Uzdrowienie w mocy Jezusa

Drodzy bracia i siostry! Przed modlitwą o uzdrowienie przeprowadźmy medytację. Mówimy, że Bóg jest lekarzem duszy i ciała. Mówimy o uzdrowieniu zewnętrznym i wewnętrznym. Zewnętrzne dotyczy uzdrowienia ciała z różnych chorób, które je trapią, a wewnętrzne - uzdrowienia duszy.

Czegoś nam ciągle brakuje

Na co może chorować dusza? Dusza, wiemy, jest nieśmiertelna. Choroba ciała sprowadza śmierć. Choroba duszy też może to sprawić, ale najczęściej - jak to sami może doświadczamy - czegoś nam brakuje, nie czujemy się dobrze, nie jesteśmy tacy, jakimi pragnęlibyśmy być. Jest jakiś brak w naszej duszy. Skąd on się bierze? Stało się to po grzechu pierworodnym. Kiedyś człowiek bez tego grzechu żył w łasce, miał kontakt z Bogiem. Wszystko w nim, czyli w duszy i w ciele, było harmonijne. Pan Bóg stworzył człowieka, popatrzył na niego i stwierdził, że to stworzenie jest dobre, czyli Pan Bóg nas stworzył dobrze i niczego człowiekowi nie brakowało. Ale kiedy przyszedł grzech, coś się rozregulowało w naszej naturze, pojawiły się choroby i w końcu śmierć. Dotyczy ona ciała, dusza natomiast nie umiera. Raz stworzona, nigdy nie umiera, będzie żyła wiecznie. Ale jakie jest to życie? Sami doświadczamy na tym świecie wielu trudności zewnętrznych, nie jesteśmy zadowoleni z tego, co w naszej duszy się dzieje. Nazywamy to raną, zranieniem. W różny sposób nasza dusza została zraniona: w swoich władzach, możliwościach, działaniu. W jaki sposób objawia się działanie człowieka? Człowiek myśli, ma wolę. Poza tym są w nim pewne siły, które nazywamy namiętnościami, pasjami, np. gniew. Wiemy również, że w gniewie możemy uczynić wiele złego, np. zabić człowieka. Są jeszcze inne siły - pożądliwości. Czy gniew lub pożądliwość są same w sobie złe? Przecież Pan Bóg stworzył człowieka dobrze. Problem tkwi w tym, że gniew i pożądliwość powinny być wykorzystywane do czynienia dobrych rzeczy, a czasami są używane do złego. Wiemy, że człowiek jest stworzeniem Bożym, a widzimy, że jeden człowiek żyje jak święty, a drugi żyje źle, nie kocha ani Pana Boga, ani człowieka i czyni wiele krzywdy. To samo Boże stworzenie jest zdolne do dobra i do zła. 

Uzdrowienie rozumu

Jesteśmy tutaj po to, by modlić się o uzdrowienie tego wszystkiego, co w naszej duszy jest złe, jest brakiem, jest chore. Zacznijmy od rozumu. Mówiliśmy, że człowiek myśli. Dar rozumu jest wielkim darem. Tym różnimy się od zwierząt, że myślimy. Przez intelekt poznajemy. Tu pojawia się pierwsza rana człowieka: nieznajomość, niewiedza, ignorancja. Czy nasze doświadczenie codzienne nie pokazuje nam, jak w wielu sytuacjach mówiliśmy: „Gdybym wiedział, że to jest złe, to bym tego nie zrobił”? Widzimy więc, że czasami nie wiemy, co jest dobrem, a co złem, nie odróżniamy dobra od zła. To może mieć bardzo szeroki zakres. Jaką podstawową wiedzę powinniśmy posiadać? Że jest Bóg, który za dobro wynagradza, a za zło karze. To jest najbardziej podstawowa prawda wiary, a popatrzmy na świat: ilu ludzi o tym wie? Ilu ludzi w to wierzy? Została nam dana ta łaska, ale czy naprawdę wiemy wszystko, co powinniśmy wiedzieć o Bogu? Dlatego modlimy się o to, by Pan Bóg uzdrowił nas z niewiedzy. Cóż możemy sami zrobić? Możemy poznawać Boga poprzez czytanie, np. Pisma Świętego, dobrych książek, dobrej prasy, to też trzeba robić. Jeżeli popatrzymy na życie świętych, oni tak robili. Byli też tacy, którzy studiowali teologię, ale w sposób święty. Święty Franciszek, kiedy go św. Antoni Padewski zapytał, czy bracia powinni studiować teologię, odpowiedział: „Tak, ale niech to nie prowadzi do gaszenia ducha modlitwy”. Modlitwa jest na pierwszym miejscu. Święty Franciszek zabronił  braciom nawet uczenia się (pamiętamy, że to był XIII w. i wielu ludzi było analfabetami), ale nakazał, by starali się przede wszystkim mieć w sobie uświęcające działanie Ducha Świętego. Bo jeżeli w człowieku działa Duch Święty, to niepotrzebne mu są książki. O wiele więcej powie mu Duch Święty niż najbardziej grube i uczone książki. Tak było w historii Kościoła i tak było w historii naszego zakonu franciszkańskiego, a szczególnie w zakonie kapucynów (tych znam trochę lepiej). Do brata Feliksa przychodzili teologowie z Kurii Rzymskiej, kardynałowie i pytali o trudne kwestie teologiczne, a on, brat analfabeta, potrafił im wyjaśnić skomplikowany problem teologiczny. Kiedy prosimy o uzdrowienie naszego rozumu, prośmy o dary Ducha Świętego, a szczególnie o dar rozumu, abyśmy mogli rozumieć prawdy wiary. 

Uzdrowienie woli

Mówiliśmy o woli, która też w jakiś sposób została zraniona przez grzech pierworodny. Czym ona jest? Wola jest to działanie, decyzja i jej wykonanie. Podejmujemy jakąś decyzję wolą i bardzo często rozum podaje nam, co jest dobre, a co złe. Wiedząc to, zdarza się, że wybieramy zło. Św. Paweł Apostoł tak powiedział: „Wiem, co jest dobre, a jednak wybieram zło”. Cóż się dzieje? Św. Paweł wyjaśnia, że wola człowieka kiedyś była zdrowa i ukierunkowana ku dobru, a teraz wybiera zło. Albo robi to nieświadomie, albo świadomie. Wiedząc, że coś jest złe, czyni to. Wtedy mamy do czynienia z grzechem i to popełnionym świadomie. 

W woli znajduje się sprawiedliwość. Czym ona jest? Mniej więcej wiemy, o co chodzi. Sprawiedliwość polega na tym, by oddać Bogu, co Mu się należy i podobnie człowiekowi. Jeżeli chodzi o ludzi, to przede wszystkim nie krzywdzić drugiego, a jeżeli coś mu się należy, trzeba mu to dać. Ale nasza wola jest tak osłabiona, że nie jest w pełni ukierunkowana ku dobru. Popatrzmy na świat: czy ludzie dążą do dobra, np. rządzący, albo nawet my sami - czy chcemy dobra i prawdy? Jakie dobro jest dla nas najważniejsze? Zbawienie duszy, działanie takie, by osiągnąć zbawienie duszy, jakieś dobro duchowe. Pomyślmy: czy zawsze tak wybieramy, czy dążymy do tego, co jest dobre? Choćby zdrowie - nie jest najważniejsze, ale chodzi o to, żeby skontrolować działanie woli, czy zawsze dbamy w sposób rozumny o swoje zdrowie? Bardzo często to lekceważymy. Ale też lekceważymy - co jest gorsze dla nas - wybór dobra. 

Czy gniew jest dobry?

Mówiliśmy o gniewie. To jest siła w nas, która może być użyta dobrze lub źle. Kiedy jest użyta dobrze, przynosi dobro. Pan Jezus też użył tej siły, która jest w człowieku - bo sam też jest człowiekiem, ma taką samą ludzką naturę, jak my, ale nie jest ona zepsuta, rozregulowana jak nasza. Pamiętamy, jak wyrzucił przekupniów ze świątyni. Uczynił to z gniewem - wziął sznur, powywracał stoły. Dziś może by ktoś powiedział, że nie zachował się zbyt ładnie. Powinien był to zrobić inaczej, przekonywać, dialogować. Moi drodzy, czasami gniew jest potrzebny, tylko musi być kontrolowany przez rozum, musi być użyty z miłością. Na pewno Pan Jezus czynił to z miłością, dla dobra tych ludzi. Jeżeli popatrzymy na matkę, to np. czy czasami dziecko nie potrzebuje klapsa, żeby zrozumiało, że coś jest złe, bo jeszcze nie ma ono zdolności pełnego używania rozumu. Jeżeli matka kocha dziecko, to nie mści się, nie dręczy go, tylko czyni to dla jego dobra. Czasami są sytuacje i coraz częściej o tym słyszymy, że dziecko jest maltretowane, są nawet przypadki zabójstwa dziecka, bo płakało. Gniew został tu użyty w złym kierunku, a powinien zostać użyty do odrzucenia zła. Powinien zostać użyty do zrobienia czegoś dobrego, a trudnego. Odpowiedzmy sobie, czy podejmujemy się wybierania trudnych rzeczy, czy wybieramy tylko to, co jest łatwiejsze. 

Dzisiaj czuwamy całą noc. Jest to jakiś wysiłek, a czego potrzeba było do tego? Naszej decyzji, że wytrzymamy tutaj całą noc. Ale takiego gniewu, takiej siły, pasji, energii potrzeba nam do wielu rzeczy: do wytrwania w dobrym, do odrzucenia zła, pokusy albo do wykonania jakiegoś dobra. Jeżeli ktoś sobie powie: „A, nie chce mi się uczyć, bo to trudne…” - czy taki człowiek coś osiągnie? Powinien się zdecydować. Ilu to ludzi podejmuje decyzję, że pracuje i studiuje. Albo ilu wychowuje dzieci, czasami samotnie i pracuje, a jeszcze ma czas na modlitwę. Wielu by powiedziało: „To za trudne”. Wielu nie decyduje się na dzieci, bo to trudne. Tymczasem ludzie podejmują się rzeczy trudnych i wielkich wyrzeczeń. Dlaczego? Św. Paweł mówi o ówczesnych sportowcach. Dla laurowego wieńca, który więdnie, potrafią wiele lat poświęcać się, odmawiać sobie wszystkiego. My to czynimy dla rzeczy o wiele ważniejszej - dla nagrody wiecznej. Tak samo możemy zastanowić się, czy jesteśmy zdolni do podejmowania rzeczy trudnych, które wymagają wysiłku, wytrwałości, czy też łatwo rezygnujemy z czegoś, co jest trudne. Może nie używamy wówczas pozytywnie tego gniewu, który w nas jest lub używamy go do czegoś innego, np. do kłótni, do oskarżania, do denerwowania się. A do czego powinien być użyty? Właśnie do rozwiązania jakiejś trudnej sprawy. Niedawno odprawiałem rekolekcje. Było nas dwudziestu siedmiu braci. W czasie tych rekolekcji zmarł jeden ojciec. Miał już 82 lata, więc można się temu nie dziwić. Mówiło się o nim, że miał zwyczaj zbierania sentencji, takich krótkich powiedzeń mądrościowych. Mawiał, że człowiek mądry, gdy widzi jakąś trudność, stara się temu zaradzić. A co robi człowiek głupi? Gniewa się, denerwuje i narzeka. To nie tylko chodzi o mądrość, ale też o zdolność do używania tej energii, którą nam Pan Bóg dał, bo przecież nas stworzył dobrze. 

W poszukiwaniu szczęścia

Mamy jeszcze pożądliwość. Pożądliwość też jest zraniona przez grzech. Motywuje nas ona, by szukać, iść za tym, co przyjemne. Ale co jest w życiu człowieka przyjemne albo co powinno być przyjemne? Czego człowiek szuka? Czego by chciał? Św. Tomasz z Akwinu mówi, że szczęścia. To się chyba zgadza z naszym codziennym doświadczeniem. Kto z nas nie chciałby być szczęśliwy już tutaj, na ziemi? Czy Pan Bóg by chciał, żebyśmy byli szczęśliwi? Na pewno. Przecież stworzył człowieka dobrze i umieścił go w raju, gdzie był on szczęśliwy. Taki jest dar Boży. Myśmy to wszystko popsuli przez grzech. I to naturalne pragnienie szczęścia możemy źle ukierunkować. Popatrzmy na świat: czego on szuka? Świat jest przykładem tego, jak nie należy szukać szczęścia. Mówimy o szczęściu wiecznym, bo jesteśmy ludźmi wierzącymi. Wierzymy w Boga, wierzymy, że jest niebo i że po śmierci, jeżeli pójdziemy do nieba, to tam będzie wieczne szczęście. Nie możemy sobie tego nawet wyobrazić. Pismo Święte mówi, że ani oko nie widziało, ani ucho nie słyszało, jakie to będzie szczęście tam, w niebie, dla ludzi, którzy w Boga wierzą i Go miłują. To nam mówi rozum i wiara. Ale ta pożądliwość, która jest w człowieku, zachowuje się tak, jakby nie chciała tego szczęścia wiecznego albo człowiek nie wierzył w nie. Dlatego goni za szczęściem krótkim i przemijającym, chociaż wiadomo, że ono szybko się kończy. Jeden goni za pieniędzmi, choć mówi się, że pieniądze szczęścia nie dają. Pewien człowiek miał ogromne bogactwa, ale pod koniec życia powiedział: „Jestem człowiekiem głęboko rozczarowanym”. Inni szukają przyjemności w alkoholu, narkotykach, seksie. Wiemy, że jest to przyjemność na kilka czy kilkanaście minut. A potem zostaje pustka, bo człowiek jest stworzony do innego szczęścia i to krótkie szczęście nigdy go nie zadowoli. Tutaj też potrzeba, byśmy byli uzdrowieni w naszej pożądliwości. Czego pożądamy w życiu? Powinniśmy pożądać szczęścia wiecznego i za tym dążyć. 

Czy chcesz być zdrowy?

Mamy więc te cztery władze: rozum, wolę, gniew i pożądanie. One wymagają uleczenia. Kto może je uleczyć? Czy jest jakiś lekarz na świecie, który może to zmienić? Tylko Bóg może to uczynić. Duch Święty może nas uleczyć właśnie poprzez działanie Jego darów. Kiedy to uzdrowienie może nastąpić?Musimy naprawdę tego chcieć i tego pragnąć. Mamy również wierzyć, że Pan Bóg może to uczynić, że może nas uzdrowić wewnętrznie. Weźmy przykład z uzdrowienia zewnętrznego. Kiedy niewidomy siedział przy drodze i usłyszał, że zbliża się Jezus, zaczął krzyczeć: „Jezusie, Synu Dawida, ulituj się nade mną!”. Ci, którzy byli w pobliżu, gromili go, aby siedział cicho i nie przeszkadzał Jezusowi. Im bardziej jednak mu zabraniali, tym głośniej krzyczał. Wtedy Jezus go zawołał i zapytał, czego chce. On odpowiedział „Panie, abym przejrzał”. Jezus zapytał „Czy wierzysz, że mogę to uczynić?”. „Tak, Panie”. „Niech ci się stanie według Twojej wiary”. 

Moi drodzy, musimy pragnąć uzdrowienia, musimy wiedzieć, czego chcemy. Może chcemy pozostać nieuzdrowieni, pożądliwi, gniewliwi, o słabej woli? Musimy wzbudzić w sobie chęć, by Pan Bóg to usłyszał, nie ludzie. Musimy wierzyć, że Pan Jezus może to uczynić. Niektórzy mówią, że Pan Bóg jest w niebie, ale się ludźmi nie interesuje. Słyszeliśmy dzisiaj, że Bóg troczy się o każdego z nas. Musimy wierzyć, że naprawdę jesteśmy Jego dziećmi i że On nas kocha. Musimy wierzyć, że On jest w stanie nam pomóc, że jest wszechmogący. Pamiętajmy, że naszą wiarą możemy pomóc nie tylko sobie, ale i innym. 

o. Andrzej Dejer OFMCap

Homilia wygłoszona 26 V 2007 roku podczas Czuwania przed Zesłaniem Ducha Świętego w kościele św. Jadwigi Królowej w Tomaszowie Mazowieckim, opublikowana w "Posłaniu" 5/2007