Zrozumieć, co jest wolą Pana

Baczcie więc pilnie, jak postępujecie: nie jako niemądrzy, ale jako mądrzy. Wyzyskujcie chwilę sposobną, bo dni są złe. Nie bądźcie przeto nierozsądni, lecz usiłujcie zrozumieć, co jest wolą Pana. (Ef 5,15-17) 

Człowiek, który odnalazł Boga w swoim życiu, jest wezwany do nieustannego wypełniania woli Bożej. Wydaje się to oczywiste, ale w praktyce potykamy się często o nasze wyłącznie ludzie myślenie i postrzeganie rzeczywistości. Wola Boża zdaje się nam czymś bardzo odległym, czymś, co należy odkrywać i zdobywać, zapierając się siebie. Czasami, w ważnych życiowo kwestiach jest tak w istocie, ale na co dzień wola Boża przejawia się w naszych obowiązkach stanu. Dlatego mamy z pokorą i w duchu posłuszeństwa je wypełniać, nie szczędząc naszego czasu i trudu. 

Wzorem pierwszych ewangelizatorów 

Jeśli ktoś odczytał swoje powołanie jako wezwanie do oddania swego życia Bogu w dziele Nowej Ewangelizacji, to musi patrzeć na wzór pierwszych ewangelizatorów, którzy wydali się Bogu całkowicie i chociaż tak wiele musieli wycierpieć, jednak czynili wszystko z radością. Sami bowiem wiecie, jak należy nas naśladować, bo nie wzbudzaliśmy wśród was niepokoju ani u nikogo nie jedliśmy za darmo chleba, ale pracowaliśmy w trudzie i zmęczeniu, we dnie i w nocy, aby dla nikogo z was nie być ciężarem (2 Tes 3,7-8). Tak postępował św. Paweł i wielu jego współpracowników i uczniów. Nie jesteśmy więc osamotnieni w tym, że sami musimy zarabiać na nasze potrzeby, a jednocześnie każdą wolną chwilę wyzyskiwać dla ewangelizacji. Jeśli z ufnością tak postępujemy, odrywamy się coraz bardziej od samych siebie, by tym bardziej zanurzać się w Bogu i żyć Jego sprawami. Jeśli tej ufności brakuje, to ciężko jest nam pogodzić obowiązki życiowe z ewangelizacją. Może zrodzić się w nas pokusa, aby nie angażować się tak bardzo, bo przecież mamy inne zobowiązania. A jednak ten, kto zaufa Panu, doświadcza wciąż tego niezwykłego pomnażania sił, by trudzić się jeszcze bardziej, nie czując przy tym zniechęcenia. Dlatego to nie poddajemy się zwątpieniu, chociaż bowiem niszczeje nasz człowiek zewnętrzny, to jednak ten, który jest wewnątrz, odnawia się z dnia na dzień (2 Kor 4,16) - wyznał św. Paweł. 

Wezwani do kontemplacji 

Niewielkie bowiem utrapienia nasze obecnego czasu gotują bezmiar chwały przyszłego wieku dla nas, którzy się wpatrujemy nie w to, co widzialne, lecz w to, co niewidzialne (2 Kor 4,17-18). Mamy być tymi, którzy wpatrują się w to, co niewidzialne, co nieprzemijające. Innymi słowy mamy być ludźmi kontemplującymi Oblicze Boga. To modlitwa ma być źródłem naszej siły, naszej gotowości do nieustannej służby. Wiedzmy, że z czasem zmienia się ona i od rozmyślania - które jest niezbędne na pierwszych etapach życia duchowego, kiedy to poznając Boga, bardziej przybliżamy się do Niego - przechodzi w kontemplację. Jak pisała w Księdze Fundacji św. Teresa z Avila: postęp duszy nie na tym polega, aby dużo rozmyślała, jeno na tym, by dużo miłowała. I dalej poucza, w jaki sposób mamy nabywać tę miłość: Droga do miłości jest ta, gdy dusza ma mocną i stanowczą wolę dla miłości Boga pracować i cierpieć, a skoro nadarzy się sposobność, to postanowienie swoje czynem wypełnia. 

Nie szukać własnego zadowolenia 

Oprócz pokusy, by więcej zajmować się własnymi sprawami i troskami niż ewangelizacją, grozi nam także pokusa, aby przesadnie szukać chwil wytchnienia na samotnej modlitwie, na ubogacaniu w ten sposób swego wnętrza. Św. Teresa z Avila tak opisuje postępowanie prawdziwych miłośników Boga: Jakżeby mogli używać wczasów, gdy widzą, że choć w małej cząstce mogą się przyczynić do postępu jakiej duszy, aby się pomnożyła w miłości Bożej, albo wesprzeć ją dobrą radą, albo obronić ją od grożącego jej niebezpieczeństwa? Jakże nieznośnie, wobec takiej potrzeby bliźniego, męczyłoby ich własne odpoczywanie! Serce z żalu się kraje takiemu prawdziwemu miłośnikowi na widok tylu dusz idących na zgubę; i kiedy nie może ratować ich czynem, modlitwą nieustanną błaga za nimi Pana; i tak traci rozkosz swoją i rad jest z tej utraty, bo nie zważa na własne zadowolenie, jeno na to, jak by najlepiej czynił wolę Pańską. Tak pisała wielka mistyczka, mistrzyni życia duchowego do swoich córek przebywających w klasztorach kontemplacyjnych. 

Bóg prowadzi nas drogą dla nas najlepszą 

Wielka nauka z tego płynie dla nas, którzy pozostajemy zanurzeni w świecie, a nadto jesteśmy wezwani do ewangelizacji - do szerzenia Dobrej Nowiny, do czynienia innych uczniami Jezusa. Musimy w swoim życiu połączyć kontemplację z zaangażowaniem w sprawy Kościoła. Nie możemy spędzać wielu godzin na modlitwie, bo nie mamy na to tyle czasu, ale możemy nieustannie w swoim sercu łączyć się z Bogiem, żyć dla Jego chwały i Jego sprawami. Pełniąc posłusznie wolę Bożą, stopniowo wzrastamy w świętości, nie wiedząc, kiedy przemieniamy się na wzór Jezusa, który nie przyszedł, aby Mu służono, lecz aby służyć i dać swoje życie jako okup za wielu (Mt 20,28). Poza tym, kiedy zabiegamy o sprawy Pana, On Sam troszczy się o nasze. Nie zawsze to dostrzegamy, czasem mamy inne oczekiwania. Bo myśli moje nie są myślami waszymi ani wasze drogi moimi drogami - wyrocznia Pana. Bo jak niebiosa górują nad ziemią, tak drogi moje - nad waszymi drogami i myśli moje - nad myślami waszymi (Iz 55,8-9). Bóg prowadzi nas drogą dla nas najlepszą i daje nam to, co przyczynia się do naszego uświęcenia. Powierzmy się ufnie Jego woli, a wówczas, nawet pośród cierpień, zachowamy pokój serca. 

Dagmara Krzyżanowska

Artykuł z "Posłania" 5/2010