Nasz język ma wielką moc

(...)

Ukryte twierdze

Pokazuję wam, jak ważne jest to, co wypowiadamy, ponieważ zostaliśmy stworzeni na obraz i podobieństwo Boże. Większość ludzi przeklina samych siebie, bo uwierzyli kłamstwu diabła. Słuchamy trzech głosów: własnego, Ducha Świętego i nieprzyjaciela – a zły jest kłamcą (por. J 8,44), który przychodzi, aby nas zwodzić, bo wiele osób nie zna prawdy Słowa Bożego. „Do niczego się nie nadaję” – to myśl od szatana. Co się dzieje, kiedy słuchamy tego głosu?

Kiedy wypowiadasz słowa: „Jestem głupi, moje życie jest beznadziejne, nie da się mnie pokochać, nikt mnie nie kocha…” – stają się one przekleństwem. Przeklinasz sam siebie. Często w domach rodzice mówią do dzieci w ten sposób. Nie są tego świadomi, ale nieprzyjaciel ich w ten sposób wykorzystuje, żeby zniszczyć życie. „Ale jesteś głupi, po co się urodziłeś, nigdy nic ci się nie uda…” – dzieci dorastają, wierząc w to, co zostało wypowiedziane, a potem żyją w ten sposób. To się nazywa warownia. Święty Paweł mówi o kłamstwach, które jak twierdze trzymają nas w niewoli. Przez to nie możecie się rozwinąć. Można je podzielić na dwie grupy: jedne to kłamstwa na twój temat, a drugie na temat Boga. „Bóg mnie nie kocha, nie troszczy się o mnie, nie odpowiada na moją modlitwę, zapomniał o mnie, nie zależy Mu na mnie” – słowa te stają się warownią, która musi runąć z hukiem dzięki mocy Słowa Bożego. Ono jest prawdą. Wszystko, co jest z nim niezgodne, trzeba odrzucić. Podnieście ręce i powiedzcie: „Duchu Święty, objaw mi wszystkie kłamstwa, w które wierzyłem, pokaż obszary ciemności, które są kłamstwem. Amen. Dzięki Ci, Jezu”.

Chociaż bowiem w ciele pozostajemy, nie prowadzimy walki według ciała, gdyż oręż bojowania naszego nie jest z ciała, lecz posiada moc burzenia, dla Boga twierdz warownych (2 Kor 10,3-4). Czym jest twierdza? To potężny budynek, w którym nieprzyjaciel ma swój przyczółek i chroni go, żeby kłamstwo czy zły sposób myślenia nie zostały obnażone. Każdy z nas ma taką twierdzę. Kiedy przychodzimy do Pana, następuje proces niszczenia twierdz warownych. Kiedy poznałam Jezusa, byłam bardzo nieśmiałą i cichą osobą. Myślałam, że nigdy nie będę w stanie mówić przed kimkolwiek. Tymczasem to nieprzyjaciel mnie okłamywał: „Nie możesz przemawiać przed tłumem, nie jesteś dobrym mówcą, nie zostałaś do tego stworzona”. Uwierzyłam w to, ale… zobaczcie, do czego Bóg mnie powołał: to zupełne przeciwieństwo kłamstwa, w które wierzyłam całe życie. Oto przykład twierdzy. Są również inne. Bywa, że nienawidzisz sam siebie: od twoich rodziców wychodziła przemoc słowna i dorastałeś, myśląc, że do niczego się nie nadajesz. „Nienawidzę siebie, chcę umrzeć” – i to zaczyna się spełniać. To są demoniczne twierdze ukrytego kłamstwa. Udaremniamy ukryte knowania i wszelką wyniosłość przeciwną poznaniu Boga i wszelki umysł poddajemy w posłuszeństwo Chrystusowi (2 Kor 10,4b-5). Niszczymy każdy sposób myślenia, każdą dumną myśl, która przychodzi przeciwko poznaniu Boga. Takie myśli zastępujemy Słowem Bożym, które jest prawdą i dzięki temu nasze życie się zmienia.

Potrzebujemy odmienić sposób myślenia i mówienia. Bardzo często ludzie, którzy są uzależnieni albo w depresji, przyjmują kłamstwo, że nie mogą się zmienić, że nigdy się to nie stanie. Oczywiście, to prawda, że sam nie możesz się zmienić, ale z pomocą Ducha Świętego jest to możliwe. Kiedy przychodzimy do Jezusa, stajemy się nowym stworzeniem. To, co stare, przeminie. A jeżeli mieszka w was Duch Tego, który Jezusa wskrzesił z martwych, to Ten, co wskrzesił Chrystusa <Jezusa> z martwych, przywróci do życia wasze śmiertelne ciała mocą mieszkającego w was swego Ducha (Rz 8,11). Ten sam Duch, który wskrzesił Jezusa z martwych, żyje w tobie. Pomyśl o tym. Duch Święty wskrzesił Jezusa – co za cud! Czyż On nie może uzdrowić ciebie? Czy nie może cię uwolnić? Możesz się zmienić, twoje życie może się odmienić przez moc Ducha Świętego.

Groźne narzędzie

Wszyscy bowiem często upadamy. Jeśli kto nie grzeszy mową, jest mężem doskonałym, zdolnym utrzymać w ryzach także całe ciało (Jk 3,2). Jeżeli Duch Święty panuje nad naszym językiem, staniemy się opanowani, będziemy panować nad naszym ciałem i życiem. Jeżeli przeto zakładamy koniom wędzidła do pysków, by nam były posłuszne, to kierujemy całym ich ciałem. Oto nawet okrętom, choć tak są potężne i tak silnymi wichrami miotane, niepozorny ster nadaje taki kierunek, jak odpowiada woli sternika (Jk 3,3- 4). Jakub porównuje nasz język do wędzidła w pysku konia i steru wielkiego statku. Co nam to pokazuje? Że musimy zacząć mówić w inny sposób. Chcesz, żeby twoja rodzina się zmieniła? Chcesz, żeby zmienili się synowie i córki? Przestań ich krytykować i poniżać. Kiedy to robisz, zgadzasz się z diabłem. Nieważne, czy twój syn jest narkomanem i ma 25 tatuaży na ciele, nie chce się uczyć ani zrobić nic pożytecznego. To nie jest plan Boży dla tego chłopaka, ale plan nieprzyjaciela. A co ty robisz jako matka? Czy zaczynasz wyzwalać życie swoim językiem, czy ogłaszasz Słowo Boże nad swoim synem, nazywasz rzeczy, których jeszcze nie ma: „Dziękuję Ci, Panie, że stworzyłeś mojego syna w określonym celu, że masz dla niego wspaniały plan, piękne przeznaczenie”? Czyniąc tak, możesz usłyszeć głos Boga, który mówi, co przygotował dla twojego dziecka. Zamiast go poniżać, zacznij dawać życie. Tak samo język, mimo że jest małym członkiem, ma powód do wielkich przechwałek. Oto mały ogień, a jak wielki las podpala. Tak i język jest ogniem, sferą nieprawości. Język jest wśród wszystkich naszych członków tym, co bezcześci całe ciało i sam trawiony ogniem piekielnym rozpala krąg życia. (…) Języka natomiast nikt z ludzi nie potrafi okiełznać, to zło niestateczne, pełne zabójczego jadu (Jk 3,5-6.8). Z powodu upadku człowieka narodziliśmy się ze strasznym językiem. Jakub mówi, że jest to zło pełne trucizny. Znacie takich ludzi? Za każdym razem, kiedy otwierają usta, chcą kogoś poniżyć i uwalniają jad swoim językiem. Ale Dobra Nowina jest taka, że kiedy prosimy o pomoc Ducha Świętego, On jej nie odmawia. Jednak Duch Święty nic nie robi sam. Współpracując zaś z Nim, napominamy was, abyście nie przyjmowali na próżno łaski Bożej (2 Kor 6,1). On szuka kogoś, z kim mógłby współpracować, kto zgodzi się z Nim. Izajasz nie mógł być prorokiem, dopóki się nie przemienił. Duch Święty szuka osoby, która powie Mu „tak”, która będzie mówić tak, jak On. Czy ty nią jesteś? Nie ma znaczenia, czy jesteś sam w swojej rodzinie – Dawid był jedyny w swoim pokoleniu, Maryja, Estera czy Abraham byli jedyni w swoim pokoleniu. Dlatego tak ważne jest, żeby wiedzieć, jak działa Duch Święty, bo możemy wszystko zepsuć sposobem, w jaki mówimy. Tymczasem wiele osób nie zwraca na to uwagi. Przy jego pomocy wielbimy Boga i Ojca i nim przeklinamy ludzi, stworzonych na podobieństwo Boże. Z tych samych ust wychodzi błogosławieństwo i przekleństwo. Tak być nie może, bracia moi! (Jk 3,9-10). Widać, jak Pismo Święte jasno wskazuje, że musimy się zdecydować: „Boże, zapanuj nad moim językiem. Chcę dawać życie, być Twoim narzędziem wszędzie, dokądkolwiek pójdę”.

Nie mów: „Chcę umrzeć…”

Modliłam się nad wieloma ludźmi bardzo chorymi, przygnębionymi i jedno, co było wspólne w każdym przypadku, to że wielu z nich wypowiedziało słowa typu: „Chcę umrzeć, wolę umrzeć niż żyć”. Wiecie, co się wtedy dzieje? Przyciąga się ducha śmierci, choroby i dolegliwości, depresji, przygnębienia. Tydzień temu w Miami mieliśmy spotkanie modlitewne w domu mojej koleżanki, wspaniałego człowieka wiary. Bolały ją piersi, mówiła, że ma tam dużo guzów. Nałożyłyśmy na nią ręce, żeby modlić się o uzdrowienie. Modliłam się w Duchu – ten język modlitwy jest wspaniały, bo Duch Święty pokazuje to, czego potrzebujesz. Jemu zawsze chodzi o odbudowę i odnowienie. Pan dał mi obraz: widziałam ją, kiedy wypowiadała słowa „chcę umrzeć”. Jakiś czas temu przeżyła rozwód, jej mąż zostawił ją dla innej kobiety. Było to dla niej tragiczne doświadczenie. Zobaczyłam ją, jak mówiła, że to zbyt wiele dla niej do zniesienia, że woli umrzeć, że nie jest w stanie przez to przejść. Zapytałam, czy tak było i potwierdziła. „To skutek tego, co powiedziałaś. W Imię Jezusa, niech ten duch śmierci, raka, jakiejkolwiek choroby i dolegliwości, cokolwiek w ciebie weszło, wyjdzie przez kaszel”. Zaczęła kaszleć, a potem powiedziała: „Widziałam ciemną chmurę zgorzkniałości, wychodzącą ze mnie”. Potem miała spoczynek w Duchu. Kiedy wstała, bólu już nie było. Dzięki Ci, Jezu!

Daję wam świadectwo, że co zasiejemy, to otrzymujemy. Język wpływa na nas w trojaki sposób. Pierwszy: to, co mówią na twój temat ludzie, którzy mają nad tobą autorytet – to może stać się przekleństwem. Drugi – to, co mówisz o innych wtedy, kiedy jesteś zgorzkniały, zraniony, doświadczasz odrzucenia. To się nazywa osąd z korzeniem zgorzkniałości. Wraca on potem do ciebie jak bumerang. Trzeci jest tym, co sam mówisz na swój temat.

Posługiwałam kiedyś w pewnym kościele w Ameryce Północnej, w Rhode Island. Nocowałam u katolickiego małżeństwa z tej parafii. Zapytali mnie wtedy: „Czy możemy przyprowadzić do ciebie naszą córkę?”. Miała ona 21 lat i tragiczną przeszłość. W 11. roku życia stała się buntownicza, nieposłuszna, źle się zachowywała w szkole, uciekała z domu, brała narkotyki i upijała się. Teraz strasznie bolał ją żołądek. Rodzice zabrali ją do szpitala, gdzie robiono jej badania, ale lekarze nic nie znaleźli. Wskazywało to na podłoże duchowe. Przyprowadzili ją do domu i położyli na kanapie, całą skuloną, pełną bólu. Zaczęłam jej posługiwać, wyrzucać ból w Imię Jezusa. Została uwolniona z bólu, ale przecież to nie był główny problem, źródło tej sytuacji w jej życiu. Była wypełniona nieprzebaczeniem. Potrzebowała wybaczyć rodzicom, partnerom, z którymi była, prosić Boga o przebaczenie za przekleństwa, które wyszły z jej ust przeciwko ojcu i matce. Duch Święty powiedział: „Zapytaj ją o to, co się stało, dlaczego stała się buntownicza?”. Odparła, że może powiedzieć tylko mnie, więc rodzice wyszli. Wtedy wyznała, że dziadek wykorzystywał ją seksualnie i groził, że jeśli komukolwiek o tym powie, to się zabije. Ta jedenastolatka była więc molestowana (działo się to wielokrotnie), nie mogła o tym powiedzieć rodzicom, a w dodatku żyła obciążona poczuciem winy! W momencie traumy duchy weszły w jej ciało – stąd wziął się bunt, złość, nieposłuszeństwo. Miała w sobie gniew. Wielokrotnie mówiła, że chce umrzeć. Tego dnia potrzebowała prosić Boga o przebaczenie za to, że przeklinała swoich rodziców i samą siebie, ale i oni musieli prosić Boga o przebaczenie za to, że ją przeklinali – w końcu cały czas mówili: „Jest okropna, niedobra. Co my z nią mamy? Nie ma dla niej nadziei”. Tego dnia przebaczyli sobie nawzajem. Powiedziałam jej też: „Musisz powiedzieć rodzicom, co zrobił ci dziadek. Potrzebują znać prawdę, zło musi być obnażone. To jedyny sposób, żeby teraz Bóg rozpoczął odbudowę”.

Fakty i prawda

W słowie jest wielka moc. Kiedy zostałam sama z czwórką dzieci, moją największą troską było to, żeby były zdrowe i weszły w Boży plan dla swojego życia. Co zrobiłam? Wzywałam błogosławieństwa nad ich życiem. Dziś moje dzieci idą naprzód, dzięki Bogu dobrze im się wiedzie. Jako matki i ojcowie, liderzy grup modlitewnych musimy współpracować z Duchem Świętym, podążać za Jego natchnieniami i wypowiadać to, co On chce. To kolejny powód, dla którego potrzebujemy Pisma Świętego – aby nasze serca były wypełnione, bo wiara przychodzi ze słuchania Słowa Bożego (por. Rz 10,17). Nieważne, jak ludzie wyglądają, Bóg ma wspaniały plan dla ich życia. Łatwo jest widzieć śmieci w życiu ludzi, to nie wymaga pomocy Ducha Świętego, ale Jego światło jest potrzebne, by zobaczyć w innych skarb. Bóg nie stworzył nikogo, żeby był porażką, żeby został pokonany. Pismo Święte wskazuje, że jesteśmy więcej niż zwycięzcami, bo możemy wszystko w Chrystusie, który nas umacnia. Biblia podkreśla, że jesteśmy głową – a nie ogonem, ponad – a nie poniżej. Mamy dostęp do wszystkich błogosławieństw Boga, On sam dał nam królestwo (por. Łk 12,32). Potrzebujemy mówić tak, jak mówi Bóg, wspierać się na Słowie Bożym i wierzyć Mu.

Kiedy poznałam Pana, trzy i pół roku później moje małżeństwo się rozpadło. Straciliśmy wszystko, ale już wiedziałam, że Bóg powołał mnie i namaścił, ma wizję dla mojego życia. Zrozumiałam, że ten atak nieprzyjaciela miał na celu powstrzymanie mnie. Zły będzie zawsze nacierać, ale nie musimy się bać, bo większy jest Ten, który żyje w nas, niż ten, który jest na świecie (1 J 4,4). Nieprzyjaciel już został pokonany przez Krew Jezusa. Dzięki łasce Bożej powiedziałam: „Panie, nie ma już tutaj mojego męża, wielu przyjaciół do mnie nie dzwoni, ale Ty jesteś Przyjacielem, który nigdy nie zawodzi. Jesteś mi bliższy niż brat i z tobą będę szła do przodu. Mimo że kroczę przez ciemną dolinę, nie będę się bała złego, bo Ty jesteś ze mną. Powołałeś mnie i namaściłeś, więc wkroczę w swoje przeznaczenie i wypełnię je”. Pomimo wszystkich przeciwności Bóg posłał mnie do narodów, abym głosiła Dobrą Nowinę o Jego królestwie. Duch Boga jest większy niż twój problem. Jak na to odpowiemy? Jak używamy naszego języka, kiedy przechodzimy przez trudności? Czas dorosnąć. Nie możemy pozwolić na to, żeby emocje czy okoliczności nad nami panowały. Powstajemy z pomocą Ducha Świętego i używamy języka – steru naszego życia – w dobrym celu.

Jeżeli jesteś chory i prosiłeś Boga o uzdrowienie, ludzie kładli na ciebie ręce, mimo że nadal masz symptomy, możesz dziękować za uzdrowienie, które już się zaczęło. Musimy podjąć decyzję: albo będziemy żyć faktem, albo prawdą. Fakt jest taki, że możesz być chory, ale prawda jest taka, że w ranach Jezusa jest nasze uzdrowienie. Co więc powinno wychodzić z twoich ust? Jeśli ktoś cię zapyta, jak się masz, możesz odpowiedzieć: „Jestem uzdrawiany”. Zgadzasz się z Bogiem. Prosisz Go o uzdrowienie i zgadzasz się z Nim. Może masz problem finansowy – to jest fakt. Ale jaka jest prawda? Pan jest moim pasterzem, niczego mi nie braknie. Sama podjęłam dawno temu decyzję, żeby żyć w prawdzie. Kiedy zdałam sobie sprawę z tego, jak używałam swojego języka przez większość życia aż do dnia, w którym poznałam Jezusa – narzekając, marudząc, krytykując, obgadując – żałowałam za to, nawróciłam się i prosiłam: „Boże, przemień mnie i sposób, w jaki mówię”. A On zachęcił: „Napisz o tym”. To była moja pierwsza książka.

Dzięki Ci, Panie, że możemy używać naszego języka, aby nieść życie. Bóg liczy na was, że zrealizujecie Jego plan w waszej rodzinie, synach i córkach, w grupie modlitewnej, w Polsce. Mamy mieć uszy, które słuchają głosu Bożego i oczy, które widzą, musimy postępować w wierze. Duch Święty współpracuje z nami, by pokazać Jego cel w tej sytuacji, w jakiej się znajdujemy. Jeżeli używamy języka w sposób niewłaściwy, dajemy posłuch nieprzyjacielowi. Musimy zdecydować, z kim współpracujemy.

Kto z was potrzebuje prosić Boga o przebaczenie za sposób, w jaki używał swojego języka? Podnieście ręce do Pana i powiedzcie: „Tato, dzisiaj zrozumiałem, jaką moc mam w swoim języku. Panie, przebacz mi za sposób, w jaki go używałem, aby narzekać i marudzić, krytykować, osądzać, przeklinać i kłamać. Przebacz mi rzeczy, które mówiłem o sobie i innych. Panie, wybaczam ludziom, którzy mieli nade mną autorytet, za to, że wypowiedzieli zło dla mojego życia. W Imię Jezusa, dziękuję Ci za Twoje przebaczenie i przełamuję moc tych przekleństw. Jestem głową, a nie ogonem, jestem ponad, a nie poniżej – mogę wszystko w Jezusie, który mnie umacnia. Bóg ma wspaniałe plany dla mojego życia. Dzięki Ci, Jezu, za wolność, którą teraz mi dajesz. Dziękuję Ci za Twoją miłość, Panie. Doskonała miłość usuwa lęk (1 J 4,18a). W Imię Jezusa rozkazuję wyjść z mojego życia duchom lęku, dręczenia, depresji, przygnębienia, kłamstwa i zwodzenia, nienawiści siebie i odrzucenia samego siebie. Wyrzucam was ze swojego życia, depczę was w Imię Jezusa”. Jak wielu z was powiedziało kiedykolwiek: „Nie chcę już więcej żyć, chcę umrzeć”? Jesteście dziećmi Boga, a On ma dla was wspaniałe przeznaczenie. Jeśli tak mówiliście, podnieście teraz ręce i powiedzcie: „Panie, przebacz mi, słuchałem nieprzyjaciela. Chcę żyć. Masz dla mnie wspaniały plan. Oczyść mnie Swoją Krwią. Rozkazuję teraz wyjść z mojego życia duchom śmierci, choroby i dolegliwości oraz przygnębienia. Odsyłam was przez Krew Jezusa pod Jego stopy. Chcę żyć. Panie, nie zapomniałeś o mnie. Moje imię jest wypisane na Twoich dłoniach, zawsze myślisz o mnie. Dzięki Ci, Jezu”.  

Maria Vadia

Fragment konferencji, wygłoszonej 20 września 2015 r. podczas rekolekcji "Moc uwielbienia". Całość w "Posłaniu" 4/2016