O pokusie letniości

Znam twoje czyny, że ani zimny, ani gorący nie jesteś. Obyś był zimny albo gorący! A tak, skoro jesteś letni i ani gorący, ani zimny, chcę cię wyrzucić z mych ust (Ap 3,15-16).

Te bardzo mocne Słowa Pana mogą stać się podstawą do badania stanu własnej duszy, do stawiania sobie każdego dnia pytania o miłość do Jezusa: czy płonę gorliwością, czy też upadam w pokusie letniości?

Czy podejmuję współpracę z Duchem Świętym, dając Mu się prowadzić i na nowo rozpalać każdego dnia i czy w ogóle jeszcze tego pragnę, czy też zadowalam się wygodnym, „normalnym”, przeciętnym, tak zwanym spokojnym życiem, letniością, która paraliżuje i nie pozwala wypłynąć na głębię?

Ale mam przeciw tobie to, że odstąpiłeś od twej pierwotnej miłości (Ap 2 ,4).

Letniość to choroba duszy, która grozi każdemu, także, a może zwłaszcza temu, kto kroczy już dłuższy czas za Jezusem, lecz traci pierwotną miłość i tę gorliwość w pełnieniu woli Bożej, która rozpalała jego serce u początku nawrócenia. Jak ciężka to choroba i jak bardzo rani Jezusa, ukazują poruszające słowa, które wypowiedział On do siostry Faustyny, wskazując na letniość dusz wybranych: Dusze bez miłości i poświęcenia, dusze pełne egoizmu i samolubstwa, dusze pyszne i zarozumiałe, dusze pełne przewrotności i obłudy, dusze letnie, które mają zaledwie tyle ciepła, aby się same przy życiu utrzymać. Serce moje znieść tego nie może. Wszystkie łaski moje, które codziennie na nich zlewam, spływają jak po skale. Znieść ich nie mogę, bo są ani dobrzy, ani źli (Dzienniczek 1702).

Papież Franciszek wskazuje źródło tej choroby: jeśli usuniemy ten entuzjazm, wypływający z pamięci o pierwszej miłości, to pojawia się wielkie niebezpieczeństwo dla chrześcijan: letniość. To miłość przynagla nas do gorliwości. Im bardziej miłujemy Jezusa, tym stajemy się gorliwsi w pełnieniu Jego woli, lecz jeśli zagłuszamy tę miłość troskami doczesnymi, a nawet utracimy pamięć o tym pierwszym momencie, w którym przez miłość Bożą zostaliśmy pochwyceni, łatwo zatrzymujemy się na drodze wiary, na drodze świętości i wybieramy przeciętność. Miłość Boża nie tego pragnie dla nas, byśmy jakoś żyli, lecz byśmy żyli w pełni, wzywa nas do świętości. Dlatego tak ważne jest badanie swojego serca, czy nie ulegamy pokusie letniości. Spośród różnych pokus najbardziej niebezpieczna jest pokusa letniego serca. Dlaczego? Letnie, wystudzone serce stanowi wielkie zagrożenie dla całego życia człowieka, także jego życia wiecznego. W literaturze duchowej spotykamy na ową letniość specjalne określenie – „acedia”, która jest swego rodzaju duchowym paraliżem i zaniechaniem dobra. Ktoś może początkowo być bardzo gorliwy i radykalny, ale stopniowo rezygnuje z czujności, wysiłku i wierności na rzecz przeciętnego, wygodnego, przyjemnego życia. Pokusa może przedstawiać się albo w postaci „bycia normalnym”, albo „nieprzesadzania”, albo „bycia jedynie przyzwoitym”, albo „wszystko w swoim czasie”, albo „bez nadmiernego wysiłku” (ks. Mirosław Cholewa).

Pamiętaj więc, skąd spadłeś, i nawróć się, i pierwsze czyny podejmij! (Ap 2,5)

Pamiętaj, skąd spadłeś… – Słowo Boże przynagla nas do ustawicznej wdzięczności Bogu za dar naszego ocalenia, wyrwania z niewoli grzechu, z naszej niemocy, za dar nawrócenia. Łatwo nam jednak przychodzi zapomnieć o miłosierdziu, jakiego doświadczyliśmy, o tym, kim byliśmy, żyjąc z dala od Jezusa i jak zostaliśmy zdobyci Jego Miłością.

Papież Franciszek wskazuje nam na broń, którą mamy chwycić w duchowej walce z pokusą letniości – to pamięć o otrzymanych łaskach i nadzieja: Chrześcijanin ma te dwa kryteria: pamięć i nadzieja. Przywołuje pamięć, aby nie utracić tak pięknego doświadczenia pierwszej miłości ożywiającego nadzieję. W obliczu ciemności nadzieja prowadzi w pielgrzymowaniu dalej, wierzy, bo nadzieja nie zawodzi, aby znaleźć Jezusa. Te dwa kryteria są wręcz ramami, w których możemy strzec owego zbawienia sprawiedliwych, które pochodzi od Pana.

Potrzebujemy zatem nieustannie nawrócenia. Chrześcijaństwo nie jest drogą wygodną: nie wystarczy być w Kościele i pozwalać, by mijały lata. W naszym życiu, w życiu chrześcijan pierwsze nawrócenie – ta jedyna w swoim rodzaju, niezapomniana chwila, w której dostrzega się wyraźnie wszystko, o co nas prosi Pan – jest ważne; jednak jeszcze ważniejsze i jeszcze trudniejsze są kolejne nawrócenia. Żeby ułatwić działanie łaski Bożej w tych kolejnych nawróceniach, trzeba zachować młodość ducha, wzywać Pana, umieć słuchać, odkryć, co jest nie tak, prosić o przebaczenie (J. Escriva, To Chrystus przechodzi).

Musimy też stale prosić: Przyjdź, Duchu Święty, przyjdź, na nowo rozpal mnie, wypal, co nieświęte, rozpal żar swojej miłości i wlej łaskę gorliwości! Trzeba się zdecydować. Nie jest dopuszczalne, żeby przez całe życie palić Panu Bogu świeczkę, a diabłu ogarek, jak według znanego powiedzenia robi każdy człowiek. Trzeba zgasić ogarek zapalony diabłu. Musimy spalić swoje życie, sprawiając, by całe płonęło w służbie Panu. Jeśli nasze pragnienie świętości będzie szczere, jeśli będziemy na tyle ulegli wobec Boga, aby oddać się w Jego ręce, wszystko pójdzie dobrze. On zawsze, a zwłaszcza w tym czasie, jest gotów udzielić nam swojej łaski – łaski nowego nawrócenia do poprawy naszego życia chrześcijańskiego (J. Escriva, To Chrystus przechodzi).    

Katarzyna Ciesielska

Konferencja z "Posłania" 3/2016