Wezwani przez Boga

On nas wybawił i wezwał świętym powołaniem nie na podstawie naszych czynów, lecz stosownie do własnego postanowienia i łaski, która nam dana została w Chrystusie Jezusie przed wiecznymi czasami (2 Tm 1,9).

Mówi się, że ilu ludzi, tyle powołań. I rzeczywiście jest tak, dlatego że za każdym razem mamy do czynienia z pewną tajemnicą darmowości Bożego wezwania i odpowiedzi na nie ludzkiego serca. Nie każdy powołany odpowiada pozytywnie, czasem ociąga się z pełnieniem woli Bożej, a niekiedy wręcz odrzuca ją i idzie własną drogą.

Rozpoznać wolę Bożą

Odkrycie własnego powołania wiąże się nierozerwalnie z rozpoznaniem woli Bożej. Nie jest to łatwe zadanie. Wielu ochrzczonych, nie mając doświadczenia osobistego spotkania z Jezusem Zmartwychwstałym, bez zasmakowania Jego miłości, kieruje się zwykle naturalnym pragnieniem przy wyborze zawodu czy małżonka. I często w tych pragnieniach, w porywach serca może ukrywać się Boże wezwanie dla nas. Warto jednak zawsze przy tych wyborach zachować jakieś minimum, to znaczy życie zgodne z przykazaniami. Wtedy mniej popełnimy błędów. Z kolei osoby, które doświadczyły już miłości Bożej, muszą zmierzyć się świadomie z odkryciem własnego powołania. U początkujących dość powszechna jest obawa, że Bóg zaraz wyśle kogoś do zakonu lub do seminarium. Wynika to z nieufności względem Niego, tak jakby nie był Dobrym Ojcem, który dla Swoich dzieci ma najlepsze dary. Bóg pragnie przede wszystkim naszej miłości, gotowości bycia z Nim i dla Niego. Wszystko inne jest na dalszym planie i gdy dajemy Mu się prowadzić, irracjonalne obawy ustępują miejsca zaufaniu i otwartości na Boży planwzględem naszego życia. Niejeden został zaskoczony wspaniałością tego planu – sami byśmy nie wymyślili czegoś lepszego.

Darmowość powołania

Nie jesteśmy w stanie pojąć, dlaczego Bóg wybiera takich, a nie innych ludzi do pewnych szczególnych zadań. Jest to tajemnica, której nigdy do końca nie zgłębimy. W szczególny sposób odnajdujemy ją w życiu proroków, apostołów, wielu świętych.

Zanim Pan Bóg powołał Izajasza na wielkiego proroka Izraela, objawił Mu Swoją chwałę, co napełniło go trwogą, gdyż wiedział, że jest grzesznikiem, że nie jest godny. I powiedziałem: „Biada mi! Jestem zgubiony! Wszak jestem mężem o nieczystych wargach i mieszkam pośród ludu o nieczystych wargach, a oczy moje oglądały Króla, Pana Zastępów!” Wówczas przyleciał do mnie jeden z serafinów, trzymając w ręce węgiel, który kleszczami wziął z ołtarza. Dotknął nim ust moich i rzekł: „Oto dotknęło to twoich warg: twoja wina jest zmazana, zgładzony twój grzech” (Iz 1,5-6). Dopiero po tym oczyszczeniu Bóg skierował wezwanie, na które Izajasz ochoczo odpowiedział i z wielką odwagą poszedł przemawiać w Jego Imieniu.

Natomiast w opisie powołania Jeremiasza odnajdujemy bardzo znamienne, można powiedzieć uniwersalne słowa na temat wybrania. Pan skierował do mnie następujące słowo: „Zanim ukształtowałem cię w łonie matki, znałem cię, nim przyszedłeś na świat, poświęciłem cię, prorokiem dla narodów ustanowiłem cię” (Jr 1,4-5). Jeremiasz początkowo wymawiał się młodym wiekiem i brakiem zdolności do przemawiania, ale Bóg temu szybko zaradził. Pan zaś odpowiedział mi: „Nie mów: «Jestem młodzieńcem», gdyż pójdziesz, do kogokolwiek cię poślę, i będziesz mówił, cokolwiek tobie polecę. Nie lękaj się ich, bo jestem z tobą, by cię chronić” – wyrocznia Pana. I wyciągnąwszy rękę, dotknął Pan moich ust i rzekł mi: „Oto kładę moje słowa w twoje usta. Spójrz, daję ci dzisiaj władzę nad narodami i nad królestwami, byś wyrywał i obalał, byś niszczył i burzył, byś budował i sadził” (Jr 1,7-9).

Bóg zna ludzkie serca i źródła różnych lęków, które często nas paraliżują, uniemożliwiając wypełnienie Jego planów. Obawiamy się o naszą opinię: co inni o nas powiedzą, jak zareagują na nasze postępowanie, czy nie posądzą nas o przesadę lub wręcz o szaleństwo, jeśli pójdziemy na całość za Bogiem? Nie rozumiemy też, że nie liczą się nasze zdolności czy ich brak, bo Ten, który nas powołuje, o wszystko się zatroszczy, byśmy mogli pełnić Jego wolę.

Aby objawić Swoją chwałę

Najbardziej zadziwiające powołanie, jakie znamy, to nawrócenie gorliwego faryzeusza, prześladowcy chrześcijan i wybranie go na Apostoła Narodów. To wydarzenie miało tak wielką wagę, że Kościół ustanowił osobny dzień w kalendarzu liturgicznym dla jego uczczenia – Święto Nawrócenia św. Pawła Apostoła. Ono pokazuje nam wielkie miłosierdzie Boże, które może interweniować w życiu nawet największych grzeszników, aby ich uratować. Ponadto najbardziej uzmysławia nam darmowość powołania, jak sam św. Paweł napisał w Liście do Tymoteusza: On nas wybawił i wezwał świętym powołaniem nie na podstawie naszych czynów, lecz stosownie do własnego postanowienia i łaski.

Właśnie w tych słowach zawarta jest wielka tajemnica powołania. Bóg wybiera często słabe, ułomne narzędzia, aby objawić Swoją chwałę i pokazać, że z Niego jest cała moc, a nie z człowieka. Powołuje grzeszników, aby zawstydzić sprawiedliwych, którzy ufność pokładają we własnej doskonałości moralnej. Powołuje analfabetów, czy mało wykształconych, aby poniżyć uczonych, pokładających ufność jedynie w swojej mądrości. Powołuje chorych, przykutych do łóżka, aby pokazać bezcenną wartość ludzkiego życia tym, którzy je negują. I można by tak długo wymieniać. Pan Jezus powiedział: Kto trwa we Mnie, a Ja w nim, ten przynosi owoc obfity, ponieważ beze Mnie nic nie możecie uczynić (J 15,5). Zawsze chodzi o to, żeby oprzeć się jedynie na Bogu i z Niego czerpać moc. Ta świadomość – z jednej strony – utrzymuje nas w pokorze, chroniąc przed pokusami samostanowienia, a z drugiej – dodaje odwagi, abyśmy się nie zniechęcali, byśmy trwali w naszym powołaniu i wypełnili wolę Bożą do końca.    

Dagmara Krzyżanowska

Konferencja z "Posłania" 5/2013