Agrafka, czyli rzecz o małych zaniedbaniach

Nawrócenie nie jest jakimś jednym, konkretnym wydarzeniem w naszym życiu, ale nieustannym procesem, rozciągniętym na całe życie. Trzeba wciąż ponawiać i pogłębiać swoje oddanie Bogu, zbliżać się do Niego, kroczyć wytrwale do świętości, do której każdy chrześcijanin jest powołany. Znane jest prawidło, że na tej drodze ten, kto stoi – cofa się. Trzeba nam wytrwałości, wierności oraz czujności, także w odniesieniu do rzeczy małych, pozornie nieistotnych. 

Jak w maszynie 

Św. Maksymilian w konferencjach skierowanych do braci w Niepokalanowie mówił, że w życiu duchowym nie ma tak naprawdę rzeczy małych, a to ze względu na cel, który mamy osiągnąć, a jest nim zbawienie nasze, a także innych: W sprawie uświęcenia duszy trudno nazwać cośkolwiek rzeczą małą, gdyż ze względu na tak ważny cel – wszystko jest bardzo ważne. 

Porównuje on życie człowieka do maszyny składającej się z wielu części. Części są większe, mniejsze, mniej lub bardziej ważne. I wśród tych części jest mała „agrafka” zabezpieczająca śrubkę przed odkręceniem się. Rzecz to niepozorna, wręcz niezauważalna, ale jeśli wypadnie, może doprowadzić całą maszynę do katastrofy. Najpierw luzuje się ta śrubka, potem psuje się cała część, a następnie cała maszyna. 

Od małej agrafki do wielkiej katastrofy 

Tak samo jest w życiu duchowym. O. Maksymilian podaje przykłady takiej „agrafki” w życiu człowieka. Są nią małe, niewidoczne od razu zaniedbania – niedbałe wypełnienie obowiązków, niepunktualność, marnowanie czasu. Na początku pojawiają się jeszcze wyrzuty sumienia, które jednak po jakimś czasie cichną – człowiek przyzwyczaja się do tej sytuacji i coraz bardziej, niepostrzeżenie przechodzi do coraz to większych niewierności. Dla człowieka duchowego, ucznia Chrystusa jest to bardzo niebezpieczne, bo przeciwnik tylko czeka na taką sytuację, by dalej zwodzić człowieka – podsuwając fałszywe argumenty, fałszywe pocieszenia, wmawiając, że nic tak naprawdę się nie stało. I tak dusza słabnie w gorliwości, przestaje słuchać Słowa Bożego, zaniedbuje codzienną modlitwę, ulega zniechęceniu, ociąga się w służbie Bożej. W końcu staje się bardzo słaba duchowo i narażona na zwodzenie ze strony złego ducha, który zacznie ją przekonywać o tym, że droga, którą kroczy, nie ma sensu, sieje zwątpienie w opiekę Bożą, ukazuje bezsens wszelkiego wysiłku i zaangażowania religijnego, kieruje wzrok jedynie na rzeczy doczesne. Człowiek tak osłabiony, który przez własne zaniedbania odciął się od źródła łaski, nie może o własnych siłach stawić czoła tym pokusom – albo popada w stan oziębłości i marazmu, albo całkowicie może porzucić drogi Boże, powracając do starego życia. Stan takiej duszy jest nie do pozazdroszczenia. Św. Maksymilian tak opisuje dalsze postępowanie wroga naszego zbawienia: Ale na tym nie koniec. On zwabionej duszy nie pozostawi w spokoju. Później podsuwa najczarniejsze myśli, graniczące z rozpaczą – po prostu depcze po duszy. [...] Diabeł jest sprytny, bo najpierw wciąga w grzechy, a później powiada, że już nie ma przebaczenia. Brnij dalej, bo już i tak z tego nic nie będzie. W grzechu szczęścia nie ma. Pozostaje pustka, rozgoryczenie i niezadowolenie. 

O. Kolbe wyraźnie mówi, że do takich tragedii mogłoby nie dojść, gdyby w porę została zauważona ta „agrafka”, zanim było już za późno. Zdarza się, że ktoś bardzo gorliwy i świątobliwy psuje się z czasem. Dzieje się to dlatego, że nie uważał na tę agrafkę, tj. na drobne rzeczy. Przyszła większa burza i nawałnica, gmach był już podkopany i w rezultacie runął. 

Cienką czy grubą nitką... 

Innymi małymi rzeczami, które mogą zatrzymać człowieka w drodze, są niewielkie, na pozór niegroźne przywiązania. O tym w sposób obrazowy mówi św. Jan od Krzyża w Drodze na Górę Karmel. Zaznacza, że istnieją naturalne pożądania w człowieku, skłonności natury, tzw. pierwsze poruszenia, w których nie ma udziału woli i których całkowicie w tym życiu pozbyć się nie możemy. Te nie stanowią zagrożenia dla duszy, o ile nie ma na nie zgody woli. Groźne są natomiast te wszystkie pożądania, przywiązania czy nawyki, które są dobrowolne, na które dajemy przyzwolenie, którym się nie przeciwstawiamy, nie opieramy. Są one niebezpieczne, choćby były najmniejsze. Znany jest dobrze obraz ptaszka uwiązanego cienką nitką: Bo wszystko jedno, czy ptak będzie uwiązany tylko cienką nitką, czy grubą, bo i jedna, i druga go krępuje. Dopóki nie zerwie jednej czy drugiej, nie będzie mógł wzlecieć swobodny. Wprawdzie cieńszą nić łatwiej jest zerwać, lecz choćby było łatwo, dopóki jej nie zerwie, nie wzleci. 

Św. Jan pisze, że cienką nić łatwiej jest zerwać, ale to właśnie te cienkie, na pozór niedostrzegalne niteczki mogą utrzymywać człowieka w stanie, z którego bardzo trudno się wyrwać. Do małego przywiązania o wiele trudniej się przyznać, łatwiej udać, że go nie ma. Nie jest ono też aż tak bolesne i upokarzające dla człowieka, jak np. oczywisty, wyniszczający nałóg. Człowiek może ulec złudzeniu, że na tym etapie drogi jest mu właściwie dobrze, że nie bardzo chce, czy nie musi iść dalej. Może jest mu wygodnie, może boi się uczynić krok wgłąb, boi się całkowicie zaufać Jezusowi i oddać Mu ster swojego życia. Może nie chce stracić swojego życia dla Jezusa. 

Remora i karły niedoskonałości 

Bardzo ciekawie św. Jan pisze o takiej sytuacji człowieka mówiąc o remorze pożądania. Remora to mała rybka, która przyczepia się do dna okrętu. Starożytni wierzyli, że ta rybka może zatrzymać cały okręt: Jeżeli przyczepi się do okrętu, tak go obezwładnia, że ani płynąć, ani do portu przybić nie może. Jakże więc smutno jest widzieć dusze podobnym naładowanym okrętom, pełne bogactwa dzieł pobożnych, ćwiczeń duchownych, cnót i łask danych im przez Boga, które nie mają jednak odwagi wyzbyć się jakiegoś upodobania, przywiązania, czy skłonności uczuciowej, [...] nie posuwają się naprzód i nie dobijają do portu doskonałości. 

Doktor Kościoła podaje nam kolejny, jakże wyrazisty obraz, mówiąc, że dusze takie zostały wyrwane z grzechów ciężkich, nałogów, zniewoleń, ciemności, bezsensu życia itp. i doświadczywszy tego wszystkiego z rąk Bożych, nie chcą zrezygnować z drobnych, a jednak odciągających ich od Boga przywiązań. Bóg sam wyniszczył ich nieprzyjaciół, wyrwał ich z rąk gigantów, a one bratają się z karłami niedoskonałości. 

Skutek takiego postępowania jest podobny do stanu, który św. Maksymilian opisał w przypadku tych, którzy zaczynali od „małych” zaniedbań. Dusze takie nie tylko nie postępują naprzód, ale stopniowo tracą to wszystko, co często z wielkim wysiłkiem i poświęceniem zdobywały: Znam już wiele osób, którym Bóg dał łaskę postępu w wielkim oderwaniu i wolności, które jednak przez drobne przywiązania pod pokrywką jakiegoś dobra, towarzystwa, czy przyjaźni, pozbawiły się ducha i smaku Bożego, świętej samotności, radości i zamiłowania w ćwiczeniach duchowych i w końcu doszły do utraty tego wszystkiego. 

Czuwajmy 

Na koniec należałoby powrócić do słów św. Maksymiliana. Mówił on, że w sprawach duchowych tak naprawdę nie ma rzeczy małych, bo celem jest zbawienie duszy. Musimy zachować czujność i w szczerości przed Bogiem badać sumienie, uważając na te, nawet drobne, rzeczy. Trzeba się uciekać do Matki Najświętszej, żeby nie popełniać niewierności. Im dusza ma światła Bożego więcej, tym więcej widzi pyłków w sobie [...]. Na te drobne rzeczy musimy bardzo uważać [...], żeby łaska Boża przez ręce Niepokalanej szła do nas szeroką rzeką. Strzeżmy tego światła Bożej Miłości w sobie, aby nie dać się zwieść i pośród pokus tego świata nie zagubić tego, co najcenniejsze. Abyśmy poprzez naszą wierność mogli także innych prowadzić do Tego, który jest Drogą, Prawdą i Życiem. 

Tomasz Książczak

Konferencja z "Posłania" 1/2008