Po stronie grzeszników

Pan Jezus powołując Mateusza – człowieka pogardzanego z racji wykonywanego zawodu celnika, czyli poborcy podatków – jasno określa Swoje spojrzenie na człowieka. Nie przyszedłem, aby powołać sprawiedliwych, ale grzeszników (Mt 9,13). Wielokrotnie zasiada do stołu z ludźmi odrzuconymi przez społeczeństwo, narażając się przez to faryzeuszom. Jezus w tym sporze staje po stronie grzeszników, bo dobrze wie, że nie potrzebują lekarza zdrowi, lecz ci, którzy się źle mają (Mt 9,12). 

I w naszych czasach nie brakuje tych, którzy również gorszą się takim postępowaniem. Może nie zawsze są świadomi, że deprecjonują Bożą pedagogikę, ale w praktyce nie zgadzają się z nią. Kiedy przyjrzymy się, kogo Pan Bóg powołuje do naszych wspólnot, do ewangelizacji, to łatwo zauważymy, że nie ma tam jedynie duchowych herosów, ale wielu ludzi słabych i niedoskonałych. Bóg jednak sprawia, że wyzwoleni z niewoli grzechu stają się uległymi dziećmi i wiernymi uczniami Mistrza z Nazaretu. Pamięć o własnej przeszłości, której bieg został cudownie zmieniony przez Bożą Opatrzność, staje się źródłem pokory i postawy dziękczynienia za otrzymane dobro. Nie jest też tak, że od razu stają się oni ludźmi doskonałymi. Często przez długie lata muszą borykać się z piętnem wyniesionych zranień, z utartymi schematami reagowania w sytuacjach dla nich trudnych, ale w tym wszystkim nie tracą ufności i służą Bogu z gorliwością. W ten sposób pośród ich słabości objawia się moc Ducha Świętego - na świadectwo dla tych, do których są posłani. Poza tym, doświadczając własnych ograniczeń, muszą nieustannie opierać się na Bogu, a nie na sobie. I tu tkwi pewna podpowiedź odnośnie zrozumienia postępowania Pana Jezusa. Powołuje On grzeszników, ludzi słabych, aby byli całkowicie zdani na Niego, by nie przypisali sobie chwały Jemu należnej. 

Problem sprawiedliwych ukazany jest dobitnie w przypowieści o synu marnotrawnym, zwanej też przypowieścią o miłosiernym ojcu. Syn, który zawsze był blisko ojca, który w niczym nie przekroczył jego prawa, w gruncie rzeczy zachowuje się jak niewolnik. Ojciec musi mu przypomnieć - przecież wszystko, co należy do niego, jest też własnością syna, czyli że jest on współdziedzicem. Odsłania przed synem swoje serce, którego on przez te wszystkie lata nie poznał. Tłumaczy mu, że należy cieszyć się tak jak on, bo jego brat, który był umarły - ożył, zagubił się, a teraz odnalazł. Takie jest serce ojca – miłosierne. Tęskni za dziećmi, które zagubiły się, wypatruje ich powrotu. Starszy syn tego nie pojął. Jest zgorszony postawą ojca, tym, że nakazał wyprawić ucztę na cześć syna, którego odzyskał. Wypomina ojcu, że ten jego syn roztrwonił jego majątek z nierządnicami (nie nazywa go bratem). Obraża się i nie chce wziąć udziału w uczcie. W jego mniemaniu ojciec jest niesprawiedliwy. 

Czyż słowa tej przypowieści straciły cokolwiek na aktualności? Jak trudno nawrócić się ludziom, którzy nie widzą, że czegoś im brakuje, którzy uważają się za doskonałych. Dobrze radzą sobie w życiu i w gruncie rzeczy są samowystarczalni. Jeśli dają coś innym, to tylko z tego, co im zbywa. Nie czują się chorzy, więc nawet nie proszą Boga o uzdrowienie. 

A zatem my, którzy doświadczyliśmy na sobie Bożego miłosierdzia, umiejmy zawsze radować się tym, co otrzymaliśmy od Ojca. Nawet, gdy odczuwamy pewien dyskomfort z tytułu naszych braków i słabości, nie upadajmy na duchu. Pamiętajmy o słowach, które usłyszał św. Paweł: Wystarczy ci mojej łaski. Moc bowiem w słabości się doskonali (2 Kor 12,9). Zostały one zapisane także dla naszego umocnienia. Bóg wie, czego nam potrzeba. W stosownym czasie otrzymamy odpowiednie łaski, by iść dalej, by móc pełnić Jego wolę. Dlatego nie próbujmy przyspieszyć pewnych zmian, które Bóg dokonuje uzdrawiając nas i formując wewnętrznie. Nie koncentrujmy się na tym i nie chciejmy osiągnąć za wszelką cenę komfortu psychicznego czy jakiejkolwiek, na sposób ludzki pojmowanej, doskonałości. Służmy Bogu wytrwale i pozwólmy Mu kształtować nasze serca według Jego miary i zamysłu. Nie gońmy za tym, co wielkie w oczach świata, ale znajdujmy upodobanie w tym, co małe. Za wzór weźmy postawę naszej Najlepszej Matki, która przez całe życie była pokorną Służebnicą Pańską i razem z Nią uwielbiajmy Boga za wielkie rzeczy, które nam uczynił.

Dagmara Krzyżanowska

Konferencja z "Posłania" 5/2007