Ewangelizacja w służbie uzdrowienia

Wielu ludzi, także chrześcijan, chciałoby doświadczyć uzdrowienia, ale już nie tak wielu jest zainteresowanych ewangelizacją. W rzeczywistości między jednym i drugim istnieje ścisły związek. Znaki i cuda, które towarzyszyły Jezusowi w czasie, kiedy wędrował i nauczał po Palestynie, poświadczały Jego Boską godność, objawiały Jego królestwo. Skoro bowiem świat przez mądrość nie poznał Boga w mądrości Bożej, spodobało się Bogu przez głupstwo głoszenia słowa zbawić wierzących (1 Kor 1,21). Również dziś dobrodziejstwa zbawienia przychodzą przez głoszenie Ewangelii, stąd tak pilna potrzeba przepowiadania Słowa Bożego i objawiania światu Chrystusa w słowach i gestach miłości.

On jest drogą uzdrowienia ludzi, społeczeństw i narodów. Wszędzie tam, gdzie dotrze Jego nauka, objawia się Jego moc, co dobrze ilustruje proroctwo Ezechiela: Potem rzekł do mnie: „Czy widziałeś to, synu człowieczy?” I poprowadził mnie z powrotem wzdłuż rzeki. Gdy się odwróciłem, oto po obu stronach na brzegu rzeki znajdowało się wiele drzew. A On rzekł do mnie: „Woda ta płynie na obszar wschodni, wzdłuż stepów, i rozlewa się w wodach słonych, i wtedy wody jego stają się zdrowe. Wszystkie też istoty żyjące, od których tam się roi, dokądkolwiek potok wpłynie, pozostają przy życiu: będą tam też niezliczone ryby, bo dokądkolwiek dotrą te wody, wszystko będzie uzdrowione” (Ez 47, 6-9). Ewangelizator jest zaangażowany w posługę uzdrawiania, którą przynosi wiara w obecność Jezusa w mocy Jego Słowa i sakramentów. One są tą ożywiającą wodą dla ludzkiego ciała i ducha. Wielokrotnie uzdrowienie przychodzi przez okazanie innym czułej miłości, zainteresowania, przebaczenia, nie trzeba więc czekać na odświętne wydarzenia.

Bóg pragnie pochylić się dziś nad zbolałą ludzkością. Ewangeliczne wezwanie do czynienia wierzących spośród wszystkich narodów jest w istocie przejawem Jego miłosierdzia. Czyż, widząc nieszczęście i samotność współczesnych, zagubionych ludzi i znając lekarstwo, jakim jest Dobra Nowina o Bożej miłości do grzesznika, powinniśmy żyć, oczekując świętego spokoju? Wielu czeka dziś na uzdrowienie, a Bóg czeka na wierzących, którzy zdecydowaliby się je zanieść innym. Niekiedy mamy do czynienia z pokusą przedłużającego się zajmowania sobą, a zaniedbywania posługi bliźnim. Faktem jest, że wszyscy cierpimy z jakiegoś powodu, ale to nie powinno hamować naszego wydania Bogu i drugiemu człowiekowi pod pozorem konieczności uzdrawiania się. Poprawa naszej kondycji niekoniecznie przyjdzie za jakiś czas, kiedy wreszcie nastanie „ten cudowny moment”. Nierzadko uzdrowienie dokonuje się nieoczekiwanie, kiedy zajmujemy się ofiarnie sprawami Pana, okazując Mu w ten sposób swoją wierną miłość: Ja jestem prawdziwym krzewem winnym, a Ojciec mój jest tym, który [go] uprawia. Każdą latorośl, która we Mnie nie przynosi owocu, odcina, a każdą, która przynosi owoc, oczyszcza, aby przynosiła owoc obfitszy. Wy już jesteście czyści dzięki słowu, które wypowiedziałem do was. Wytrwajcie we Mnie, a Ja [będę trwał] w was. Podobnie jak latorośl nie może przynosić owocu sama z siebie – jeśli nie trwa w winnym krzewie – tak samo i wy, jeżeli we Mnie trwać nie będziecie. Ja jestem krzewem winnym, wy – latoroślami. Kto trwa we Mnie, a Ja w nim, ten przynosi owoc obfity, ponieważ beze Mnie nic nie możecie uczynić. Ten, kto we Mnie nie trwa, zostanie wyrzucony jak winna latorośl i uschnie. I zbiera się ją, i wrzuca do ognia, i płonie (J 15,1-6).

Chrześcijanin potrzebuje żywej wiary, która działa przez miłość, a nie technik uzdrawiania. To Jezus, którego ma głosić, jest Tym, który uzdrawia i jego, i innych. Ileż dobra mogłoby się wydarzyć, gdyby wierzący nie zaniedbywali obowiązków wynikających z przynależności do Jezusa? A jednym z nich jest bycie prorokiem, czyli tym, który objawia światu Chrystusa, głosi Jego naukę, dzieli się Nim, a więc buduje Jego Kościół. Tak mówi Pan Zastępów: Ten lud powiada: „Jeszcze nie nadszedł czas, aby odbudowywać dom Pański”. <Wówczas Pan skierował te słowa przez proroka Aggeusza>: Czy to jest czas stosowny dla was, by spoczywać w domach wyłożonych płytami, podczas gdy ten dom leży w gruzach? Teraz więc – tak mówi Pan Zastępów: Rozważcie tylko, jak się wam wiedzie! Siejecie wiele, lecz plon macie lichy; przyjmujecie pokarm, lecz nie ma go do sytości; pijecie, lecz nie gasicie pragnienia; okrywacie się, lecz się nie rozgrzewacie; ten, kto pracuje, aby zarobić, pracuje [odkładając] do dziurawego mieszka! Tak mówi Pan Zastępów: Wyjdźcie w góry i sprowadźcie drewno, a budujcie ten dom, bym sobie w nim upodobał i doznał czci – mówi Pan. Rozważcie tylko, jak się wam wiedzie! Wyglądaliście wiele, a oto macie mało, a kiedy [i to niewiele] znieśliście do domu, Ja to rozproszyłem. Dlaczego tak się dzieje? – wyrocznia Pana Zastępów: Z powodu mego domu, który leży w gruzach, podczas gdy każdy z was pilnie się troszczy o swój własny dom. Dlatego niebiosa nad wami zatrzymały rosę, a ziemia nie dała swego urodzaju. Ja sprowadziłem bowiem suszę na ziemię i na góry, na pszenicę, na winne krzewy i na oliwki – na wszystko, cokolwiek może wydać rola, na ludzi i na bydło, i na wszelką pracę rąk (Ag 1,2-11).

Nie ma obaw o nieaktualność przesłania Ewangelii, bo Bóg jest wieczny, a Jego Słowo okazuje się zawsze świeże. Głosząc innym Jezusa, nie zostaniemy pominięci, sami również doświadczymy bogactwa Jego łaski, o czym przekonuje proroczy obraz z Księgi Ezechiela: Potem poprowadził mnie ów mąż w kierunku wschodnim; miał on w ręku pręt mierniczy, odmierzył tysiąc łokci i kazał mi przejść przez wodę; woda sięgała aż do kostek. Następnie znów odmierzył tysiąc [łokci] i kazał mi przejść przez wodę: sięgała aż do kolan; i znów odmierzył tysiąc [łokci] i kazał mi przejść: sięgała aż do bioder; i znów odmierzył jeszcze tysiąc [łokci]: był tam już potok, przez który nie mogłem przejść, gdyż woda była za głęboka, była to woda do pływania, rzeka, przez którą nie można było przejść (47,1-5). Stan pełni osiągniemy w niebie, ale to jest właściwa miara, którą winniśmy się kierować.

Być może nadszedł już czas, aby dziś zmienić swoje nastawienie i z pacjenta stać się posłańcem niosącym Jezusa – lekarza ludzkich ciał i dusz. To na pewno zadanie wymagające osobistego zaangażowania, poszukiwania właściwych sposobów na jak najlepsze dawanie świadectwa, co oznacza pewien trud. Jako chrześcijanie z natury jesteśmy misjonarzami, więc kiedy nie głosimy Chrystusa i zadowalamy się dotychczasowym stanem rzeczy, chorujemy, wypaczamy plan Boży względem nas. Mówi o tym Jezus w przypowieści o talentach: Przyszedł i ten, który otrzymał jeden talent, i rzekł: „Panie, wiedziałem, żeś jest człowiek twardy: chcesz żąć tam, gdzie nie posiałeś, i zbierać tam, gdzieś nie rozsypał. Bojąc się więc, poszedłem i ukryłem twój talent w ziemi. Oto masz swoją własność!” Odrzekł mu pan jego: „Sługo zły i gnuśny! Wiedziałeś, że chcę żąć tam, gdzie nie posiałem, i zbierać tam, gdziem nie rozsypał. Powinieneś więc był oddać moje pieniądze bankierom, a ja po powrocie byłbym z zyskiem odebrał swoją własność” (Mt 25,24-29). Serce Jezusa nie jest sercem stoika. Ono płonie miłością i oczekuje żarliwych współpracowników: Obyś był zimny albo gorący! A tak, skoro jesteś letni i ani gorący, ani zimny, chcę cię wyrzucić z mych ust (Ap 3,15-16).  

Tomasz Kalniuk

Konferencja z "Posłania" 1/2015