Masz przed sobą dwie drogi

o. Józef Witko OFM o wierze, rozeznawaniu i ludzkich wyborach

 

Potrzebujemy łaski

Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię – tak mówi Jezus w Ewangelii św. Mateusza (11,28). Wzywa każdego z nas, nie stawiając żadnych warunków. Nie zwraca się w tych słowach tylko do tych, którzy mają wiarę lub tylko do tych, którzy żyją święcie. Zwraca się do tych, którzy są utrudzeni i obciążeni.

Człowiek, który żyje pod przekleństwem, jest naprawdę udręczony, obciążony i często umęczony, bo ciągle ma pod górkę, ciągle jest ostatni, ciągle w jego życiu jest coś nie tak, mimo że robi wszystko tak, jak powinien. Stara się, jest przygotowany do życia, ma wiedzę, odpowiednie kwalifikacje, talenty, jest pracowity, a jednak coś jest nie tak. Ciągle ma w sercu smutek, jest rozdrażniony, nieustannie doświadcza niepowodzeń, tak jakby istniała niewidzialna siła, która trzyma go na uwięzi i nie pozwala mu się rozwinąć. Jezus mówi: „Jeśli czujesz się utrudzony i obciążony, nie zwlekaj – przyjdź do Mnie”.

Z drugiej strony w Ewangelii św. Jana Jezus mówi: Nikt nie może przyjść do Mnie, jeżeli go nie pociągnie Ojciec (6,44). To nie jest tak, że kiedy jesteś utrudzony i umęczony, przychodzisz do Boga. Na pewno fizycznie możesz przyjść do świątyni, stanąć czy uklęknąć przed Najświętszym Sakramentem, ale twoje serce może w tym czasie być daleko. Może być przy twoich problemach, nieszczęściach, niepowodzeniach. Może być przy twoich bliskich, którzy są chorzy. Może być daleko, niekoniecznie przy Bogu, tam, gdzie twoje ciało. By twoje serce mogło się zbliżyć do Jezusa, musisz prosić Ojca, aby dał ci łaskę oderwania się od tego, co trzyma cię na uwięzi. Wiemy, że Judasz był bardzo blisko Jezusa – ale tylko fizycznie, sercem zaś był daleko. Znamy tę scenę z ewangelii według św. Marka, Mateusza czy Łukasza, kiedy to Jezus powraca z ziemi Gerazeńczyków, gdzie uwolnił od ducha nieczystego człowieka opętanego, który miał w sobie legion. Tłum ludzi ze wszystkich stron otaczał Jezusa i na Niego napierał. W pewnym momencie jakaś kobieta, która od 12 lat cierpiała na upływ krwi, zbliżyła się do Jezusa i dotknęła się Jego frędzli u płaszcza. Mówiła bowiem w swoim sercu: „Gdybym tylko dotknęła się frędzli u Jego płaszcza, a na pewno będę zdrowa”. Tak też się stało. Jezus w tym samym momencie poczuł, że moc wyszła od Niego. Przystanął i zapytał, kto się Go dotknął. Wtedy uczniowie powiedzieli do Niego: „Panie, tłum ze wszystkich stron napiera na Ciebie, a Ty się pytasz, kto się Ciebie dotknął? Wszyscy się Ciebie dotykają”. Jezus jednak wiedział, że ktoś dotknął się Go inaczej, dotknął się z wiarą, która natychmiast uwolniła Jego moc. Chodzi więc o takie dotknięcie się Jezusa, które sprawi, że moc wyjdzie od Niego i cię uzdrowi i uwolni. Aby jednak to nastąpiło, Ojciec musi dać ci taką łaskę. Musisz także uświadomić sobie, że to tak naprawdę nie zależy od ciebie. To, że tutaj jesteś, też nie zależało od ciebie. To też jest łaska. Potrzebujemy łaski, aby nasze serca były przy Jezusie, a nie jest to łatwe, bo trzeba oderwać się od tego, co je trzyma na uwięzi. O tym będziemy mówić, ale już teraz trzeba nam sobie uświadomić, że musimy o to Pana prosić. To nie jest tak, że nam się ta łaska należy. Bóg daje nam wszelkie łaski za darmo, ale trzeba o nie prosić, również o tę, by nasze serca zbliżyły się do Niego, by mógł nas pokrzepić.

Przez wiarę

Wiara mówi nam, że istnieje świat widzialny i niewidzialny. Świat niewidzialny był pierwszy. Bóg stworzył w nim duchy, które nazywamy aniołami. Część z nich zbuntowała się i stała się demonami, ale nadal są to duchy niewidzialne. Później Bóg stworzył świat widzialny, materialny, a w nim nas, ludzi. Dla nas ten świat widzialny jest bardziej realny i rzeczywisty niż ten niewidzialny, duchowy, którego nie widzimy, nie możemy dotknąć i doświadczyć przez zmysły. Świat materialny widzimy – widzimy słońce, księżyc, gwiazdy, drzewa, rośliny. Dostrzegamy, jak zmieniają się pory roku. Widzimy innych ludzi. Do naszych uszu docierają różnego rodzaju dźwięki - potrafimy je rozpoznawać, nazywać. Możemy dotknąć drzewo, kamień, wodę, rozpoznajemy nawet po omacku. Zmysły wiele nam mówią o świecie, w którym żyjemy i poruszamy się. Wydaje się, że ten świat jest bardziej realny i rzeczywisty niż ten duchowy, niematerialny, tak mocno w niego wrośliśmy. Ten niewidzialny trudno jest sobie nawet wyobrazić. Chcielibyśmy doświadczać go przez zmysły, tymczasem Pan Bóg mówi nam, że ten świat niewidzialny będzie dla nas dostępny tu, na ziemi, przez wiarę, a nie przez zmysły. Ta pokusa z raju, aby wszystkiego dotknąć, zrozumieć, o wszystkim wiedzieć i decydować, jest jednak tak bardzo silna, że pomimo iż Pan Bóg daje nam drogę wiary, to jednak człowiek chce dotknąć, chce widzieć i chce wiedzieć. Dlatego tak często wiele osób chce mieć wizje, chce opierać się na słowach poznania, chce czuć Boga, widzieć Go, doświadczać. Jezus nie mówi: „Niech ci się stanie tak, jak czujesz, jak możesz doświadczyć”, ale mówi: „Niech ci się stanie tak, jak wierzysz”. Zatem ta rzeczywistość niewidzialna staje się dla nas doświadczalna przez wiarę. „Niech ci się stanie, jak wierzysz, a nie jak czujesz, doświadczasz, widzisz czy słyszysz”.

Szatan często wmawia człowiekowi, że powinien wiedzieć, widzieć, czuć i niejeden z nas daje się w ten sposób zwieść. Nawet w grupach charyzmatycznych jest wiele osób, które, zbliżając się do Boga, chlubią się z tego, że mają wizje, słyszą głosy, cieszą się tym, co czują. W ten sposób czują się jakoś dowartościowane. To daje im poczucie duchowego bezpieczeństwa: „Jestem blisko Boga, a nie zła, jestem święty, bo Bóg mówi do mnie, bo mi się objawia przez znaki, przez zmysły”. Ale jaką mam pewność, że szatan nie miesza w moim umyśle i nie przyjmuje postaci anioła? Że to nie Bóg, ale demon się objawia i mówi do mnie, bo akurat tego chcę? Jaką mam pewność, że to jest Bóg, skoro On powiedział: „przez wiarę”? „Twoja droga tu, na ziemi, jest drogą wiary, a nie pewności, objawienia. Moje objawienie zostało zawarte w księdze, którą znasz – w Piśmie Świętym. Czego chcesz więcej? Dlaczego ciągle chcesz słyszeć Mój głos? Przecież mówię do ciebie poprzez Słowo, które ci dałem. Dlaczego szukasz innego słowa? Czy to ci nie wystarcza? Czy znasz je? Czy wiesz, co do ciebie w nim mówię, że oczekujesz innego? Dlaczego chcesz mieć jakieś wizje, skoro obiecałem, że wizję uszczęśliwiającą otrzymasz po śmierci? Czy chcesz już umrzeć?”. Szatan działa na różne sposoby i tak mami, tak mąci w naszym umyśle, że wydaje się nam, że to jest dobre, kiedy Bóg mówi do nas i słyszymy Jego głos. Czasem może macie doświadczenia takich osób, które mówią: „Bóg mi dzisiaj powiedział”. Ale skąd ta osoba ma pewność, że dzisiaj akurat takie czy inne słowa powiedział jej Bóg, a nie szatan, który może chce się uwiarygodnić, a później pokazać swoje prawdziwe oblicze, gdy ta osoba nie będzie już w stanie się z tych sideł wyrwać? Często jest tak, że wiele osób opiera się na objawieniach prywatnych, które niekoniecznie muszą być złe, jeśli są zatwierdzone przez Kościół – ale nie znają tego, które jest zawarte w Piśmie Świętym. Jeżeli zapytać taką osobę o to, co Bóg mówi w tym Słowie na temat jej życia, jej sytuacji, jej problemów, to wówczas otwiera szeroko oczy i mówi: „Nie wiem. Bóg mi jeszcze nic na ten temat nie powiedział”. Ależ powiedział, tylko nie czytasz i dlatego nie wiesz. Nie wiesz, bo zajmujesz się rzeczami niepotrzebnymi, które mamią twój umysł, usidlają twoje serce i tak mocno cię pochylają, że w pewnym momencie okazuje się, że nie jesteś w stanie już się wyprostować, tak mocno jesteś pochylony!

W świecie niewidzialnym istnieją potężne siły, potężniejsze od nas. Ich inteligencja przewyższa naszą o niebo. Ta anielska, również anioła upadłego, jest o wiele potężniejsza niż nasza. On potrafi w jednym momencie zebrać wszystkie informacje odnoszące się do naszego życia i na ich podstawie stworzyć bardziej lub mniej realną historię naszego życia. Potrafi pokazać nam naszą przyszłość, z jakimi problemami będziemy mieli do czynienia, jak się zachowamy, jakie choroby się pojawią. Niekoniecznie będzie to trafne, ale często człowiek szuka odpowiedzi, bo chce wiedzieć. Często też idzie do wróżki, bo chce wiedzieć, idzie też do bioenergoterapeuty, bo chce być zdrowy, idzie tu czy tam, aby zdobyć jakiś przedmiot, który go będzie chronił. „Sami będziecie decydować o tym, co dobre, a co złe, sami się obronicie, sami wybierzecie dla siebie najlepszą drogę, nie musicie liczyć się z Bogiem” - ta diabelska siła jest tak potężna, że może wprowadzić w błąd nawet świętego. Jeśli Bóg nam nie pomoże, wszyscy możemy pobłądzić. Dlatego Bóg mówi: „Nie szukaj cudowności, oprzyj się na wierze. To najbezpieczniejsza droga. Na niej Ja będę z Tobą, nie opuszczę cię ani nie porzucę. Nie patrz na to, co dzieje się na zewnątrz, bo ta rzeczywistość się zmienia. Raz będzie ci ona sprzyjać, a innym razem nie. Raz będzie dla ciebie dobra, a innym razem będzie dla ciebie zła. Raz sprawi ci radość, innym razem smutek, ból, cierpienie. Nie uzależniaj swojego życia i szczęścia od sytuacji zewnętrznych. Popatrz na Mnie, złącz swoje życie ze Mną. Zawsze będę z tobą. Poprowadzę cię najlepszą drogą, niekoniecznie najłatwiejszą, ale najlepszą dla ciebie. A jeśli będziesz musiał przejść przez trudne doświadczenia, problemy, choroby, wyprowadzę z tego jeszcze większe dobro, jeszcze więcej zyskasz. Ale musisz Mi zaufać”.

Zaufaj

Nigdy nie będziesz miał pewności. Po prostu musisz wierzyć, czyli ufać. A zaufanie wymaga pokory, bo nie wiem, nie widzę, nie do końca rozumiem, dlaczego jest tak, a nie inaczej. To wymaga pokory i oparcia swojego życia na Kimś, kto mnie stworzył i kto postawił mnie akurat w takiej rzeczywistości, a nie innej. Kiedy się rodziłem, nie wybrałem sobie rodziny, aby była wolna od obciążeń pokoleniowych, od chorób genetycznych, od problemów psychicznych. Nie wybrałem sobie rodziny, która wszystkiego ma pod dostatkiem. Nie wybrałem sobie kraju czy środowiska, który sprzyja mojemu życiu. Bóg mnie postawił akurat w takiej rzeczywistości, a nie innej. Powołał do istnienia w takiej rodzinie, a nie innej. Czyż nie wiedział, jaka to jest rodzina, jakie ma obciążenia? Czyż nie wiedział jakie będę mieć trudności i jakie problemy mnie w niej spotkają? Mógł mnie powołać do istnienia np. w Indiach, byłbym hindusem i wierzyłbym w różnego rodzaju bóstwa. Mógłby mnie powołać do istnienia w Arabii Saudyjskiej, gdzie panuje islam - wówczas wierzyłbym w Mahometa; albo w rodzinie, w której panuje ateizm - a w ogóle nie wierzyłbym w Boga. On przecież wie lepiej. Jeśli stawia nas w takiej sytuacji, to chce nam powiedzieć: „Jest to możliwe, abyś w tej rodzinie, w tym środowisku, w takiej rzeczywistości, w jakiej jesteś, doświadczył Moich błogosławieństw, szczęścia i życia w obfitości, ale pamiętaj, musisz Mi zaufać. Bo gdybym cię postawił w rodzinie, która nie ma żadnych obciążeń, która jest bogata, szczęśliwa i nie ma żadnych problemów, czy liczyłbyś na Mnie? Czy raczej na siebie? Czy byłbyś ze Mnie dumny, czy raczej byłbyś dumny ze swojej inteligencji, może z rodziny, a może z tego, co ona zdobyłaby dla ciebie? Kim wówczas byś się chlubił i szczycił? Ale teraz, kiedy widzisz, że działam w twojej słabości, że im bardziej jesteś słaby, tym więcej doświadczasz Mojej mocy, zaczynasz rozumieć, że to nie zależy od ciebie, ale ode Mnie, że wszystko jest łaską i darem mojej miłości do ciebie. Twoje życie, zdrowie, to, co posiadasz, a także drugi człowiek są darem. Uczysz się rozumieć, że wszystko jest niezwykłym darem, który ma pomóc ci żyć i cieszyć się życiem. A ono może być szczęśliwe, niezależnie od sytuacji, w której się znajdujesz. Możesz być szczęśliwy niezależnie od sytuacji zewnętrznych, nawet wówczas, gdy ekonomia idzie w złym kierunku, kiedy gospodarka upada, kiedy jest kryzys, kiedy jesteś chory, sparaliżowany lub kiedy żyjesz w biedzie, w nędzy – bo Ja jestem źródłem szczęścia, radości. Jeśli tylko zrezygnujesz z pychy, którą świat cię karmi, mówiąc, że sam możesz zatroszczyć się o siebie, że sam możesz uszczęśliwić siebie, swoich bliskich, że stać cię na to, czy na tamto, że to wszystko zależy od ciebie, to możesz stać się naprawdę szczęśliwy”.

Co jest w twoim sercu?

Nic od ciebie nie zależy ani nic nie zależy ode mnie. Wszystko jednak zależy od Boga. Jeśli coś nam się udaje, to dlatego, że Bóg zgodził się na to, aby nam się udało. Jeśli coś zdobywamy, to znaczy, że On zgodził się, byśmy to posiadali. Nawet jeśli otwieramy się na zło, to Bóg szanuje naszą wolę, i niejako zgadza się, aby to zło nas dotknęło i weszło w nasze życie. Gdyby Bóg powiedział „stop”, to nawet nasze otwarcie się na zło nic by nie dało. Pamiętajmy, że to Bóg stawia granice złemu. Dlatego każdy z nas musi sobie uświadomić, że te rekolekcje też są darem i jeśli czegokolwiek na nich doświadczymy, to też będzie łaską. Będziemy słuchać, modlić się, prosić, ale od nas tak naprawdę nic nie zależy. Łaska jest za darmo. Bóg może dać łaskę komuś, kto nie będzie na tych rekolekcjach i bez żadnego wysiłku i trudu zostanie uwolniony od przekleństw i obdarzony obfitym i skutecznym błogosławieństwem. A my możemy się tu trudzić, słuchać, modlić się i nic. To też będzie łaska po to, abyśmy zrozumieli, że tak naprawdę wszystko zależy od Boga. On daje temu, komu chce i jak chce. Ale przede wszystkim daje tym, którzy zbliżają się sercem do Niego, którzy mają je otwarte. On patrzy na serce, nie na to, ile się modlimy, ile włożyliśmy w to trudu i wysiłku, chociaż to też jest ważne. On patrzy, czy nasze serce lgnie do Niego bez względu na to, czy coś otrzymamy, czy też nie. Bo czasem w naszym życiu robimy coś za coś: „Boże, jadę na te rekolekcje, a Ty spraw, aby coś się zmieniło w moim życiu”. On patrzy na to, dla kogo to robisz. Czy gdybyś nie miał żadnych problemów i wszystko się układało dobrze, skorzystałbyś z tych rekolekcji, czy też stwierdziłbyś, że ciebie to nie dotyczy? Przecież rekolekcje to spotkanie z Bogiem. Taki czy inny temat – nieważne, jest to spotkanie z Bogiem. Ale także z człowiekiem - we wspólnocie, z którą łatwiej jest doświadczyć Boga. Ten, który jest bardziej poraniony, szuka i będzie na takich rekolekcjach. Ale gdyby nie był poraniony, gdyby był zdrowy, cieszył się Bożym błogosławieństwem, czy skorzystałby z nich? Rekolekcje to także czas, aby coś zrozumieć. Jedna z osób opętanych powiedziała: „Proszę ojca, przez wiele lat chciałam, aby Bóg mnie uwolnił, ale nie dlatego, aby być bliżej Niego, bo zło odciąga mnie od Boga, ale dlatego, że cierpiałam. Gdyby nie ten ból, gdyby nie to cierpienie, to wcale nie potrzebowałabym Boga”. Dopiero po kilku latach to odkryła i wtedy zaczęła szukać Boga. Okazuje się, że nie jest tak łatwo Go znaleźć. A nie jest łatwo, bo to naprawdę nie zależy od człowieka, tylko od Boga. To On pozwala się znaleźć tym, którzy Go szukają.

Istnieją zatem siły niewidzialne, które mają ogromy wpływ na człowieka. Nie widzimy ich, bo nie da się ich doświadczyć przez zmysły. Są jednak takie sytuacje, kiedy człowiek doświadcza Bożego działania również przez zmysły. Bóg daje nam doświadczyć Swojej obecności przez doświadczenie ciepła, odczucie w sercu radości, pokoju. To są znaki, jest to namaszczenie Duchem Świętym. Ale Duch Święty objawia się także w kryzysach. Nie widzimy tego, ale okazuje się, że kryzysy w naszym życiu to wspaniałe momenty doświadczenia Ducha Świętego, czasem o wiele lepsze niż najwznioślejsze uczucia. Gdybyśmy np. rozważali Dzieje Apostolskie, zobaczylibyśmy między innymi, że doświadczenie Ducha Świętego było bezpośrednio po doświadczeniu kryzysu. Był kryzys – i moment wylania się Ducha Świętego. Kryzys jakby zapowiadał, że oto teraz objawi się Duch Święty, że teraz Bóg zstąpi na człowieka. Gdzie pojawiał się kryzys, tam było mocne doświadczenie Ducha Świętego. Wcale nie jest tak, że doświadczam Boga, kiedy zaczyna się dobrze dziać. Nie, mogę Go właśnie doświadczyć właśnie wtedy, kiedy jest źle. Izraelici przekonali się o niezwykłej mocy Boga, kiedy byli w Egipcie, gdzie ich prześladowano, bito, mordowano, zmuszano do ciężkiej pracy, a nie wtedy, gdy byli wolni. Kiedy stali się wolni, zapomnieli o Bogu, nie widzieli już znaków i cudów, które On dla nich uczynił. To właśnie kryzys sprawiał, że potrafili dostrzec Boga. I to, że doświadczamy kryzysu, pozwala nam też Go odkryć oraz budzi w nas pragnienie Boga. Te niewidzialne siły mają wpływ na każdego człowieka, ale tam, gdzie jest najmniej nadprzyrodzoności, tam jest najbezpieczniej. Nie chodzi o to, żeby się lękać charyzmatów, trzeba być na nie otwartym. Ale nie można ich pragnąć – trzeba pragnąć Boga, który je daje i pomaga się nimi posługiwać. Nie można pragnąć charyzmatów, nie pragnąc Boga.

Dwie drogi

Bóg nam, Swojemu ludowi, daje Słowo. Jest ono niezwykłe, wręcz cudowne, gdyż pomaga nam uwolnić się od zła i doświadczyć Bożego błogosławieństwa. Nad tym Słowem będziemy się pochylać. Pierwszy fragment, który chciałbym wam teraz polecić, pochodzi z Księgi Powtórzonego Prawa: Kładę dziś przed wami błogosławieństwo i przekleństwo. Błogosławieństwo, jeśli usłuchacie poleceń Pana, waszego Boga, które ja wam dzisiaj daję - przekleństwo, jeśli nie usłuchacie poleceń Pana, waszego Boga, jeśli odstąpicie od drogi, którą ja wam dzisiaj wskazuję, a pójdziecie za bogami obcymi, których nie znacie (11, 26-28). Bóg mówi w tym fragmencie, że daje nam błogosławieństwo i przekleństwo - błogosławieństwo, jeśli będziemy Go słuchać i zachowywać Jego słowa w swoim życiu i przekleństwo, jeśli nie będziemy słuchać Boga i zachowywać Jego słowa w swoim życiu. Inaczej mówiąc, Bóg daje nam drogę życia i śmierci, drogę błogosławieństw i drogę przekleństw. Sami decydujemy. Wybór należy do nas. Na tej pierwszej drodze, drodze życia liczymy się z Bogiem i stawiamy Go na pierwszym miejscu, a wszystko inne poniżej Niego, na drugiej drodze, drodze śmierci stawiamy siebie i wszystko inne ponad Boga i się z Nim nie liczymy. I chociaż wówczas wydaje się nam, że to my jesteśmy najważniejsi, to jednak jest to tylko złudzenie. Duch zamętu tak mąci w naszym umyśle, że nam się tylko wydaje, że to my rządzimy, że to my decydujemy o wszystkim. Prawda jest taka, że to zły nami rządzi i manipuluje. Stajemy się wtedy niewolnikami złego ducha, który tak mocno nas omamia, że nawet nie potrafimy się zorientować, że jesteśmy marionetkami w jego rękach.

Oto dwie drogi – droga błogosławieństw i droga przekleństw. Bóg mówi, że przekleństwo spadnie na nas, kiedy pójdziemy za obcymi bogami. Ci obcy bogowie to przecież nie złote cielce, nie posągi ze złota, srebra czy z drewna. Obcymi bogami mogą być nie tylko rzeczy materialne czy drugi człowiek, ale nawet ja sam wraz ze swoim sposobem myślenia. Wielu ludzi nie zdaje sobie z tego sprawy, kiedy myślą, że sami decydują o tym, co jest dobre a co złe, i nie chcą, by Kościół się wtrącał w ich życie prywatne. Ale przecież Kościół się nie wtrąca do naszego życia. Kościół jedynie pokazuje nam Boże Słowo, które jak miecz obosieczny dotyka naszego życia. To Boże Słowo z mocą wkracza w nasze życie i niejako mówi do nas: „Człowieku, nie jesteś panem samego siebie. Jest inny Pan, Ten, który cię stworzył. Tylko On jest Panem”. Zły sposób myślenia może być takim bożkiem. Zauważcie, że często, kiedy ludzie się kłócą, to w rzeczywistości nie chodzi im o prawdę, ale tylko o rację. Obydwoje mogą być w błędzie, bo prawda może być całkiem inna, ale życie by oddali za to, że jest tak, jak oni myślą. Będą się upierać, chociaż rzeczywistość jest inna. Każdemu chodzi jedynie o to, aby jego przeciwnik powiedział: „Tak, masz rację”. Dlaczego dochodzi do kłótni? Ponieważ jesteśmy pyszni i chcemy, żeby ktoś uznał naszą rację, a nie poznał prawdę. Takim bożkiem może też być np. zdrowie. Nie liczę się z Bogiem, mimo że zakazał chodzenia do wróżki, do bioenergoterapeuty, przecież wiem, co dla mnie jest dobre. „Skoro zdrowie jest dobre, to każdy sposób uzyskania zdrowia też jest dobry”. Tymczasem tak nie jest. Cel nie uświęca środków. Jeśli środek jest zły, to coś jest nie tak. Takim bożkiem może być także praca. Dla wielu praca jest tak absorbująca, że nie mają czasu ani dla Boga, ani dla człowieka, ani dla siebie, bo są już tak bardzo zmęczeni, że myślą jedynie o odpoczynku.

Księga Powtórzonego Prawa mówi: Patrz! Kładę dziś przed tobą życie i szczęście, śmierć i nieszczęście. Ja dziś nakazuję ci miłować Pana, Boga twego, i chodzić Jego drogami, pełniąc Jego polecenia, prawa i nakazy, abyś żył i mnożył się, a Pan, Bóg twój, będzie ci błogosławił w kraju, który idziesz posiąść. (…) Biorę dziś przeciwko wam na świadków niebo i ziemię, kładąc przed wami życie i śmierć, błogosławieństwo i przekleństwo. Wybierajcie więc życie, abyście żyli wy i wasze potomstwo, miłując Pana, Boga swego, słuchając Jego głosu, lgnąc do Niego; bo tu jest twoje życie i długie trwanie twego pobytu na ziemi (30, 15.19-20). Nie będziesz miał cudzych bogów obok Mnie! Nie będziesz czynił żadnej rzeźby ani żadnego obrazu tego, co jest na niebie wysoko, ani tego, co jest na ziemi nisko, ani tego, co jest w wodach pod ziemią! Nie będziesz oddawał im pokłonu i nie będziesz im służył, ponieważ Ja Pan, twój Bóg, jestem Bogiem zazdrosnym, który karze występek ojców na synach do trzeciego i czwartego pokolenia względem tych, którzy Mnie nienawidzą. Okazuję zaś łaskę aż do tysiącznego pokolenia tym, którzy Mnie miłują i przestrzegają moich przykazań. Nie będziesz wzywał imienia Pana, Boga twego, do czczych rzeczy, gdyż Pan nie pozostawi bezkarnie tego, który wzywa Jego imienia do czczych rzeczy. Pamiętaj o dniu szabatu, aby go uświęcić. Sześć dni będziesz pracować i wykonywać wszystkie twe zajęcia. Dzień zaś siódmy jest szabatem ku czci Pana, Boga twego. Nie możesz przeto w dniu tym wykonywać żadnej pracy ani ty sam, ani syn twój, ani twoja córka, ani twój niewolnik, ani twoja niewolnica, ani twoje bydło, ani cudzoziemiec, który mieszka pośród twych bram. W sześciu dniach bowiem uczynił Pan niebo, ziemię, morze oraz wszystko, co jest w nich, w siódmym zaś dniu odpoczął. Dlatego pobłogosławił Pan dzień szabatu i uznał go za święty. Czcij ojca twego i matkę twoją, abyś długo żył na ziemi, którą Pan, Bóg twój, da tobie. Nie będziesz zabijał. Nie będziesz cudzołożył. Nie będziesz kradł. Nie będziesz mówił przeciw bliźniemu twemu kłamstwa jako świadek. Nie będziesz pożądał domu bliźniego twego. Nie będziesz pożądał żony bliźniego twego, ani jego niewolnika, ani jego niewolnicy, ani jego wołu, ani jego osła, ani żadnej rzeczy, która należy do bliźniego twego (Wj 20,1-17, por. Pwt 5,6-21). Będziesz miłował Pana, Boga twojego, z całego swego serca, z całej duszy swojej, ze wszystkich swych sił. Niech pozostaną w twym sercu te słowa, które ja ci dziś nakazuję. Wpoisz je twoim synom, będziesz o nich mówił przebywając w domu, w czasie podróży, kładąc się spać i wstając ze snu (Pwt 6,5-7). Bóg mówi: „Zachowasz te słowa, które ci daję, a będę ci błogosławił”.

Trzeba znać prawa duchowe

Droga przykazań to droga życia. Jeśli nie usłuchasz, będziesz przeklęty. A droga przekleństwa to droga śmierci. Wybieraj życie albo śmierć, błogosławieństwo albo przekleństwo. Od ciebie to zależy. Jeśli wybierzesz przekleństwo, nie mów, że Bóg cię przeklął, że to On mści się na tobie. Pamiętaj: to twój wybór. On szanuje twoją wolną wolę. Jak chcesz, tak postąpisz i tak też doświadczysz. To jest chyba najtrudniejsze, kiedy mamy wybór.

Wejście na drogę posłuszeństwa wymaga pokory. Człowiek musi sobie uświadomić, że jest uzależniony od Boga, że nie jest dla siebie panem. Na drodze śmierci zaś szatan mówi: „Na tej drodze będziesz sam sobie panem, nie musisz się liczyć z Bogiem. Ty będziesz rządził, ty będziesz decydował, ty – nie Bóg”. Błogosławieństwo zatem jest jakby nagrodą za zachowanie Bożych przykazań, przekleństwo zaś karą za ich niezachowanie.

Zapewne wiecie, że każdy grzech pociąga za sobą winę i karę. Wina jest gładzona w sakramencie pokuty, kara zaś zostaje do odpokutowania bądź tu, na ziemi przez niewygody życia, trudności, problemy, choroby, cierpienia, bądź w czyśćcu. Jeżeli popełniam grzech ciężki, ściągam na siebie winę i karę. W sakramencie pokuty wina jest mi darowana, kara zaś zostaje. Często nie zdajemy sobie z tego sprawy, ale zanim zgrzeszymy, powinniśmy się dobrze zastanowić, jakie będą tego konsekwencje. Na przykład ktoś wychodzi na dach i myśli sobie: „Oglądałem film Batman, spróbuję skoczyć, zobaczymy, czy pofrunę”. I skacze. Oczywiście, nie frunie, tylko rozbija się na chodniku. W najlepszym wypadku zostaje kaleką, w najgorszym - poniesie śmierć. Ale do kogo może mieć pretensje? Czyja to wina? Pana Boga? Trzeba było najpierw poznać prawa, jakie istnieją w tym świecie i pomyśleć o konsekwencjach, kiedy się zapragnęło je złamać. Nie jesteś bezrozumnym stworzeniem. Nie uszanowałeś prawa grawitacji, więc sam ściągnąłeś na siebie to kalectwo. Jeśli chcemy w tym świecie funkcjonować, musimy znać jego prawa. Dzięki nauce wiemy, że istnieje coś takiego, jak prawo grawitacji i nikt z nas, kto jest przy zdrowych zmysłach, nie wejdzie na drzewo czy na dach i nie skoczy, myśląc, że pofrunie jak ptak. Dzięki temu, że jest to prawo, możemy chodzić po ziemi.

Tak samo istnieją prawa duchowe, które gwarantują nam życie na tej ziemi pod Bożymi błogosławieństwami, w zdrowiu, w szczęściu, w radości i pokoju ducha. Trzeba je poznać i trzeba je zachować. Nie można mówić: „Ja o tym nie wiedziałem”. Wiele osób, które idzie do bioenergoterapeutów czy wróżek, mówi: „Proszę ojca, nie wiedziałem, że to jest złe”. Niestety. Teraz jest za późno. Trzeba z pokorą znosić konsekwencje, jakie się na siebie ściągnęło i nie obwiniać ani Boga, ani człowieka. Trzeba myśleć i nie chwytać się bezrozumnie wszystkiego, co oferuje świat. Jedna z osób, która została opętana, miała pretensje do Pana Boga: „Chcę wyjść z tego, a Ty nie chcesz, żebym została uwolniona. Tyle lat się meczę, dlaczego się nie spieszysz? Dlaczego nie działasz? Dlaczego nie chcesz?”.

Człowiek musi mieć świadomość istnienia pewnych praw duchowych, co wolno, a czego nie wolno. Bóg powiedział nam o tym w 10 przykazaniach. Jeśli decydujesz się na złamanie Bożych przykazań, ściągasz na siebie przekleństwo. Jeśli kradniesz, ściągasz na siebie przekleństwo. Jeśli kłamiesz, ściągasz na siebie przekleństwo. Jeśli gardzisz swoimi rodzicami, ściągasz na siebie przekleństwo. Jeśli robisz zakupy w niedzielę, ściągasz na siebie przekleństwo. Jeśli wchodzisz w okultyzm, ściągasz na siebie przekleństwo. Jeśli niszczysz swoje zdrowie, ściągasz na siebie przekleństwo. Jeśli pożądasz, ściągasz na siebie przekleństwo. A że później dzieje się tak, a nie inaczej, to nie wina Boga. On ci dał wybór. Masz dwie drogi. Masz drogę błogosławieństw i drogę przekleństw. Jeśli usłuchasz Boga i zachowasz Jego słowo, będziesz błogosławiony, jeśli nie, to wówczas będziesz przeklęty. Jeśli zachowasz Jego Słowo, On ze względu na ciebie będzie błogosławił twoim potomkom do tysięcznego pokolenia. Jeśli zaś nie usłuchasz – przekleństwo spadnie na ciebie i twoich potomków aż do czwartego pokolenia.

Prawda Bożego Słowa

Zatem nie tylko diabeł nas kusi do grzechu. Grzech to jakby zewnętrzny wyraz niegodziwości naszego serca. To, co jest najbardziej niepokojące w naszym sercu, to niegodziwość, czyli zdolność do nieposłuszeństwa, do buntu, do odrzucania Boga, Jego autorytetu, władzy i Jego przykazań. Jeśli kłamałem, robiłem zakupy w niedzielę, kogoś oszukałem, narzekałem, to ten grzech wskazuje, że w moim sercu jest niegodziwość, czyli chęć bycia jak Bóg, odrzucenie Boga, zdolność do buntu i to jest niebezpieczne. Mogę powiedzieć w sakramencie pokuty: „ukradłem”, „skłamałem”, ale to nie jest cała prawda. Bo jeżeli to się powtarza, to trzeba powiedzieć: „Jestem kłamcą, zabójcą, oszustem, rozpustnikiem”. Taka jest prawda. Taki jestem, dlatego pojawiają się takie grzechy. Nie jest łatwo się do tego przyznać, bo to wymaga pokory. Pokora to prawda o sobie samym. Nikt nie chce powiedzieć, że jest rozpustnikiem. Łatwiej powiedzieć: „cudzołożyłem, zdarzyło mi się… skłamałem… zdarzyło mi się oszukać…”. Ale prawda jest inna. Serce jest zdradliwsze niż wszystko inne. Jest niegodziwe, podstępne, twarde. Dlatego Słowo Boże musi tak mocno w nie uderzyć, aby pękło, aby zostało skruszone i aby nagle człowiek zobaczył, jakie miał serce. Tylko wtedy Bóg może stworzyć je na nowo - miękkie, giętkie, ludzkie, które będzie wiedziało, jakie jest jego miejsce w tym świecie, kim człowiek jest naprawdę – stworzeniem, zależnym całkowicie od Boga, który go stworzył, który jest jego Ojcem. A ponieważ On jest Stwórcą człowieka i całego świata, to i On ustanawia prawo, bo wie lepiej, zna najlepszą drogę dla człowieka, wie, jak najbezpieczniej przejść przez ten świat, co jest dobre, a co złe. Mogę wiedzieć jedynie, co jest dobre, a co złe, jeśli Bóg mi to objawi, a czyni to w Swoim Słowie. Niekoniecznie choroba, którą mam, jest wynikiem zatrutego powietrza czy złego sposobu odżywiania - może być przekleństwem za złamanie takiego czy innego przykazania przeze mnie czy przez moich rodziców, dziadków. Słowo Boże rzuci światło, sami ocenimy, jacy jesteśmy. Dlatego warto po tych rekolekcjach skorzystać z sakramentu pokuty, gdy Bóg otworzy oczy i pokaże, jakie jest moje serce, bo wiele grzechów, które popełniłem, może nie uważałem za grzech, wydawało mi się, że to normalne, a okazuje się, że one ściągają przekleństwo.

Bóg ustanowił prawa duchowe, tak samo jak i fizyczne, dla dobra człowieka. Zachowasz je - będziesz szczęśliwy, jeśli ich nie zachowasz - ściągasz na siebie przekleństwo. Chciałbym, abyśmy w czasie tych rekolekcji stanęli w prawdzie Bożego Słowa i uznali, że jesteśmy grzesznikami. Wówczas modlitwa o złamanie przekleństw będzie bardzo skuteczna. Módlmy się też do Ojca, abyśmy sercem zbliżyli się do Jego Syna, Jezusa i doświadczyli pokrzepienia w łasce uwolnienia od przekleństw i obfitego błogosławieństwa w łasce uzdrowienia. To On przecież powiedział: Nikt nie może przyjść do Mnie, jeżeli go nie pociągnie Ojciec (J 6,44). 

o. Józef Witko OFM

Homilia wygłoszona 15 lutego 2013 r. w Toruniu podczas rekolekcji „Błogosławieństwo i przekleństwo”. Tekst został autoryzowany, wydrukowany w "Posłaniu" 2/2013.