W szkole rozeznawania

Noga żołnierza nie wyglądała najlepiej. Była wyraźnie krótsza, no i ta stercząca kość…

- Odcinać! – zadecydował wojak.

 - Inigo, bój się Boga! Dwa razy ci nogę składano! – starszy brat, Marcin, był przerażony. – Ja bym tego nie przeżył… - westchnął.

- A ja przeżyję… No, bracie… spokojnie… A, jeszcze jedno: dajcie mi potem co do czytania, bo z nudów tu szczeznę!

W domu brata nie było zbyt wielu ksiąg, a już na pewno nie było tam romansów rycerskich, o których zapewne myślał Inigo. Bratowa Magdalena przyniosła mu Życie Chrystusa oraz Złotą legendę (żywoty świętych)…

Jak w szkole

Tak zaczyna się historia nawrócenia św. Ignacego z Loyoli. Nieustraszony wojak, obyty z dworami książęcymi (a życie dworskie do cnotliwych nie należało), staje się Bożym strategiem, szukającym większej chwały Bożej. Z ułożonych przez niego reguł rozeznawania duchowego oraz z rekolekcji zwanych Ćwiczeniami duchownymi korzystają całe pokolenia. W Opowieści Pielgrzyma – autobiografii podyktowanej po długich prośbach jednemu ze współbraci – możemy prześledzić drogę jego dojrzewania duchowego do tego, aby jak najlepiej „pomagać duszom” (ayudar las almas) i uczyć je, jak wypełnić wolę Bożą. W tym czasie Bóg obchodził się z nim podobnie jak nauczyciel w szkole z dzieckiem i pouczał go. Działo się tak zapewne z powodu tego, że umysł jego był jeszcze zbyt prosty i niewyrobiony, albo może dlatego, że nie miał nikogo, kto by go pouczył, a może też i dlatego, że otrzymał od Boga zdecydowaną wolę służenia Mu: w każdym razie było jasne i zawsze tak sądził, że Bóg traktował go w ten właśnie sposób.

Prawdziwa radość

Podczas długiej rekonwalescencji Inigo czasami przerywał lekturę i oddawał się rozmyślaniu. Potrafił przez kilka godzin dumać, na przykład o tym, jakich to bohaterskich czynów dokonałby dla pewnej damy: o środkach, których by użył, aby dostać się do miejscowości, gdzie ona mieszkała, o wierszach i słowach, w których by się do niej zwracał, wreszcie o czynach orężnych, których by dokonywał w jej służbie. To znów przychodziły mu na myśl fragmenty przeczytanej lektury, zaczynał zastanawiać się nad tym, jak mógłby naśladować świętych, np. Franciszka czy Dominika. I rozmyślał o wielu rzeczach, które wydawały mu się dobre, a zawsze miał na oku rzeczy trudne i ciężkie. A kiedy je sobie przedstawiał, wydawało mu się rzeczą łatwą wcielić je w czyn. Zauważył jednakże pewną prawidłowość: chociaż zarówno rozmyślanie o rzeczach światowych, jak i o życiu świętych, sprawiało mu przyjemność, jednak dumając o pięknej damie odczuwał w końcu znużenie, natomiast myślenie o rzeczach Bożych – nawet przerwane – pozostawiało w nim pokój i wewnętrzne zadowolenie. Stało się to źródłem refleksji na temat różnych rodzajów myśli, które przychodzą do człowieka. Powie potem: Za pomocą jakiejś przyczyny, może pocieszać duszę zarówno anioł dobry, jak zły, ale dla przeciwnych celów: anioł dobry - dla postępu duszy, ażeby wzrastała i postępowała z dobrego ku lepszemu; anioł zły dla czegoś przeciwnego, mianowicie żeby ją pociągnąć do swoich przewrotnych zamiarów i złości. (…) Jest właściwością Boga i Jego Aniołów, że w poruszeniach swoich [w duszy] dają prawdziwą radość i wesele, a usuwają wszelki smutek i zamieszanie, które wprowadza nieprzyjaciel. Jego właściwością natomiast jest walka przeciw takiej radości i pociesze duchowej przez podsuwanie pozornych racji, zawiłości i nieustannych podstępów.

Czego pragnie Duch Święty?

Inigo był coraz bardziej pociągany do zmiany życia. Wreszcie postanowił zerwać z żołnierką, z dworem, podjąć życie pokutnicze – może u kartuzów? Nie był tego pewien, w każdym razie wiedział jedno – chciał być bliżej Boga. Wyruszył z rodzinnego domu w długą wędrówkę. Jego serce było rozpalone wielkimi pragnieniami, choć nie wszystko to, co czynił, nazwalibyśmy dzisiaj roztropnym. Ignacy jednakże chętnie dzielił się swoim doświadczeniem. Podejmował na przykład wiele umartwień i pokut zewnętrznych – głównie dlatego, że tak czynili święci… Myślał też, że w ten właśnie sposób sprawi Bogu przyjemność. Nie zwracał przy tym uwagi na żadne rzeczy wewnętrzne, nie pojmował też, czym jest pokora ani miłość, ani cierpliwość, ani roztropność, która kieruje tymi cnotami i utrzymuje je we właściwej mierze. (…) A ponieważ, stosując się do mody swych czasów, zwracał dawniej wiele uwagi na pielęgnację włosów, a były one bardzo piękne, postanowił teraz pozwolić im róść zgodnie z naturą, nie czesząc ich ani nie strzygąc, ani też wcale nie nakrywając głowy zarówno w dzień, jak i w nocy. Dla tej samej racji pozwolił róść paznokciom u rąk i u nóg, ponieważ dawniej zbyt się o to troszczył. Później, w regułach rozeznawania duchów zwróci jednak uwagę na to, aby dobrze się zastanowić nad podejmowanymi decyzjami: Człowiek duchowy, któremu Bóg daje takie pocieszenie, powinien z ogromną czujnością i uwagą rozważyć i odróżnić właściwy czas takiego aktualnie trwającego pocieszenia od następnego czasu, w którym dusza jest jeszcze rozpalona i jest obdarzona dobrem i resztkami minionego pocieszenia. Często bowiem w tym drugim etapie człowiek przez swoje własne rozważania płynące ze związków i wniosków między pojęciami i sądami lub też pod wpływem dobrego lub złego ducha, formułuje postanowienia i opinie, które nie pochodzą bezpośrednio od Boga, naszego Pana. Toteż trzeba się nad nimi bardzo dobrze zastanowić, zanim się na nie przyzwoli i zanim się je wprowadzi w życie. W swoich pismach przypomni też później o roztropności. Nie chodzi mu jednak o roztropność ludzką, ale o rozeznanie tego, co jest rzeczywiście wolą Bożą, do czego prowadzi Duch Święty.

Jak dokonywać wyborów?

Ignacy przytacza też historię spotkania z pewnym Maurem. Wdał się z nim w dyskusję o Maryi. Muzułmanin nie był w stanie przyjąć prawdy o Jej dziewictwie. Przytoczył kilka argumentów, po czym… pomknął na koniu przed siebie. Żołnierska krew zawrzała w Ignacym! Czyż nie powinien pomścić zniewagi Najświętszej Panienki? Zresztą, rozstrzyganie sporów teologicznych z Saracenami w XVI-wiecznej Hiszpanii stało się już poniekąd tradycją. Wreszcie podjął decyzję: Gdy już był znużony badaniem tego, jak należałoby postąpić, nie znajdując pewności, na co się zdecydować, powziął takie postanowienie: oto pozwoli mulicy iść wolno bez cugli aż do miejsca, gdzie drogi się rozdzielały. Jeżeli mulica pójdzie drogą do wioski, odszuka Maura i zada mu cios sztyletem; jeśli zaś będzie się trzymać głównej drogi, zostawi go w spokoju. Zrobił tak, jak postanowił, a Pan nasz zrządził, że mulica trzymała się głównej drogi… Wiele lat później w Ćwiczeniach duchownych Ignacy poda zupełnie inne sposoby podejmowania dobrych decyzji, bo przecież wybór powinien się odbywać pod wpływem większego poruszenia rozumu, a nie według jakiegoś poruszenia zmysłowego. Zwróci uwagę na to, aby pamiętać, co jest celem naszego życia: oddanie chwały Bogu i zbawienie duszy. Czy więc to, co wybieram, poleciłbym komuś, kogo nie znam, ale chciałbym, aby został zbawiony? Czy swojej decyzji nie będę żałować w chwili śmierci bądź też w obliczu Sądu Ostatecznego? Czy w swoim wyborze jestem rzeczywiście wolny wewnętrznie? [Oznacza to, że] nie jestem bardziej skłonny czy przywiązany do przyjęcia danej rzeczy niż do jej odrzucenia, lub do odrzucenia raczej niż do przyjęcia. [Chodzi o to], żebym był w równowadze jak języczek u wagi, aby iść za tym, co w moim rozumieniu służy bardziej chwale i czci Boga, naszego Pana, i zbawieniu mojej duszy. (…) Miłość, która mną kieruje i która sprawia, że wybieram taką właśnie rzecz, powinna pochodzić z góry, z miłości Bożej, tak, że dokonujący wyboru [powinien] odczuwać przede wszystkim w sobie samym, że ta miłość do rzeczy wybranej, większa lub mniejsza, skierowana jest tylko i wyłącznie ku Stwórcy i Panu. Będzie też zachęcać, aby pytać Boga w modlitwie o Jego wolę.

Uważnie badać myśli

W Opowieści Pielgrzyma Ignacy dzieli się także doświadczeniem walki duchowej, związanej ze skrupułami. Oczywiście, z początku mogą być one przydatne, gdyż to w dużym stopniu oczyszcza i obmywa taką duszę, odsuwa ją bowiem od jakiegokolwiek pozoru grzechu. Jednakże nieprzyjaciel zwraca baczną uwagę na to, czy dusza jest prostacka czy delikatna. Jeżeli jest delikatna, stara się, żeby tę delikatność posunąć do krańcowości, żeby ją bardziej niepokoić i zmieszać. Mimo że do spowiedzi generalnej przygotował się bardzo dobrze, ciągle dręczyły go myśli, że nie wyznał wszystkiego bądź wyznał grzechy w zły sposób. Chociaż spowiednik zakazał mu spowiadać się z wcześniej wyznanych grzechów, chociaż wiernie trwał na modlitwie (później powie, aby w strapieniu tym bardziej wzmóc modlitwę czy też praktyki pokutne), dręczenie nie ustawało, co gorsza, pojawiły się nawet myśli samobójcze. Prosząc Boga o pomoc w tej walce, podjął także post, o którym opowiedział spowiednikowi. Przez kilka dni był wolny od tych pokus, jednakże w trzy dni po spowiedzi uderzyły one ze zdwojoną siłą. I tak jakby po nitce do kłębka przechodził jeden po drugim wszystkie swoje przeszłe grzechy i sądził, że ma obowiązek wyznać je na nowo. A pod koniec tych rozważań ogarnął go niesmak do życia, które prowadził, oraz gwałtowna chęć, aby je porzucić. I wtedy spodobało się Panu sprawić, że obudził się jakby ze snu. Rozważył, w jaki sposób był kuszony i postanowił raz jeszcze, że nie będzie powtarzał w sakramencie pojednania już raz wyznanych grzechów. Skrupuły… odeszły jak ręką odjął. Ignacy powie potem: Właściwością anioła złego jest to, że się przemienia w anioła światłości, idzie razem z duszą pobożną, a potem stawia na swoim, to znaczy podsuwa myśli dobre i święte dla takiej duszy sprawiedliwej, a potem krok po kroku stara się dojść do swego celu i wciąga duszę w swoje zakryte sidła i przewrotne zamysły. A skoro tak, musimy zwracać baczną uwagę na przebieg myśli. Jeżeli ich początek, środek i zakończenie jest dobre i jeżeli się ku dobru skłaniają, jest to znak dobrego anioła. Jeżeli jednak z przebiegu myśli, które się nasuwają, wynika ostatecznie jakieś zło, rozproszenie lub mniejsze dobro niż to, którego dusza przedtem zamierzała dokonać, albo jeśli to osłabia lub niepokoi duszę albo wprowadza w nią zamieszanie, a pozbawia jej pokoju ciszy i odpocznienia - jest to wyraźny znak, że pochodzi ona od anioła złego, nieprzyjaciela naszego postępu i zbawienia wiecznego.

Najważniejszy kwadrans

Ignacy należy do osób wiernych i wielkodusznych, mimo drobnych potknięć idzie naprzód swoją drogą ku Bogu. On w tym czasie pozwala mu głębiej wniknąć w Swoje tajemnice – czy to w dogmat o Trójcy Świętej, czy to w tajemnicę stworzenia świata - rozpala też miłością ku Eucharystii. Wreszcie, jak pisze o sobie Ignacy, kiedy (…) szedł zatopiony w swoich modlitwach, usiadł na chwilę zwrócony twarzą ku rzece, która płynęła głęboko w dole. I gdy tam tak siedział, zaczęły się otwierać oczy jego umysłu. Nie znaczy to, że oglądał jakąś wizję, ale że zrozumiał i poznał wiele rzeczy tak duchowych, jak i odnoszących się do wiary i wiedzy. A stało się to w tak wielkim świetle, że wszystko wydało mu się nowe. To, co wtedy pojął, nie da się szczegółowo wyjaśnić, choć było tego bardzo wiele. Otrzymał wtedy tak wielką jasność dla umysłu i do tego stopnia, że jeśli rozważy całe życie swoje aż do 62 roku życia i jeśli zbierze razem wszystkie pomoce otrzymane od Boga, i wszystko to, czego się nauczył, i choćby to wszystko zebrał w jedno, to i tak nie sądzi, żeby to wszystko dorównywało temu, co wtedy otrzymał w tym jednym przeżyciu. Biografowie wyjaśniają, że otrzymał wtedy pouczenie zarówno co do tajemnic wiary, jak i do tego, w jaki sposób rozeznawać duchowo i prowadzić dusze w życiu wewnętrznym – to wydarzenie stanowiło jakby zalążek przyszłych Ćwiczeń duchownych. Jedną ze szczególnych metod, jakie zostawił Ignacy, jest rachunek sumienia – nazywał go najważniejszym kwadransem. O. Józef Kozłowski SJ wyjaśnia, że ta krótka modlitwa, systematycznie praktykowana, przynosi niezwykłe owoce: Najczęściej w rachunku sumienia skupiamy uwagę na negatywnych zdarzeniach z naszego życia, tymczasem jest on poszukiwaniem, gdzie i jak objawiła się we mnie w dniu dzisiejszym Boża miłość i Jego wola. Rachunek jest badaniem odczuć i stanów duszy oraz naszych odpowiedzi na działanie Boże. Jeżeli nauczymy się w sposób właściwy prowadzić rachunek sumienia, wówczas posiądziemy znajomość rzeczy i dróg Bożych oraz będziemy postępować zgodnie z Jego wolą.

Odnaleźć Boga

Pod koniec życia Ignacy mówił o sobie: Wiele obraził Pana naszego, odkąd zaczął Mu służyć, ale nigdy nie pozwolił na grzech śmiertelny. Przeciwnie, zawsze wzrastał w pobożności, to jest w łatwości znajdowania Boga, a teraz więcej niż kiedykolwiek w swoim życiu. Za każdym razem i o każdej porze, kiedy tylko chce Boga znaleźć, znajduje Go (mistycznie zjednoczony z Bogiem, posiadał dar kontemplacji wlanej). Nieustraszony obrońca Pampeluny uczy dzisiaj, jak nie poddawać się w walce duchowej, jak rozeznawać drogi Boże. W końcu przecież człowiek został stworzony, aby Boga, naszego Pana, wielbił, okazywał Mu cześć i służył Mu - i dzięki temu zbawił duszę swoją. Inne rzeczy na powierzchni ziemi stworzone zostały dla człowieka i po to, by mu służyć pomocą w zmierzaniu do celu, dla którego został stworzony.

Renata Czerwińska

Na podstawie: św. Ignacy z Loyoli, Opowieść Pielgrzyma; tenże, Ćwiczenia duchowne; o. Józef Kozłowski SJ, Rachunek sumienia  

Konferencja z "Posłania" 2/2011