Uznaj swoje powołanie

Monaldo był wściekły. A wszyscy wiedzieli, że kiedy jest zły, lepiej schodzić mu z drogi. On tymczasem chodził długimi krokami po pałacowej komnacie, rozmyślając o ostatnich wydarzeniach: „No, piękne święta ta Klara rodzinie zrobiła, piękne! Ładnie ta Ortolana córkę wychowała! Taka uroda! Taka majętność! Takie szanse zamążpójścia! A ona wszystkim pogardziła i frrrr…! Żeby to jeszcze do benedyktynek, szanowany to przecie zakon… ale za tym Biedaczyną? Panna Uboga, bo Pan nasz był ubogi? Też sobie wymyśliła! A cóż ta smarkula wie o życiu… Jaka przyszłość ją czeka?…”.

Znalazłam perłę!

W Wielki Poniedziałek 1212 roku, kiedy wszyscy domownicy śpią, osiemnastoletnia Klara ucieka z domu, by udać się do Porcjunkuli, tam, gdzie przebywa św. Franciszek. Wie, że biskup zgodził się na to, żeby złożyła na jego ręce śluby zakonne. Pragnienie całkowitego oddania się Bogu rosło w niej od dawna i na próżno rodzina przedstawiała świetnych kandydatów do zamążpójścia. Jako trzynastolatka po raz pierwszy zobaczyła nauczającego Franciszka. Co musiało ją aż tak bardzo poruszyć, że postanowiła odtąd żyć w domu jak w małym klasztorze? Pochodziła z możnego rodu, zapewne słyszała o synu kupca Piotra Bernardone, który zostawił całe swoje bogactwo i chwałę, aby naśladować Chrystusa ubogiego. Być może zobaczyła bijącą od niego prawdziwą radość – której wcześniej próżno w nim było szukać? A może jej własny kuzyn, brat Rufin, opowiadał jej o bracie Franciszku, na przykład o jego spotkaniu z człowiekiem chorym na trąd – skoro jako kilkunastoletnia dziewczyna sama zaczęła pomagać ubogim i trędowatym? A może mówił o modlitwie i postach braci, o ich radykalnym naśladowaniu Ewangelii – co ją także pobudziło do gorliwości? W każdym razie Klara wie, że chce iść za Chrystusem tak, jak bracia mniejsi. Napisze później: Odkąd poznałam łaskę Jezusa Chrystusa, żaden trud nie był twardy, żadna pokuta ciężka, żadna choroba przykra. Dlatego ucieka nocą, i to nie frontowymi drzwiami, ale tymi, które bano się otwierać i używano tylko w wyjątkowej sytuacji… drzwiami, przez które wynoszono zmarłych. Jakby chciała powiedzieć: „Umarłam dla świata, żyję zaś dla Boga! Znalazłam drogocenną perłę – Chrystusa!”.

Chcemy naśladować Chrystusa

Początkowo Franciszek umieszcza młodziutką nowicjuszkę w klasztorze gościnnych benedyktynek. Tam zjawia się rodzina, w tym wuj Monaldo, który jako głowa rodu usiłuje sprowadzić ją z powrotem do domu. Klara milczy, jedną ręką wskazując wymownie swoją ostrzyżoną głowę, drugą zaś przytrzymując się ołtarza. Choć krewni próbują oderwać ją siłą, wydaje się, jakby do niego przyrosła. Po kilku dniach do Klary dołącza jej młodsza siostra, Katarzyna, po obłóczynach przyjmując nowe imię – Agnieszka. Wściekły wuj Monaldo wbiega do klasztoru, zastaje ją przy ołtarzu. Bije ją pięścią i… krzyczy z bólu. Ma wrażenie, że uderzył nie delikatną dziewczynę, ale twardy, marmurowy ołtarz, którego ta się trzyma. Wkrótce do dziewcząt dołączy trzecia rodzona siostra, Beatrycze. I jeszcze pięć innych poszukiwaczek pięknych pereł. A kiedy owdowieje – także matka Klary, Ortolana. Święty Franciszek buduje dla nich klasztor przy kościółku św. Damiana. Tam siostry, ukryte za klauzurą, wspierają działania braci mniejszych – poprzez modlitwę, pokutę, post, milczenie. Przez posłuszeństwo papieżowi obierają regułę benedyktyńską (dodatkowo w 1215 roku otrzymują „przywilej ubóstwa”), ale Klara przez ponad 40 lat uparcie będzie czekać na przyjęcie reguły życia, którą złożyła u papieża. Zgodę na obranie tej właśnie otrzyma… dwa dni przed śmiercią. Kiedy papież zwraca jej uwagę na surowość napisanych przez nią zasad, Klara odpowiada: „Proszę nas nie zwalniać z naśladowania Chrystusa”.

Bóg się zatroszczy

A Ten, którego chcą naśladować, troszczy się o Swoje małe oblubienice. Radykalne ubóstwo, które wybierają, oznacza także bezgraniczne zaufanie Bogu. I oto pewnego dnia siostry mają do jedzenia tylko pół bochenka chleba. Ale Klara mówi do siostry Cecylii, aby ta podzieliła ów skromny posiłek między towarzyszki. Siostra posłusznie kroi… a chleba nie ubywa. Starcza go na 50 porcji. Cóż można powiedzieć o takim Opiekunie? Klara pisze w liście do św. Agnieszki Praskiej: Miłość Jego przenika do głębi, rozmyślanie o Nim umacnia, łaskawość nasyca, słodycz upaja, wspomnienie oświeca, Jego zapach daje życie umarłym, chwalebne zaś Jego oglądanie napełni szczęściem wszystkich mieszkańców niebieskiego Jeruzalem, ponieważ jest ono światłem chwały wiecznej, „odblaskiem wieczystej światłości i zwierciadłem bez skazy”. Jego miłość objawia się z mocą, kiedy Saraceni napadają na Asyż. Siostry wstawiają się za miasto, Klara zaś wzdycha do Pana: „Jezu, ocal te służebnice, bo ja nie mogę”. Słyszy wówczas głos: „Ja was zawsze strzec będę”. Chwyta szkatułę, w której jest przechowywany Najświętszy Sakrament (monstrancje wówczas jeszcze nie są używane) i wychodzi z siostrami w procesji. Blask Chrystusa Ukrytego poraża wroga, który odstępuje od oblężenia. Miasto zostaje uratowane.

Rozpal ogień

Samo imię Klara znaczy „jasna”. Kiedy Ortolana była w stanie błogosławionym, w trakcie modlitwy usłyszała słowa: Nie bój się, gdyż to dziecko zabłyśnie swym życiem jaśniej niż słońce!, dlatego właśnie dała córce takie imię. Chociaż Klara żyje życiem ukrytym, ale… jej życie pociąga, szczególnie zaś dziewczęta (lub wdowy) z możnych domów. Niektóre wstępują do miejscowych klasztorów klarysek (których powstaje coraz więcej), inne starają się naśladować Chrystusa w życiu małżeńskim i rodzinnym: święta Agnieszka Praska, święta Kinga, błogosławione Salomea i Jolanta – i wiele innych. Co je porusza? Może wieść o schorowanej, przykutej do łóżka zakonnicy, która mimo cierpienia chętnie przyjmuje pokuty i posty i – jak zeznają potem współsiostry podczas procesu beatyfikacyjnego – nie opuszcza jej radość Pańska? A może słyszały o niezwykłym pożarze w Asyżu? Otóż któregoś dnia mieszkańcy miasteczka zbiegli się tłumnie, aby ratować klasztor, gdyż wydawało się im, że stoi w płomieniach. Autor Kwiatków św. Franciszka zaznacza, że kiedy jednak przybyli, ujrzeli świętego Franciszka i świętą Klarę, i tych, którzy z nimi byli, zachwyconych w rozpamiętywaniu Boga i siedzących wokół pokornego stołu. Poznali wyraźnie, że był to Boski, nie cielesny ogień, od Boga zesłany cudownie dla ukazania przedstawienia ognia miłości Boskiej, którą płonęły dusze tych świętych braci i świętych mniszek. Klara z niektórymi z owych możnych pań koresponduje, przypominając o pięknie powołania i radości z powodu wybrania Chrystusa jako Pana i Oblubieńca. W listach wyjaśnia też problemy związane z zachowaniem reguły (np. postu), przede wszystkim jednak zachęca do kontemplacji życia Jezusa, Jego Męki i Zmartwychwstania, do zachwytu nad dobrocią, pokorą i miłością Boga: całym sercem pokochaj Tego, który się cały oddał dla twej miłości. (…) Te rozważania niech rozpalają w tobie coraz mocniejszy ogień.

Uznaj swoje powołanie

Klara jako przełożona otrzymuje szczególny dar macierzyństwa duchowego. Mówiono o niej, że jakkolwiek dla siebie była wymagająca, to dla sióstr – wyjątkowo troskliwa. Ale troską jej serca są także grzesznicy, za którymi prosi, dzieci, którym wyprasza zdrowie, rozbite małżeństwa, które dzięki jej wstawiennictwu schodzą się na nowo, ubodzy i strapieni, którzy pukają do bram klasztoru, prosząc o modlitwę. Czuje się córką duchową św. Franciszka, w testamencie nazywa się jego „roślinką” – to przecież nie przypadek, że w dniu, w którym otrzymał on stygmaty na górze Alwerni, Klara zapadła na zdrowiu i przez 28 lat pozostawała przykuta do łóżka – ofiarowując cierpienie także za swojego duchowego ojca. Któregoś razu Pan w niezwykły sposób pociesza ją w tej chorobie. Otóż Klara bardzo pragnie wziąć udział w Pasterce, w której uczestniczą Franciszek i bracia, ale ze względu na stan jej zdrowia jest to niemożliwe. Rozważa więc w ciszy tajemnicę Wcielenia, mówiąc do Dzieciątka: „Jezu, ze względu na Ciebie zostałam tu sama”. A wtedy On daje jej szczególną łaskę: widzi i słyszy odprawianą mszę świętą, mimo że nie rusza się z miejsca.

Po 42 latach życia zakonnego, 11 sierpnia 1253 roku, Klara odchodzi do Pana. Leżąc na łożu śmierci, z wdzięcznością wspomina to, co Bóg uczynił w jej życiu. Mówi więc, cytując psalmistę: „Dziękuję Ci, Boże, że mnie stworzyłeś” (por. Ps 139,14a). A w swoim testamencie pisze wcześniej: Wśród różnych dobrodziejstw, które otrzymałyśmy i co dzień otrzymujemy od hojnego Dawcy, Ojca miłosierdzia (2 Kor 1,3) i za które powinnyśmy chwalebnemu Dobroczyńcy całym sercem dziękować, jest wielkie dobrodziejstwo naszego powołania; im zaś ono jest doskonalsze i większe, tym więcej jesteśmy Bogu dłużne. Dlatego Apostoł mówi: „Uznaj swoje powołanie” (por. 1 Kor 1,26). (…) Z jakąż więc troskliwością, z jakąż gorliwością ducha i ciała powinnyśmy spełniać nakazy Boga i naszego Ojca, aby przy pomocy Pana oddać Mu talent pomnożony (por. Mt 25, 15-23). Już dwa lata po jej śmierci papież ogłasza ją świętą.

Renata Czerwińska

Na podstawie: www.klaryski.pl, Urszula Rogólska, Klarowna sprawa za kratą, „Gość Bielsko-Żywiecki”, 33/2012  

Konferencja z "Posłania" 4/2013