwiastowania, używając odpowiednika hebrajskiego: „Pokój z tobą”. Aniołowie ogłaszają pod Betlejem pasterzom wieść o Narodzeniu słowami: Chwała Bogu na wysokościach, a na ziemi pokój ludziom Jego upodobania (Łk 2,14). Zmartwychwstały Jezus ukazuje się zatrwożonym Apostołom w Wieczerniku, powtarzając im dwukrotnie: Pokój wam (zob. J 20,19-21).

Jak istotny musi więc być dar pokoju, skoro mowa o nim w tak ważnych momentach zbawczej misji? Jest on też elementem rozwoju duchowego każdego z nas w drodze ku świętości. O jakim pokoju zatem mowa?

Rodzaje pokoju

Błogosławiony ks. Michał Sopoćko, kierownik duchowy św. Faustyny, pisał: Dwaj są, którzy obiecują pokój dla ludzi: świat i Chrystus. Pokój świata jest obłudny, pozorny i kończy się zaburzeniami i wojną, albowiem świat nie może dać pokoju wewnętrznego, pokoju z Bogiem, którego nie uznaje, i pokoju z własnym sumieniem. Tylko Chrystus przynosi pokój trwały, bo wewnętrzny, prawdziwy, który polega na usunięciu głównej przyczyny niepokoju, jakim jest grzech. Chrystus Pan wziął grzechy całego świata na Siebie, odpokutował i złożył Bogu godne zadośćuczynienie za nie, stworzył bezcenny skarb swoich zasług, a po Zmartwychwstaniu stosuje te zasługi do poszczególnych dusz przez ustanowienie Sakramentu Pokuty, w którym kontynuuje się dzieło Odkupienia i będzie się kontynuowało aż do skończenia świata. To jest jedno z największych dzieł miłosierdzia Bożego. Dlatego można z całą pewnością twierdzić, że ludzkość nie zazna pokoju, dopóki się nie zwróci z ufnością do miłosierdzia Bożego (Rozważania o Miłosierdziu Bożym). To echo słynnych słów św. Augustyna, który zaświadczał z przekonaniem: Niespokojne jest serce człowiecze, dopóki nie spocznie w Panu, bowiem pokój, który proponuje świat, to – jak pouczał św. Maksymilian Kolbe – chwilowe odurzenie, wzburzenie, ponieważ świat dogadza zmysłom, pysze i rozumowi. Pan Jezus daje, nie jako świat daje, do czego zepsuta natura ciągnie. Natura nie zadowala się. Ona chce ciągle dalej, jeśli się jej popuszcza. W ten sposób człowiek – paradoksalnie – prowadzi siebie do zatracenia i… doświadcza niepokoju.

Niepokój jako ostrzeżenie

Święty Maksymilian pouczał, że jedno jest źródło niepokoju: miłość własna uciekająca od krzyża. Mogą być niepokoje wewnętrzne, czyli sumienia, bezpodstawne lub z podstawą (…). Jeżeli niepokój ma podstawę – trzeba ją usunąć (Konferencje ascetyczne). Taką przyczyną niepokoju może być nie tylko grzech, ale jakieś dobrowolne zaniedbanie w kroczeniu za Panem czy w słuchaniu Jego natchnień. Jest to więc objaw miłosierdzia i pedagogiki Bożej, że doświadczamy tego stanu, który ostrzega nas o stopniowym zaniechaniu słuchania i naśladowania Jezusa. Mimo przykrych uczuć, które z tym położeniem nie współgrają, powinniśmy być wdzięczni za taki przejaw troski Boga o nas i wyciągnąć z niego wnioski na przyszłość. Każdy bowiem rodzaj niepokoju, jak wskazuje św. Maksymilian, przeszkadza postępowi wewnętrznemu: Tak samo jak w maszynie. Jeśli jakaś część jest niedopasowana – powstają zgrzyty, dopóki nie usunie się tego defektu. I nie można jej szybko puścić w ruch. Tak samo jest z duszą. Pierwszą rzeczą jest usunąć niepokój. W jaki sposób? Oczywiście, że człowiek o własnych siłach nie może zwyciężyć siebie samego. Tu trzeba porządku łaski, po prostu zależnej od modlitwy. Która dusza więcej się modli, ma więcej pokoju i szczęścia. I święty dodaje: W praktyce dusza żyjąca z wiary zdaje się na wolę Bożą, ufa Panu Bogu. (…) Ze swej strony robi wszystko, co może – resztę pozostawia Panu Bogu. I tu jest źródło pokoju, którego nic przełamać nie może.

Trwać w pokoju wewnętrznym

Musimy wiedzieć, że świat będzie atakować wewnętrzne skupienie, odciągać nasze myśli i wystawiać na próbę ten pokój, który nosimy w sobie. Różne sytuacje, spotkania z osobami, zasłyszane informacje mogą w ten sposób oddziaływać na nas, by wytrącać nas z zaufania Bogu i zacząć troszczyć się o jakieś sprawy na własną rękę. Jeśli poddamy się takiej presji, pojawi się też niepokój. Musimy więc być czujni oraz odważnie, stanowczo i szybko stawiać opór takim sygnałom, które będą podważały w nas Boży pokój. Powinniśmy też każdą z tych sytuacji wykorzystać do ćwiczenia w sobie cnoty wytrwałości i niezachwianej ufności. Wszystko niech się zmienia – pisał bł. ks. Sopoćko – prócz naszego usposobienia względem Boga (...). Bóg nam towarzyszy wszędzie, uśmierza burze, dodaje odwagi, leczy ułomności. Ręka Jego jest zawsze blisko nas, możemy ją chwycić ufną modlitwą. Nie traćmy odwagi, gdy wbrew naszym oczekiwaniom dotkną nas cierpienia, które wyleczą nas z wad ukrytych, jakie może przyniosłyby nam zgubę. Jak garncarz trzyma w piecu glinę, dopóki się nie stanie dobrą, tak Bóg każe nam pozostawać w piecu doświadczeń, dopóki nie wyćwiczymy się w cnocie. (...) Cóż zyskamy stawiając opór łasce? Niepokój. (...) Tęsknota za Bogiem ma zagrzewać nas do ustawicznej pracy i zupełnego ofiarowania się Jemu (Rozważania o Miłosierdziu Bożym).

Jaką moc daje nam wewnętrzny pokój? Pomaga w sposób trzeźwy i roztropny rozstrzygać wszelkie życiowe sytuacje. Daje pewnego rodzaju stałość duszy i jej umocnienie. Święta Faustyna wskazuje także na ważny element pokoju, którego nie powinniśmy przeoczyć: W czasie spokoju dusza tak samo robi wysiłki, jak i w czasie walki. Musi się ćwiczyć i to bardzo, bo inaczej nie ma mowy o zwycięstwie. Czas pokoju uważam za czas przygotowania do zwycięstwa. Musi ustawicznie czuwać – czujność, jeszcze raz czujność. Dusza, która się zastanawia, otrzymuje wiele światła. Dusza rozproszona sama siebie naraża na upadek i niech się nie dziwi, że upada. O Duchu Boży, kierowniku duszy, mądry jest ten, kogo Ty wyćwiczysz. Ale, aby mógł Duch Boży działać w duszy – trzeba ciszy i skupienia (Dz. 145).

Owoce trwania w pokoju

Czemu służyć ma ćwiczenie się w pokoju wewnętrznym? Dynamika życia duchowego pokazuje, że nie zawsze, nawet mimo wierności Bogu, będziemy doświadczać wewnętrznych pocieszeń. Mądrość Boża wyposażyć chce więc nas w stałość w przeżywaniu różnorodnych doświadczeń. Dzięki temu nie ulegamy presji tego, co dzieje się na zewnątrz i nie kieruje to naszymi wyborami. Św. Faustyna pisała o tym: Kiedy mnie dotyka jakie cierpienie, to ono już mi teraz nie sprawia goryczy ani wielkie pociechy nie unoszą mnie; owładnięta jestem pokojem i równością ducha, która płynie z poznania prawdy. Cóż to szkodzi mi żyć otoczona sercami niechętnymi, gdy mam pełnię szczęścia w duszy własnej? Albo co mi pomoże życzliwość serc innych, jeżeli nie posiadam we własnym wnętrzu Boga? Kiedy mam Boga we własnym wnętrzu, cóż mi kto szkodzić może? (Dz. 455) Módlmy się o taki pokój w nas, którego świat dać nie może, a którego źródłem jest sam Bóg.  

Agnieszka Kozłowska

Konferencja z "Posłania" 1/2015