W Imię Jezusa, chodź!

Kiedy długo na coś czekamy, zaczynamy tracić nadzieję. Nieraz nie spodziewamy się już, że Bóg mógłby coś zmienić w naszym życiu. Tymczasem On chce dawać znacznie więcej, niż oczekujemy. Jak pisze autor Księgi Jozuego: Ze wszystkich dobrych obietnic, które Pan uczynił domowi Izraela, żadna nie zawiodła, lecz każda się spełniła (Joz 21,45). Posłuchajmy opowieści o człowieku, który po ponad czterdziestu latach został uzdrowiony ze swojej choroby (por. Dz 3,1 - 4,22).

Gdy Piotr i Jan wchodzili do świątyni na modlitwę o godzinie dziewiątej, wnoszono właśnie pewnego człowieka, chromego od urodzenia. Kładziono go codziennie przy bramie świątyni, zwanej Piękną, aby wstępujących do świątyni prosił o jałmużnę.

Zwróćmy uwagę, że bohaterowie tego fragmentu podążają w dwóch zupełnie różnych kierunkach. Piotr i Jan, wierni modlitwie, idą do świątyni. Uczyli się tej postawy, modląc się wytrwale w Wieczerniku w oczekiwaniu na Ducha Świętego, ale i wcześniej, patrząc, jak rozmawia z Ojcem ich Mistrz i Nauczyciel. Tymczasem człowiek chory nie wstępuje do świątyni na modlitwę. W tym czasie ma siedzieć pod jej bramą, aby prosić o jałmużnę. Co za kontrast – brama zwana Piękną i… siedzący pod nią żebrak, potrząsający blaszaną miską. Święty Łukasz nieprzypadkowo używa nieosobowej formy czasownika: „wnoszono”, „kładziono”, sugerując, że chory traktowany jest jak ktoś obcy, obojętny, niemal jak rzecz. Jakże inaczej wyglądała scena, kiedy czterech ludzi przyniosło paralityka do Jezusa! Nie mogąc przepchać się przez zgromadzony tłum, weszli oni na dach i rozebrali go, aby ich przyjaciel mógł spotkać się z Jezusem i zostać uzdrowiony (por. Łk 5,17-26).

Zobaczywszy Piotra i Jana, gdy mieli wejść do świątyni, prosił ich o jałmużnę. Lecz Piotr wraz z Janem, przypatrzywszy się mu, powiedział: „Spójrz na nas!”. A on patrzył na nich, oczekując od nich jałmużny.

Piotr celowo prosi, aby chory spojrzał na Apostołów. Aby to zrobić, musiałby podnieść głowę. A przecież „podnieść głowę” znaczy „odzyskać godność”. Jednak chory dalej patrzy na nich, oczekując jałmużny. Przez wiele lat poniżenia można się przyzwyczaić do tego, że trzeba żebrać – nie tylko o pieniądze, ale o zainteresowanie, o przyjaźń, o miłość. Można uwierzyć, że to, co oczywiste, człowiekowi się nie należy. A przecież Bóg stworzył człowieka na Swój obraz, a wszystko, co uczynił, było bardzo dobre (Rdz 1,31), autor Księgi Mądrości tak natomiast pisze o miłości Bożej i wynikającej stąd godności człowieka: Miłujesz bowiem wszystkie stworzenia, niczym się nie brzydzisz, co uczyniłeś, bo gdybyś miał coś w nienawiści, nie byłbyś tego uczynił. Jakżeby coś trwać mogło, gdybyś Ty tego nie chciał? Jak by się zachowało, czego byś nie wezwał? Oszczędzasz wszystko, bo to wszystko Twoje, Panie, miłośniku życia! (Mdr 11,24-26).

„Nie mam srebra ani złota - powiedział Piotr - ale co mam, to ci daję: W imię Jezusa Chrystusa Nazarejczyka, chodź!” I ująwszy go za prawą rękę, podniósł go.

Apostołowie rzeczywiście nie posiadali tego, czego oczekiwał od nich chory człowiek, dzielili się jednak Tym, kto był dla nich najcenniejszy. Nie możemy nie mówić tego, cośmy widzieli i słyszeli - powiedzą później. Przypominają jednak chromemu nie tylko postać Jezusa z Nazaretu, który był prorokiem potężnym w czynie i słowie wobec Boga i całego ludu (Łk 24,19). Piotr, przemieniony Duchem Świętym, naśladuje także gesty swojego Mistrza, który nie brzydził się dotknąć chorego, trędowatego, grzesznika: pochyla się nad chorym i podaje mu rękę. Pochyla się – a więc zniża się, nie patrzy z góry. Podobnie gest podania ręki nie oznacza tylko pomocy fizycznej – to także znak braterstwa. Podajemy rękę, aby się przywitać, ale także w momencie pojednania. Poprzez zwykły, ludzki gest chory przestał być traktowany bezosobowo.

A on natychmiast odzyskał władzę w nogach i stopach. Zerwał się i stanął na nogach, i chodził, i wszedł z nimi do świątyni, chodząc, skacząc i wielbiąc Boga. A cały lud zobaczył go chodzącego i chwalącego Boga. I rozpoznawali w nim tego człowieka, który siadał przy Pięknej Bramie świątyni, aby żebrać, i ogarnęło ich zdumienie i zachwyt z powodu tego, co go spotkało.

Chromy uzdrowiony mocą Chrystusa wreszcie czyni to, co do niego należy: wchodzi do świątyni i uwielbia Boga. Jak pisze św. Ignacy: Człowiek został stworzony, aby Boga, naszego Pana, wielbił, okazywał Mu cześć, służył Mu – a dzięki temu zbawił duszę swoją. Odzyskuje godność, odzyskuje nadzieję co do swojego życia. W książce Jesteś obrazem Boga ks. John Bashobora zwraca uwagę na piękno powołania i tożsamości chrześcijańskiej. Pyta jednakże czytelnika, czy służy darami, które zostały mu dane w trakcie chrztu świętego i bierzmowania. Jak widać, uzdrowiony od razu korzysta z tego, co otrzymał, dając w tym momencie świadectwo.

Znamienne, że świadków tego wydarzenia ogarnia nie zazdrość, ale zdumienie i zachwyt. Taka postawa prowadzi do wdzięczności, do rozważania tego, co Bóg uczynił dla nich osobiście. W ten sposób pomnaża się nadzieja i buduje wiara.

A gdy on trzymał się Piotra i Jana…

Uzdrowiony człowiek trzyma się Piotra i Jana – to dobra decyzja. Co prawda też razem z nimi zostanie tego wieczoru uwięziony – ale w tym czasie usłyszy jednak katechezę (Dz 3,12-26. 4,8-12) i świadectwo Apostołów (Dz 4,18-20), pozna więc podstawy wiary i zostanie w niej utwierdzony. Nieraz mówi się, że Piotr symbolizuje Kościół hierarchiczny, a Jan – charyzmatyczny. Dobrze jest trzymać się Kościoła, wspólnoty, środowiska wiary – nawet jeśli nieraz wiąże się to z cierpieniem – aby wobec przeciwności wytrwać w wierze i nie zatracić swojej tożsamości.

Człowiek, który doznał tego cudownego uzdrowienia, miał ponad czterdzieści lat.

Czy cierpiąc tak długo, mógł się spodziewać, że cokolwiek w jego życiu się zmieni? Czy nie mógłby za Nikodemem powtórzyć, że człowiek dojrzały nie może przecież wejść do łona matki, by na nowo się narodzić? (por. J 3,4). A jednak Bóg, który jest Panem czasu, obdarował go nowym życiem. Jak napisze wiele wieków później św. Bernard z Clairvaux: Smuci się kto z was? Niech tylko Jezus przyjdzie do jego serca, niech wypłynie na jego usta - a oto wobec światłości Jego Imienia pierzchnie każda chmura i powróci wesele.  

Renata Czerwińska

Artykuł z "Posłania" 2/2014