Zwyciężać pokusy

Św. Jan Maria Vianney, proboszcz z Ars, żyjący we Francji na przełomie XVIII i XIX wieku, słynął już za swego życia z niegasnącego pragnienia ratowania dusz. To właśnie dlatego, że parafianie z Ars, jak stwierdził jego poprzednik, są tak niedouczeni, tak pozbawieni wiedzy religijnej, że większość dzieci „różni się od zwierząt tylko otrzymanym chrztem”, podjął się od początku trudu ewangelizacji i katechizacji, sprawowania sakramentów i osobistej ascezy. W swoich kazaniach natomiast prowadził skrupulatnie nauczanie z zakresu życia duchowego, popartego przekonującymi przykładami.

Co patron ustanowionego przez Benedykta XVI Roku Kapłańskiego ma do powiedzenia na tematy, trapiące każdego wierzącego prowadzącego życie duchowe? Zacznijmy od problemu pokusy.

Zwyciężać pokusy

To, że Jezus Chrystus wybiera sobie na miejsce modlitwy pustynię - mówił św. Jan Vianney - nie powinno nas dziwić - przecież przebywanie na pustyni nie było dla Niego niczym zdrożnym. Nie jest też szczególnie zastanawiające to, że zaprowadził Go tam Duch Święty - przecież przewodnikiem Syna Bożego nie mógł być nikt inny, jak tylko Bóg. Co nas natomiast zdumiewa to to, że był kuszony przez złego ducha, że ten duch ciemności dwukrotnie uniósł Go nawet nad ziemię. Dlaczego tak się stało? Jezus pozwolił kusić Siebie po to, by nam wysłużyć zwycięstwo nad zasadzkami złego ducha. Dzięki Niemu możemy dzisiaj zwyciężać pokusy, nie wychodzić z nich pokonani i pogrążeni. Jeśli podejmiemy się trudu walki duchowej, to nawet w sytuacji różnorakich pokus możemy zdobywać dobro i korzyści.

Lekcja pokory

Pokusy są o tyle pożyteczne, że pouczają nas o naszej nicości i słabości. Św. Augustyn każe nam dziękować Bogu za ustrzeżenie nas przed grzechem tak samo, jak za przebaczenie win, które już popełniliśmy. Jan Vianney stwierdza, że nasza słabość i podatność do wpadania w pułapki diabła bierze się ze zbytniej pewności siebie. Kiedy coś postanawiamy, a nie dręczą nas dodatkowe smutki i trudności zewnętrzne, to wówczas zaczynamy myśleć, że jesteśmy zdolni do największych rzeczy, możemy pokonywać najtrudniejsze przeszkody. Jednak w takim myśleniu zapominamy o swoich ograniczeniach i słabościach, tracimy realne spojrzenie na swoje możliwości. Św. Piotr zyskał lekcję pokory, kiedy zarzekał się przed Mistrzem, iż go nigdy nie zdradzi. Jezus zaś nie skorzystał ani z królów, ani z książąt, ani z wojsk, tylko ze zwykłej sprzątaczki, by mu pokazać, jak człowiek sam z siebie jest słaby. […] I wtedy Piotr, który przed chwilą gotów był umierać dla Jezusa, teraz powiada, że Go nie zna i nie wie, o kim się tu mówi. Przysięga nawet, że tak jest! Św. Jan Vianney dodaje przy tym myśl, którą z pewnością sami powtarzamy w chwilach refleksji: Mój Boże, jacy jesteśmy słabi, kiedy zostawisz nas samych sobie! Kiedy zatem przychodzą do nas myśli, że jesteśmy zdolni do pokut i umartwień takich, jakie znosili święci, że moglibyśmy - jak oni - wycierpieć dla Boga męczeństwo, to przypomnijmy od razu sobie sytuacje, kiedy zaczynamy narzekać na mały ból głowy, tracimy cierpliwość w codziennych obowiązkach i kontaktach międzyludzkich, rani nas zazdrość, czyjaś niechęć, nie chcemy spotykać się z tymi, którzy nam sprawili przykrość. Pokusy więc służą również temu, by nam tę prawdę przypominać. Utrzymują nas zatem w cnocie pokory, broniąc równocześnie przed pychą i zbyt wysokim mniemaniem o swoich możliwościach.

Kto najbardziej doświadcza pokus?

Czy pijacy albo ci, którzy w kółko przeklinają, albo może ludzie nieczyści, którzy się tarzają we wszelkich brudach doświadczają pokus? Odpowiedź na to pytanie, jakiej udziela święty kapłan, może niektórych zadziwić: Nie! Tymi ludźmi szatan pogardza - ich starałby się tylko jak najdłużej utrzymać przy życiu, żeby swoim przykładem mogli jeszcze więcej dusz ściągnąć do piekła. Ilustruje swą myśl przykładami: Gdyby, na przykład, ten stary rozpustnik umarł wcześniej, gdyby zszedł z tego świata przed piętnastu czy dwudziestu laty, to by nie uwiódł tamtej dziewicy, nie zepchnąłby jej w bagno brudu. Nie zgorszyłby też tego młodego chłopaka, który być może aż do śmierci będzie trwał w grzechu. Gdyby szatan nakłonił tego złodzieja do częstszych napadów, to pewno zginąłby on już na szubienicy i nie nauczyłby innych, jak kraść i rabować. Już św. Augustyn powiadał, że takich ludzi zły duch nie nagabuje, niejako ich oszczędza do godziny ich śmierci, by później tym bardziej móc ich pogrążyć w zwątpieniu w miłosierdzie Boże.

Kogo zatem zły duch kusi? Kim się interesuje i przeciw jakim duszom mnoży swe wysiłki? Otóż ci, którzy najbardziej gorliwie pracują nad zbawieniem swojej duszy; ci, którzy wyrzekają się zabaw i ziemskich przyjemności. To na nich czyhają całe armie piekielnych duchów! Św. Jan Vianney wspomina tutaj pierwszych współbraci św. Franciszka, którzy prowadzili życie ascetyczne i pokutnicze, mieszkając w skromnych szałasach poza miastem. Pewnego razu jeden z nich zobaczył oczyma duszy, jak cały legion złych duchów naradzał się, szukając sposobu, jak by tutaj zwieść cnotliwych braciszków. Widzieli przy tym swą niemoc, gdyż obroną dla ich zasadzek była głęboko wprowadzona w życie pustelników cnota pokory. Z kolei ten sam franciszkanin przybył pewnego dnia do miasta i znowu zobaczył tam złego ducha. Tym razem był on sam i siedział bezczynnie przy bramie, zamiast kusić jego mieszkańców. Anioł Stróż mnicha, zapytany przez niego, jak to możliwe, że cała armia piekielnych zastępów czyha na grupkę braci franciszkańskich, a na uwiedzenie całego miasta posłano tylko jednego czarta, który i tak siedzi i próżnuje, odpowiedział: Ludzie światowi nie potrzebują pokus, bo sami tarzają się w grzechach, a zakonnicy, mimo zasadzek diabła, ciągle spełniają dobre uczynki. Zatem jeśli targają nami pokusy w chwilach przygotowania do modlitwy, skorzystania z łaski sakramentu pokuty, decydowania o pójściu na Eucharystię lub pojawia się zwątpienie w sens podejmowanych jakichkolwiek innych wysiłków w rozwoju duchowym, wiedzmy, że przychodzą one właśnie dlatego, by nas zawrócić z tej drogi. Świadomość ta może być naszym orężem w próbie, wobec której stajemy.

Najczęstsze pokusy nawróconego grzesznika

Po pierwsze - jak twierdzi św. kapłan z Ars - człowieka, który rozpoczyna życie duchowe i kroczenie za Jezusem, diabeł kusi obawą przed ludzką opinią. Dręczy więc myślami, co by na to powiedzieli inni - najbliżsi, sąsiedzi czy koledzy w pracy, gdyby zobaczyli, że się on poprawił. Stara się zatem wywołać w nim poczucie wstydu, lęku przed opinią innych, a w konsekwencji zmusza do ukrywania swej postawy, a nawet do zaniechania nowo obranej drogi.

Innych, którzy nie dadzą się zwieść wcześniejszej pokusie, zły duch dręczy ciągłym lękiem w Boże miłosierdzie z powodu ogromu i ciężaru popełnionych wcześniej grzechów. Wmawia takiej osobie, że jej spowiedzi są złe, że kapłan nie zna prawdziwego stanu jej duszy, że nic jej nie pomogą żadne pokuty, bo i tak będzie potępiona, że lepiej rzucić to wszystko, niż żyć w ciągłym strachu i zmartwieniach. To prawda - powiada św. Jan Vianney - kiedy człowiek leży w grzechach i nałogach, nie odczuwa ani nie dostrzega w sobie żadnych pokus. A jednak kiedy tylko chce zmienić swoje życie, rzuca się na niego całe piekło.

Co zatem robić?

Nie należy ulegać zniechęceniu i zastraszeniu. Zły duch będzie nas kusił, lecz Bóg jest naszym obrońcą. Nie dopuści, byśmy ulegli pokusie, jeśli Jemu zawierzymy swoje życie. Z drugiej strony sytuacja pokusy trzyma nas nieustannie w czujności. Dzięki temu trwamy na modlitwie i nie lekceważymy niebezpieczeństwa. Konsekwentne zaś postępowanie w tym kierunku - bez względu na stany uczuć i odczuć, które mogą nas zwodzić - wyrabia w nas cnotę wypróbowanej wiary i wytrwałości. Dzięki nim ćwiczymy się w walce duchowej, zbierając zasługi i wyrabiając w sobie kolejne cnoty. Św. Jan Vianney opowiada o pewnym pustelniku, którego dręczyły diabelskie pokusy. Jego przełożony zapytał go pewnego razu, czy chce, aby poprosił on Boga o uwolnienie od tych pokus. Na to ów starzec odpowiedział: Nie, mój ojcze. Niebezpieczeństwo przypomina mi o obecności Bożej i skłania mnie do modlitwy o łaskę zwycięstwa. Proboszcz z Ars dodaje przy tym: To prawda, że pokusa jest rzeczą upokarzającą, ale jest ona czasem żniwa, bo opierając się podszeptom złego, możemy zebrać najwięcej zasług.

Należy jeszcze pamiętać, że żaden wiek, stanowisko czy inne dobra nie chronią nas od pokus. Wiele razy w ciągu dnia mamy okazję się im opierać. Prośmy więc Pana Boga przy porannych modlitwach - radzi św. Vianney - żebyśmy mogli rozpoznać atakujące nas pokusy i żebyśmy od razu stawili im dzielny opór.

Agnieszka Kozłowska

Na podstawie: św. Jan Maria Vianney, Kazania wybrane  

Konferencja z "Posłania" 1/2010