Posyłam przed tobą anioła

Drodzy bracia i siostry. Dzisiaj Kościół daje nam możliwość pochylenia się nad tajemnicą życia aniołów. Myślę, że przecież to jest nasze powołanie – być jak aniołowie w relacjach, w jakich Pan nas stawia, być jak aniołowie wobec naszych braci i sióstr. Ale w tym powołaniu jest jeszcze jeden wymiar, znacznie głębszy.

Otóż aniołowie stoją przed obliczem Bożym i oddają Mu chwałę. I takie jest nasze ostateczne powołanie – byśmy kiedyś, kiedy staniemy przed Bożym obliczem, w kręgu, który Go otacza, wielbili Jego święte Imię, śpiewając nieustannie „Chwała na wysokości”, byśmy doświadczali tej samej łaski, której oni doświadczają przez wieki, że mogą patrzeć w oblicze Boga i sycić się Jego miłością, byśmy byli nią przeniknięci. Dzisiaj ta tajemnica staje się naszym udziałem, kiedy uczestniczymy w Eucharystii – bo ona jest przedsmakiem nieba, bowiem sam Bóg na tym ołtarzu daje nam Swoje święte Ciało i Krew, byśmy mogli nakarmić się pokarmem, którego nigdzie nie da się nabyć, za który niczym nie można zapłacić, bo jest to ofiara Jego Krzyża, ofiara, którą złożył na wzgórzu Golgota. Kiedy doświadczał tego cierpienia, towarzyszyli Mu aniołowie. Byli z Nim też wtedy, kiedy opuszczał grób, ukazując, że nie ma takiego więzienia w twoim i moim życiu, nie ma takiego cierpienia, nie ma takiej depresji, nie ma takiej beznadziejnej sytuacji, z której Bóg nie może ciebie wyprowadzić, w której Bóg nie ma możliwości okazać Swojej mocy.

Aniołowie na przestrzeni wieków uświadamiali nam prawdę o mocy Bożej i o chwale Boga samego. Kiedy otworzymy księgę Pisma Świętego, już w pierwszym zwoju – Księdze Rodzaju, która opisuje stworzenie świata – jest mowa o tym, że Adam i Ewa przez grzech, przez swoje nieposłuszeństwo zostali wypędzeni z raju (nie tylko w akcie sprawiedliwości, ale w akcie wielkiego miłosierdzia, by nie mogli sięgnąć owocu z drzewa życia i nie żyć całą wieczność z poczuciem winy za odwrócenie się od Boga). Pan ustawił wtedy cherubów z ognistymi mieczami, by nie dopuścili człowieka do raju aż do momentu przyjścia Chrystusa, który zapłaci największą cenę na drzewie Krzyża, aby otworzyć raj dla ciebie i dla mnie. Jego Krzyż stał się pomostem między tym a tamtym światem, który jest tak naprawdę naszą ojczyzną. Dlatego św. Paweł pisał: „Nasza ojczyzna jest w niebie”. Ci sami aniołowie bronili dostępu do Arki Pana. Kiedy zbudowano tę skrzynię z drzewa akacjowego i powleczono ją złotem, a na zewnątrz położono nakrycie zwane przebłagalnią, dwa wizerunki cherubinów strzegły do niej dostępu, by pokazać, że Bóg jest niedostępny. Ale ten sam Bóg objawiał się Mojżeszowi i – jak mówi nam Pismo Święte – rozmawiał z nim jak z przyjacielem. Ten sam anioł Pana wyprowadził Izraela z niewoli egipskiej, nie dopuszczając do tego, by wojska faraona dopadły go i dokonały zemsty nad narodem wybranym. Ten sam anioł Pana szedł z ludem i prowadził go przez pustynię. Aniołowie Boży objawiali się Jakubowi, który nawet walczył z jednym z nich nad potokiem Jabok, wołając do Boga tak, jak ty też masz dzisiaj wołać, kiedy przychodzisz do źródła miłosierdzia: „Nie puszczę Cię, dopóki mi nie pobłogosławisz”. Ci sami aniołowie ukazywali się prorokom czy sędziom, jak Gedeonowi, który został powołany na klepisku z biedy i ubóstwa, by wyprowadzić z niewoli uciemiężony lud izraelski, niszczony przez Madianitów. Tam został wybrany i tam objawił mu się anioł.

Ci sami aniołowie na przestrzeni wieków towarzyszyli Bożemu ludowi. Wiemy, że pojawiali się na kartach Nowego Testamentu, na przykład kiedy Archanioł Gabriel stanął przed Maryją i zapowiedział, że Jej Serce stanie się domem Boga, a na świat zostanie rozlane zbawienie. Tej mocy anielskiej doświadczył też św. Piotr, który był skuty kajdanami w więzieniu. Gdy przyszedł anioł Pana, jego więzy opadły. Droga siostro i bracie, zauważ, że Kościół przyzywa dzisiaj świętych aniołów dlatego, byśmy sobie uświadomili, jak wielkie rzeczy dokonują się w czasie Eucharystii i jak wielkich rzeczy Pan Bóg chce dokonać w twoim życiu. On chce cię wyprowadzić z twojego cierpienia, z twojego zamkniętego myślenia, smutku, żalu, chce cię wywieść z tego, co nazywasz swoją niewolą, chce objawić Swoją moc i przynieść ci nadzieję, że jest życie, jest miłość prawdziwa – czego doświadczyła Maryja, czego doświadczyli Apostołowie. Aniołowie – jak mówi Apokalipsa św. Jana – są świadkami Sądu Ostatecznego i, otaczając ołtarz Boży, wielbią Imię Pana, tak jak my dzisiaj zgromadziliśmy się, by wielbić Jego Imię razem z Maryją, bo przecież jest październik, miesiąc, w którym w sposób szczególny przywołujemy Jej wstawiennictwa, Jej matczynej miłości. Ci aniołowie – Cherubini, Serafini, Trony, Panowania, Zwierzchności, Władze, Archaniołowie i Aniołowie – są na tej Eucharystii. Tak to widziała mistyczka kolumbijska, Catalina Rivas, że gdy sprawowana jest msza święta, wówczas cały kościół zamienia się w Niebieskie Jeruzalem. Nie widzimy tego, bo trzeba to zobaczyć oczami duszy. Są tutaj święci, jest Maryja, Jezus Chrystus. Są też aniołowie, którzy troszczą się o to, by nasze serca były na Niego otwarte.

Zobacz, droga siostro i drogi bracie, jaką Pan daje nam dzisiaj obietnicę – a muszę wam powiedzieć, że nie ma nikogo tak pewnego w realizowaniu obietnic, jak On. Może w swoim sercu wielokrotnie zawiodłeś się na ludzkich obietnicach, może doświadczyłeś tego, że ludzkie słowo niewiele znaczy, rzucane wielokrotnie, traci swoją wartość. Mimo tego Pan, wiedząc, że twoje serce dotykało wielokrotnie odrzucenia, osamotnienia, może poczucia zdrady, przychodzi dzisiaj, by ci dać obietnicę. Dzisiaj, tu i teraz, w to miejsce, w którym jesteś nieprzypadkowo, zostałeś zaproszony nie przez swoich znajomych – jakby ci się wydawało – ale przez Jezusa Chrystusa. Pan daje ci obietnicę: „Oto Ja posyłam anioła przed tobą, aby cię strzegł w czasie twojej drogi i doprowadził cię do miejsca, które ci wyznaczyłem. Szanuj go i bądź uważny na jego słowa” (por. Wj 23,20-21). Drodzy bracia i siostry, musimy zrobić sobie rachunek sumienia i uderzyć się w pierś, dlatego że znamy tę prostą modlitwę „Aniele Boży”, której uczyły nas w dzieciństwie nasze mamy czy babcie – a zapominamy o aniołach stróżach, których Pan Bóg nam daje. Wychodzimy z pewnego wieku i zapominamy o tej modlitwie, tym wołaniu. Jeśli jednak aniołowie nie są nam potrzebni, wtedy demony mają do nas większy dostęp. To też są anioły, ale bezwzględne, które pragną w ludzkim sercu dokonać spustoszenia. Dlatego szanuj swego anioła stróża i uważaj na to, co mówi w głębi twojego serca, bo to, co czasami czujesz i co odzywa się jako wołanie Boga, jako wezwanie do czynienia miłości i dobra, to jest słowo Pana, które przekazuje ci Jego anioł. Szanuj to słowo, nie sprzeciwiaj się mu w niczym – mówi Księga Wyjściagdyż nie przebaczy waszych przewinień, bo Imię Moje jest w nim. Jeśli będziesz wiernie słuchał jego głosu i wykonywał to wszystko, co ci polecam, będę nieprzyjacielem twoich nieprzyjaciół i będę odnosił się wrogo do odnoszących się tak do ciebie (Wj 23,21-22). Ta obietnica płynie z twojej i mojej wierności Ewangelii, obietnica, że aniołowie szańcem otoczą bogobojnych – jak mówi psalmista w Psalmie 34 – by ich strzec przed atakami złego, któremu zależy na tym, żebyś stracił nadzieję, sens życia, żebyś szukał miłości tam, gdzie jej nie ma i szczęścia tam, gdzie są tylko miraże. Zobacz, co mówi Pan ustami psalmisty: W nocy nie ulękniesz się strachu ani za dnia – lecącej strzały, ani zarazy, co idzie w mroku, ni moru, co niszczy w południe. (…) Niedola nie przystąpi do ciebie, a cios nie spotka twojego namiotu… – a wiesz, dlaczego tak się stanie? – bo swoim aniołom dał rozkaz o tobie, aby cię strzegli na wszystkich twych drogach (Ps 91,5.10). To jest obietnica Boga, obietnica Jego miłości, którą musimy na nowo w sobie odkryć – odkryć tę miłość, którą miałeś, może będąc dzieckiem (dzisiejsza Ewangelia mówi: „Jeśli nie będziecie jako dzieci…”), tę gorliwość, pragnienie, tęsknotę za Bogiem, a potem przyprószyło się to przez bolesne doświadczenia, przez trudne momenty, przez drogę śmierci, przez wejście w grzech, przez odejście kogoś, kogo kochasz. Może w twoim sercu zrodziła się myśl, którą podpowiedział demon – że Bóg cię nie kocha, że o tobie zapomniał, że się tobą brzydzi, ale to jest kłamstwo złego ducha. A Jezus – przywołując dziecko i stawiając je naprzeciwko zgromadzonych – mówi dzisiaj: Zaprawdę powiadam wam, jeśli się nie odmienicie i nie staniecie się jak dzieci, nie wejdziecie do królestwa niebieskiego (Mt 18,3).

Niektórzy z was mają już dużo lat i dużo różnorodnych, często bolesnych doświadczeń. Ale bez względu na to, jaki jest twój wiek, zobacz, co jest w twoim sercu z ufności dziecka wobec Boga? Dziecko potrzebuje ufności. Są tutaj dzieci – patrzę na te maluchy, które kładą główki na ramiona swoich rodziców, bo to jest miejsce bezpieczne, najpewniejsze. One potrzebują tego przytulenia, ciepła swoich rodziców i ich opieki. Wiedzą doskonale, że same zagubią się i są bezradne. Czy nosisz w sercu to doświadczenie i taką relację z Bogiem, że tylko w Jego ramionach możesz czuć się bezpiecznie i tylko do Jego Serca możesz się przytulić, by doświadczyć ciepła, takiego, którego nie dadzą ci ludzkie ręce, choćby najbardziej bliskie? To oznacza stanąć jak dzieci – spojrzeć na Tego, który nas stworzył, nie jako na sędziego, nie jak na kogoś, kto kroczy za tobą i szuka twoich błędów i grzechów, nie jak na tego, który nie zna cię, pozostawił cię i nie widzi twojego cierpienia, nie widzi, że się zmagasz, ale jak na Tego, który cię kocha i jest z tobą w każdym twoim doświadczeniu. Chrystus z Krzyża patrzy na ciebie i na mnie, widzi nasze cierpienie i nie brzydzi się nim, nie brzydzi się nami – bo jakże może mama brzydzić się swoim dzieckiem? Jakże może Bóg chcieć być daleko od ciebie, Ten, który pragnie wziąć nas jak najpełniej w ramiona i może stanie się to ostatecznie, kiedy tam będziemy? Teraz Bóg też chce wchodzić w twoje życie, bo wie, że twoja historia jest czasami połamana przez bolesne sytuacje, choroby, grzechy, cierpienie, które zostało ci zadane, nie chciałeś tego, a zostałeś skrzywdzony. On wie o każdej twojej niemocy i pragnie cię dzisiaj prosić, żebyś mu to oddał, byś Go do tego zaprosił, byś już się nie lękał, byś nie stał z boku i nie trzymał dystansu wobec Niego – bo jak ma podejść ten, wobec którego ma się dystans, żeby nie za blisko, nie za mocno, nie za głęboko? Jak ktoś ma podejść, jak ma przytulić, kiedy czujemy się sparaliżowani dotykiem?

Droga siostro i bracie, wejdź w głębię twojego serca i pozwól Bogu dotknąć się jak najbardziej intymnie, pozwól sobie dzisiaj poczuć się jak dziecko. Nie infantylnie, nie niedojrzale, nie dziecinnie – ale dziecięco, z zaufaniem, z radością, byś mógł mocniej doświadczyć objęcia przez Boga i Jego pocałunku na swoim czole. Doświadczyć, że On jest obok i że cię prowadzi w każdej sytuacji twojego życia. Nasz Pan jest Bogiem. Nie ma innej prawdy, którą można tak głośno wykrzyczeć. Nasz Pan jest Bogiem i daje nam Swoich aniołów, by strzegli nas na naszych drogach i zapowiada nam, że nas wyzwoli z sideł myśliwego i okryje nas piórami (por. Ps 91,3-4). Tylko stań jak dziecko i proś dzisiaj Jego anioła, by wszedł w twoje serce, w twoje życie, w twój krzyż, w twój grzech, w twoją chorobę i wyprowadził cię tak, jak przez anioła Swego wyprowadził naród z Egiptu.

ks. Artur Szymczyk

Homilia wygłoszona 2 października 2013 r. w Chełmnie, w kościele pw. Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny podczas mszy św. o uzdrowienie, zamieszczona w "Posłąniu" 6/2013