Marana tha!

Boże Narodzenie. Noc szczególna i wyjątkowa. Noc oczekiwana, w której  wypełniają się proroctwa. Bóg zstępuje z Nieba, by dźwignąć świat, by go wyrwać z mocy złego, by zamieszkać pośród swojego ludu. A nasze serca spragnione są Twojej obecności, Panie, Twojej miłości. Z każdym dniem coraz bardziej odkrywamy, że tylko Ty możesz wyprowadzić nas z naszych grobów, ciemności naszych serc rozjaśnić Swoim światłem, wyprostować pogmatwane ścieżki naszego życia, uleczyć najgłębsze rany. Marana Tha! Przyjdź, Panie Jezu!  

Św. Teresa z Lisieux, karmelitanka i doktor Kościoła, doświadczyła w specjalny sposób łaski tej niezwykłej nocy. Jezus, wdzięczne małe Dziecię, ledwie od godziny na świecie, przemienił noc mojej duszy w potoki światła... Tej nocy, w której stał się słabym i cierpiącym z miłości do mnie, uczynił mnie silną i dzielną, przyodział mnie w zbroję

Teresa przyszła na świat 2.01.1873 r. jako upragnione i ukochane dziecko w rodzinie Martin. Od najwcześniejszych lat była wychowywana w głęboko religijnej atmosferze, która była żyzną glebą dla jej wzrostu duchowego. Wczesne dzieciństwo, przepełnione szczęściem i atmosferą miłości, zostało przerwane niespodziewanie przez śmierć matki, co tragicznie odbiło się na psychice czteroletniej Teresy. Z dziecka radosnego, wylewnego, pełnego życia stała się nieśmiała, łagodna, wrażliwa do skrajności. Zanim zdążyła otrząsnąć się ze skutków tego wydarzenia, starsza siostra, która zastępowała jej matkę, opuściła dom rodzinny, by wstąpić do Karmelu. To rozstanie na nowo zraniło jej serce. Zapadła na ciężką chorobę. Przez 2 miesiące stan jej zdrowia był krytyczny - nerwowe drgawki, ataki strachu i halucynacji powtarzające się kilka razy dziennie. Mówiłam i czyniłam rzeczy, o których nie myślałam, prawie nieustannie zdawało mi się, że majaczę, mówiąc słowa bez sensu, a równocześnie miałam pewność, że ani przez chwilę nie byłam pozbawiona rozumu... Często pozostawając bez ruchu, sprawiałam wrażenie zemdlonej i pozwoliłabym zrobić ze sobą wszystko, co by się komu podobało, nawet zabić; równocześnie słyszałam wszystko, co koło mnie mówiono... Zdesperowana rodzina modliła się gorąco o jej uzdrowienie, które mogło przyjść jedynie za sprawą cudu. I cud się wydarzył. W niedzielę Zesłania Ducha Świętego 1883 r. Teresa została uzdrowiona w trakcie odprawianej w jej intencji nowenny dziewięciu mszy św. w paryskim Sanktuarium Matki Boskiej Zwycięskiej. Choroba ustąpiła, ale Teresa nadal odczuwała w swoim życiu skutki tych bolesnych przeżyć. Przez 1,5 roku cierpiała na straszliwą chorobę skrupułów, napisała o tym później: Trzeba przejść przez to męczeństwo, by zrozumieć, czym jest. Była chorobliwie nadwrażliwa, wylewała morze łez przy najmniejszej okazji. To przewrażliwienie czyniło mnie doprawdy nieznośną. (...) Nie pomagały żadne perswazje i nie umiałam skończyć z tą wstrętną wadą. Była bardzo słaba, niezdolna do podejmowania obowiązków codziennego życia. Z dużą trudnością znosiła pobyt na pensji, nad wiek poważna i smutna, czuła się samotna, nie potrafiła nawiązać kontaktów z rówieśnikami: Często słyszałam, że czas spędzony na pensji jest najlepszym i najmilszym okresem życia; tego nie można powiedzieć o mnie. Pięć lat, które tam spędziłam, to najsmutniejsze lata mojego życia; gdybym nie miała przy sobie kochanej Celiny, rozchorowałabym się przed upływem miesiąca. A kiedy jej siostra (Celina), jej jedyna podpora, ukończyła naukę i opuściła pensję, Teresa nie była w stanie kontynuować nauki w szkole z dala od ukochanego domu. Przeszła na system prywatnych lekcji, pobieranych kilka razy w tygodniu. 

Ten dramatyczny okres jej życia zakończył się w noc Bożego Narodzenia 25.12.1886 r. za sprawą łaski Bożej, która objawiła się w całkiem zwyczajnych okolicznościach. Po powrocie z pasterki miało miejsce wydarzenie, które normalnie wyzwoliłoby w Teresie nadmierną reakcję w postaci niepohamowanego potoku łez, pogrążając ją w nieopisanym smutku i żalu. Wtedy właśnie niespodziewanie dokonała się jej wewnętrzna przemiana, która usunęła skutki nagromadzonych urazów psychicznych. Teresa w jednej chwili z przewrażliwionego dziecka stała się dojrzałą osobą, co jej siostra Celina natychmiast rozpoznała, widząc zupełnie odmienną reakcję, niż się spodziewała. Teresa otrzymała łaskę dojrzałości, łaskę całkowitego nawrócenia. W tę noc pełną światła rozpoczął się trzeci okres w moim życiu, najpiękniejszy ze wszystkich, najobfitszy w łaski Nieba... Dzieło, z którym zmagałam się nadaremnie przez 10 lat, Jezus wykonał w jednej chwili, zadowalając się moją dobrą wolą, której nigdy mi nie brakowało

Teresa wyzwolona z dziecinnych powijaków poczuła wielkie pragnienie, aby pracować nad nawróceniem grzeszników. W jej serce wstąpiła miłość, uzdalniająca ją do zapomnienia o sobie – wreszcie poczuła się szczęśliwa. Od tej cudownej nocy rozpoczęła swój bieg olbrzyma, w którym nie przegrała żadnej walki, krocząc od zwycięstwa do zwycięstwa. 

Ojciec Wilfried Stinissen OCD w swojej książce Prosta droga do świętości napisał: Teresa jest cudownym przykładem na to, jak człowiek psychicznie zraniony nie jest z góry skazany na nieudane życie. Ona wybrała swoją przyszłość przez wolne i odpowiedzialne postanowienie. Wzięła odpowiedzialność za swój los. Nie pozwoliła, by powodowały nią impulsy i psychiczne niedomagania. Świadomie otworzyła się na Boga i z tej miłosnej relacji czerpała siłę, by stawić czoło wszystkim destrukcyjnym skłonnościom własnej psychiki. Nie poddając się litowaniu się nad samą sobą, nigdy nie była zamknięta w sobie. Dlatego, że kierowała spojrzenie na Boga, pozostawała otwarta. (...) "Zdrowiem duszy jest miłość Boża", pisał św. Jan od Krzyża. Kiedy człowiek ma w Nim swój cel i zostawia swoje niezdrowe zajmowanie się sobą, wówczas jest zdrowy. Nie znikną może z tego powodu wszystkie symptomy choroby, ale dusza będzie zdrowa.

Dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych. On może sprawić, że noc tak jak dzień zajaśnieje. Dlatego z ufnością przybliżmy się do żłóbka, w którym spoczęło zbawienie świata i prośmy o potrzebne łaski dla nas i naszych bliskich. Prośmy w tych intencjach, w których jesteśmy najbardziej bezradni, mimo naszych usilnych starań. Niech Ten, który zstąpił z Nieba jako nieporadne Dzieciątko, uczyni cud przemiany naszych serc, by nasze życie zajaśniało Jego chwałą. Amen.

Ewa Leszczełowska

Dagmara Krzyżanowska

Konferencja z "Posłania" 6/2004