Jezus chce wejść w twoją ciemność

Czy wszyscy przynieśli Biblię? Dziś rano i jutro będziemy dużo pracowali ze Słowem Bożym. Oby ono przemawiało do naszych serc, a nie osioł – o. Antonello. Czy wszyscy są gotowi? Otwórzmy teraz Ewangelię św. Marka i przeczytajmy:

Gdy zapadł wieczór owego dnia, rzekł do nich: „Przeprawmy się na drugą stronę”. Zostawili więc tłum, a Jego zabrali, tak jak był w łodzi. Także inne łodzie płynęły z Nim. Naraz zerwał się gwałtowny wicher. Fale biły w łódź, tak że łódź już się napełniała. On zaś spał w tyle łodzi na wezgłowiu. Zbudzili Go i powiedzieli do Niego: „Nauczycielu, nic Cię to nie obchodzi, że giniemy?”. On wstał, rozkazał wichrowi i rzekł do jeziora: „Milcz, ucisz się!”. Wicher się uspokoił i nastała głęboka cisza. Wtedy rzekł do nich: „Czemu tak bojaźliwi jesteście? Jakże wam brak wiary?”. Oni zlękli się bardzo i mówili jeden do drugiego: „Kim właściwie On jest, że nawet wicher i jezioro są Mu posłuszne?” (4, 35-41).

Bóg mówi i czyni

Zaczynamy od prawdy, która powinna być zawsze dla was oczywista, kiedy czytacie Słowo Boże. Otwórzcie Księgę Rodzaju na pierwszych słowach: Wtedy Bóg rzekł: „Niechaj się stanie światłość!” I stała się światłość (1,3). Widzicie, że już od pierwszych wersetów Pisma Świętego jawi się nam prawda, sposób, jak powinno być czytane Słowo Boże. Widzicie tam dwa czasowniki: „rzekł” i „stało się”. Zapamiętajcie to sobie na zawsze: Bóg powiedział i stało się. Kiedy Bóg mówi, rzeczy się dzieją, stają. Kiedy Bóg coś czyni, oznacza, że On mówi. Czytajcie Słowo Boże zawsze w tej dynamice: Bóg mówi i ta rzecz się dzieje; Bóg czyni i mówi. Inaczej niż my. My, istoty ludzkie, nie mamy takiej zdolności, by mówić i robić. Mogę powiedzieć do żony: „Chcę mieć z tobą trojaczki”, ale zanim one się narodzą, ile miesięcy potrzeba? Mówię jakąś piękną rzecz do mojej żony, a ona nie staje się natychmiastowo, dziecko nie pojawia się nagle, musi wzrastać przez 9 miesięcy, aby mogło się pojawić takie piękne, jak to tutaj. Widać tu różnicę między Bogiem a człowiekiem. Bóg mówi: „Niech stanie się światło” – i ono się staje. Możemy powiedzieć: „Niech teraz będzie wieczór” – ale musimy poczekać na to 9 godzin. Kiedy Jozue poprosił Boga, aby w południe słońce się zatrzymało, On go wysłuchał i tak się stało, aby wojska Izraela mogły zwyciężyć. Bóg powiedział, aby słońce się zatrzymało – i ono to zrobiło. W Medjugorie Maryja mówiąc o 10 tajemnicach powiedziała, że pojawi się tam znak, którego nic nie zakłóci, będzie cały czas widoczny. Dlaczego? Bo Bóg mówi i to się staje. Z nami tak nie jest. Jeśli zdecydujemy, że chcemy zorganizować rekolekcje, rozmawiamy między sobą, spotykamy się, ustalamy program. A dla Boga jest zupełnie inaczej. Bóg mówi i czyni, czyni i mówi. Trzeba patrzeć na wszystkie gesty osób w Piśmie Świętym, w sposób szczególny na gesty Jezusa. Kiedy On coś czyni, działa, dokonuje czegoś – to mówi i czyni tę samą rzecz, którą wypowiedział. Musi to być jasne.

Postawmy kolejny krok naprzód. Co widzimy? Patrzymy na fakt, działanie. Apostołowie są wraz z Jezusem w łodzi. Zaczęła się burza. To jest coś, co może wydarzyć się tobie, mnie, temu panu. Pewnego razu, kiedy byłem w mojej ojczyźnie na mojej przecudownej wyspie Sardynii – mówię cudowna, bo wczoraj widziałem w gazecie listę 15 najpiękniejszych miejsc na świecie, a Sardynia też się wśród nich znalazła – pływałem razem z moją siostrą, ale prąd znosił nas na głębokość i ryzykowaliśmy utonięciem. Wtedy właśnie też była burza. Opowiadam wydarzenie, które już minęło. Ale spójrzmy na sytuację, jaką przeżywa Jezus. Powiedz osobie obok ciebie: „Jezus dzisiaj chce powiedzieć coś do twego serca, słuchaj”. To bardzo ważne. Czytamy o tym i możemy powiedzieć, że to zdarzenie jest takie samo, jak każde inne – ale to nieprawda. Jezus poprzez nie chce mówić do twojego serca, chce powiedzieć Słowo, uczynić dziś coś w tobie. Będziemy analizować werset po wersecie.

On wchodzi w ciemności twojego życia

Słowo Boże mówi: Gdy zapadł wieczór owego dnia, rzekł do nich. Zobaczcie, jakie to ciekawe. W Księdze Rodzaju czytaliśmy, że Bóg powiedział i stało się. Co według was oznacza „owego dnia”? Dzisiaj. Wcześniej Jezus już dokonał pewnych rzeczy, ale dzień jeszcze się nie zakończył. Jezus już coś zrobił w ciągu dnia (możecie to przeczytać we wcześniejszych rozdziałach, zróbcie to w domu) – uzdrowił kogoś, opowiedział przypowieść o siewcy, o ziarnku gorczycy, o ziarnie. Dokonał wcześniej pewnych rzeczy, pokazał coś, a teraz dzień się kończy. I co mówi nam Słowo Boże? Ten fakt, o którym czytamy, wydarzył się wieczorem. „Wieczór” w Słowie Bożym oznacza obraz naszego życia. Nie żyjemy w świetle. Pamiętacie, co mówi św. Jan: „Słowo przyszło na świat, a ciemności Go nie rozpoznały” (por. J 1,9-11). Czytamy w Księdze Rodzaju, że Bóg powiedział: „Niech się stanie” – i to się stało. Bóg Ojciec oddzielił światło od ciemności, jest tym, który rozdziela. Ciemności są obecnością zła. Demon tworzy ciemność w naszych głowach, świat jest zagubiony w ciemnościach. To wydarzenie więc dzieje się w nocy naszego życia. Wchodzimy coraz głębiej w Słowo Boże. Pomyślcie o wszystkich cierpieniach, które przeżyliście. Jezus skończył działać cuda i powiedział: „Idźmy wieczorem”. On jest światłem, prawda? Dzień się kończy, a Jezus wchodzi w ciemności, tam, gdzie jesteśmy. To nas pociesza, bo ciężko być samemu w ciemnościach. Jeśli ktoś przysnął obok ciebie, obudź go, bo demon robi wszystko, aby nas uśpić. Skończył się dzień, nastał wieczór. Jezus mówi do Apostołów: Przeprawmy się na drugą stronę. To tłumaczenie nie jest doskonałe. Słowo Boże dosłownie mówi, że Jezus powiedział: „Idę z wami”. Powiedz razem ze mną: „W ciągu tych dwóch dni Jezus – światło – wchodzi w ciemności mojego życia”. Jezus mówi nam, mówi do mnie: „Idę z tobą”. Czy rozumiecie? Jezus jest z nami. On nie patrzy z zewnątrz, z nieba, nie żyje Swoim boskim życiem gdzieś daleko, tak jak bogowie greccy. On wchodzi w ciemności naszego życia i nam towarzyszy. Zawsze macie być tego pewni. On sam decyduje, że chce wejść do mojego życia. To jest pocieszające. Nigdy nie możecie myśleć, że Jezus oddalił się od was, nigdy. On wchodzi w ciemności naszego życia.

Jezus chce cię uwolnić

Jezus powiedział do Apostołów: Przeprawmy się na drugą stronę. Z całą pewnością pośród was są teolodzy. Co wam przypomina to zdanie? Przejście Izraela przez Morze Czerwone. Dlaczego Izraelici uciekli z Egiptu? Bo byli niewolnikami. Przechodząc przez Morze Czerwone, wyszli ze zniewolenia i weszli do wolności. Powiedz osobie, która jest obok ciebie, że przez to Słowo dzisiaj Jezus chce cię uwolnić. Czyż to nie piękne? Czy zauważacie, jak konkretne gesty Jezusa przekazują nam bogactwo życia? Jezus mówi, On sam, już nie Mojżesz. Mojżesz był osobą, która została posłana przez Boga, ale Jezus to nie ktokolwiek. On jest Synem Bożym. To Jezus mówi do ciebie: „Przejdź na drugą stronę ciemności, przezwycięż lęk”. To On sam do ciebie tak mówi, nie o. Antonello. To jest cudowne. Jezus chce wejść z tobą w dialog w twoich ciemnościach, w życiu codziennym. Czy rozumiesz? On sam mówi do ciebie: „Pójdźmy razem na drugą stronę. To Ja tobie towarzyszę”. Ze zniewolenia wchodzę do wolności. Czy wierzycie w to? Czy to jasne? Widzicie, jakie to jest bogate? Jezus chce się przeprawić na drugą stronę, a przez to wszystko mówi do nas. Nie możemy się bać – On idzie razem z nami, sam uwalnia nas ze zniewolenia i przynosi nam wolność.

On ci towarzyszy

Zostawili więc tłum, a Jego zabrali tak, jak był w łodzi. Zabrali Go, tak jak był. Co nam mówi to zdanie? To bardzo ciekawe. Zdecydowaliście dzisiaj razem z żoną i dziećmi, że jedziecie na Sardynię – 15 dni na plaży. Mąż przygotowuje malutką walizeczkę, a co robi żona? Ta walizka, żeby pójść na plażę, ta, żeby pójść na pizzę, kolejna dla dziecka, tamta na szminki i inne przybory i ten biedny mąż musi czekać 10 dni, aż ona w końcu przygotuje bagaże. Później potrzeba całego pociągu, żeby to wszystko zapakować. Jako dziecko miałem 8 rodzeństwa, była jeszcze babcia, mama i tata. Moja mama przygotowywała rzeczy na wyjazd dla wszystkich dzieci. Nie można było dostrzec samochodu spod sterty walizek. Kiedy policjanci zatrzymywali tatę, patrzyli do samochodu, widzieli 11 osób i mówili: „Dobra, jedźcie, jedźcie”. To naprawdę było coś przeogromnego, robiło wrażenie. Trzeba było 5,6 dni, żeby wszystko przygotować. A każde z nas, dzieci, chciało wziąć ze sobą przyjaciela, więc jechała za nami kolejka 10-12 samochodów. Wyobraźcie sobie to zamieszanie. A co widzimy w Słowie Bożym? Zabrali Jezusa, tak jak był. Bez niczego. On się spieszy, aby wejść do naszego życia, pragnie wejść do niego. Nie trzeba przygotowywać wielu walizek.

To niesamowite doświadczenie przeżywają nasi misjonarze. Każdego roku, przede wszystkim w czasie formacyjnym, wyjeżdżają na 7-10 dni tak jak stoją ubrani, ze Słowem Bożym. Nie mają żadnych pieniędzy i idą, aby ewangelizować, ufając w opatrzność Bożą. Nasi misjonarze pojechali tego lata do Warszawy. Spotkali tam księży dobrych i takich sobie, którzy nie pozwalali nawet skorzystać z łazienki. Spali na ulicach. Zobaczcie, jak Słowo Boże mówi poprzez rzeczy codzienne. Przyjaciel z Warszawy zaprowadził ich do pewnego ważnego kościoła w stolicy, mówiąc: „Ten ksiądz na pewno was przyjmie”. Jednak kiedy przyjechali tam, ksiądz chyba chciał nimi wstrząsnąć i powiedział: „tak to się nie robi, idźcie pracować, zamiast siedzieć na ulicy i spać z bezdomnymi, wstydźcie się”. Przyjaciel naszych misjonarzy był zdziwiony, a w końcu zaprowadził ich do swojej parafii. Uprzedzał, że proboszcz nie jest święty, mówi się o nim dużo złych rzeczy: „Z pewnością was nie przyjmie, bo jest straszny, myśli tylko o pieniądzach”. Kiedy jednak poszli z nim porozmawiać, zaprowadził ich na drugą stronę ulicy, do hotelu, każdy spał w osobnym pokoju, zapłacił za wszystko – za kolację, kawę, śniadanie i dał im pieniądze na bilety do Szczecina. Kiedy zapytali tego księdza o imię, aby mogli podziękować Bogu, odpowiedział: „Pamiętajcie o nieznanym księdzu”. Ciekawe, prawda? Mamy w głowie osądy, oceny. Ile razy mówimy źle o jakimś księdzu, a nie wiemy, jak wyglądało jego życie, jak wiele wycierpiał. Na koniec niedzieli, po ostatniej mszy, wracasz z mężem i dziećmi na wspólną kolację, spotykacie się z rodzicami, a proboszcz bardzo często zostaje sam. O ósmej wieczorem po pracy przez całą niedzielę zostaje sam. Co będzie robić, jeśli nie jest mocny? Musimy uważać, aby nie oceniać.

Apostołowie zabrali Jezusa, tak jak był. Dlaczego? Zazwyczaj, kiedy mowa jest o Jezusie, używa się określeń: Bóg Wszechmogący, Ten, który nas zbawił, który wylewa Krew ze Swego Serca, który otworzył bramy nieba, który zasiada po prawicy Boga Ojca i będzie sądził każdego z nas. Jezus jednak nie chce być ukazywany tak, jak to mamy ułożone w głowie. Chce być jednym z nas, takim jaki każdy z was jest, w codzienności. Czy rozumiecie? Wielokrotnie mamy ideę Jezusa, która jest prawdziwa, ale On nie chciał ukazać się taki. Apostołowie zabrali Go, tak jak był, bez dziesięciu walizek. Takiego, jakim każdy z nas jest. On stał się obecnym w naszym życiu, w prostocie każdego z nas. Zobaczcie Go właśnie tak, jak towarzyszy wam we wszystkich momentach, kiedy przygotowujecie barszcz, gotujecie ziemniaki, szynkę, pomidory – właśnie tak, zjednoczonego z wami.

Jesteśmy zanurzeni w burzy

Jego zabrali (…) w łodzi. Także inne łodzie płynęły z Nim. „Łódź” w Słowie Bożym to Kościół i życie każdego z nas, w codzienności, w domu, w rodzinie – w twojej łodzi, tam, gdzie płyniesz w nocy życia. On wchodzi do łodzi, chce tam wejść, do twojej łodzi, twego Kościoła, chce wejść razem z tobą. Trzeba otworzyć drzwi domu i uwierzyć, że Jezus jest razem z tobą. Co dzieje się dalej? Nagle zerwał się gwałtowny wicher, fale biły w łódź, tak że się prawie zanurzała. Ach, Panie Jezu! Coś strasznego! Straszny jest ten Jezus! Po całym przepracowanym dniu wchodzi do łodzi, aby przeprawić się na drugą stronę, aby szukać wolności i co się dzieje? Zaczyna się burza. Nie, to za dużo. Ale zadam wam pytanie: czy w ciemnościach waszego życia nie przeżywacie burz? Ile tych burz… Telefon dzwoni, a ty, mężu, mówisz do swojej żony: „Dzwoni jakaś pani, która mówi, że jest twoją matką”. Teściowa – o, jaka gwałtowna burza. Nie tylko my żyjemy w ciemnościach. Jesteśmy w Polsce, ale Ukraina jest tak blisko. Wystarczy jedna bomba, która doleci tutaj. W Izraelu w tych dniach zginęło ponad 200 osób, 1/3 z nich to dzieci. Dlaczego? Bo z drugiej strony toczy się walka z Hamasem. Ciemności życia. Pewnego razu piłem rano kawę i barista spytał: „Chce pan przeczytać dziennik? Co za wiadomości – kto kogo zabił, wojna, wirus ebola, bieda, dzieci, które umierają z głodu i pragnienia…”. Rzeczywiście, możemy powiedzieć, że jesteśmy otoczeni przez ciemności, ale co się w nich dzieje? Aby nas pocieszyć, wydarza się burza. Nie, to za dużo! Mój syn ma złych przyjaciół. Ryzykuję utratę pracy. W tym czasie nie widzę się z moją żoną – burza. Lekarz powiedział mi, że moje dziecko ma prawdopodobnie raka. Nauczycielka w szkole syna mówi, że on bije inne dzieci. Dowiadujesz się, że osoba, z którą pracujesz, kopie pod tobą dołki, bo chce zająć twoje stanowisko. Idziesz po jakiś dokument do urzędu miasta i spotykasz tam jakąś straszną urzędniczkę, która sprawia, że musisz wracać kilka dni, by załatwić jedną sprawę. Jest tak czy nie? Dlatego wielokrotnie widzimy chrześcijan, którzy na mszy wydają się być jak zombie, martwi. Idziesz na mszę świętą, aby odnaleźć troszeczkę spokoju, a ksiądz w kazaniu zmywa ci głowę: „Musimy naprawić dach kościoła, wyciągnijcie pieniądze, które macie”. Wszyscy chcą pieniędzy. Urząd, rząd, księża, a my zostajemy z niczym. Burza. To okropne. Co się wtedy dzieje? Jesteśmy zanurzeni w burzy. Kto wie, być może wielu z was przeżywa to cierpienie i nie wytrzymuje już dłużej. Chciałoby krzyczeć przeciwko Bogu. Później ten ksiądz, zamiast powiedzieć, że jestem święty, powie, że żyję w ciemnościach, w tej wspólnocie, która jest cała czarna.

Co się dzieje w burzy?

Co się takiego dzieje w tej burzy, w której żyjemy? Z jednej strony – Apostołowie zdesperowani, wylewający wodę, która wlewa się do łodzi, a z drugiej – Jezus, który co robi? Śpi. Gdzie? Na wezgłowiu. Łódź w środku burzy, coś strasznego, a On śpi. Co chce nam przez to powiedzieć Słowo Boże? Zawsze mamy być prawdziwi pośród innych, między sobą, nie możemy być kłamcami. Zawsze w ciemności, burzy, w walce w naszym życiu, kiedy wydaje się, że nic nie wychodzi – i rzeczywiście nie wychodzi – krzyczę, płaczę, narzekam, mówię źle o innych, robię wszystko, aby móc rozwiązać ten problem – a z drugiej strony krzyczę przeciwko Jezusowi, który śpi. „Nie, Jezus nic nie rozumie z mojego życia. Cierpię, a On spokojnie sobie śpi. Cierpię, idę na mszę, aby prosić o jakąś łaskę, żeby biskup mnie odesłał z tej parafii, i nic. Jezus mnie nie słucha”. Powiedzcie mi, czy to nie jest prawda, że zawsze tak działamy? Mówimy, że mamy wiarę, ale co się dzieje? Nie jesteśmy spokojni jak dzieci, ale przeciwnie – ciągle narzekamy, lamentujemy. Moja żona przynosi mi szklankę wody wypełnioną do połowy: „Ach, mogłaś nalać więcej”. Przynosi pełną szklankę: „Jaka pełna, nie dam rady tego wypić”. Jakiś ksiądz odprawia mszę w pół godziny: „O, jaki ten ksiądz jest szybki”. Drugi odprawia 35 minut – „No, ten to w ogóle nie kończy tej mszy”. Nic nie wychodzi. Cały czas muszę narzekać i moje serce staje się z kamienia. Nigdy nie jest szczęśliwe. „Och, znalazłem dziewczynę, ale chciałbym, żeby była troszkę wyższa”. Inny by wolał niższą albo żeby nie miała tłuszczyku po bokach. Dziewczyna z kolei mówi: „A mój chłopak to ma brzuch. Wolałabym, żeby był jak James Bond”. Zawsze narzekam na wszystko, w końcu jestem zły, wstaję z gniewem.

Czego tak naprawdę się boimy?

Teraz przyszedł najważniejszy moment. Proszę was o uwagę. Tutaj jest klucz do fragmentu, który czytamy. Uważajcie, bo jeśli Bóg da nam łaskę, byśmy zrozumieli, to, o czym On mówi poprzez ten fragment, wyjdziemy stąd dzisiaj przemienieni. Mamy dwa rożne spojrzenia na sytuację: z jednej strony Apostołowie, którzy krzyczą do Jezusa. Powtórzymy wspólnie: Nauczycielu, nic Cię to nie obchodzi, że giniemy?. Powtórz to jako modlitwę. Ilu z was w życiu użyło tego wyrażenia? Podnieście ręce. Ja – wielokrotnie. A kto nie podniósł ręki, ten kłamie. Zawsze mówimy Jezusowi: „Jezu, rozumiesz czy mnie nie słuchasz? Już tyle razy prosiłam cię o cudownego męża, ale jeszcze go nie spotkałam albo dałeś mi takiego z brzuchem”. „Jezu, czy nie zauważasz, że gubię się w życiu? Nie wytrzymuję”. Z drugiej strony – Jezus śpi. Powiesz natychmiast: „Gubię się, nie jestem w stanie zmierzyć się z trudnościami, nie wiem, co zrobić, żeby rozwiązać dany problem, a Jezus mnie nie słucha, tylko śpi”. Ale zobaczmy, gdzie śpi Jezus? Na wezgłowiu, czyli na przedzie łodzi. W trakcie burzy. Czy to bezpieczne miejsce w trakcie burzy? Najbardziej niebezpieczne. Dlaczego? Bo tam wlewa się woda. Kto będzie pierwszy zamoczony? Ta osoba, która jest na przedzie łodzi. A co robi Jezus? Śpi właśnie tam. Dlaczego? Czy to oznacza, że nie obchodzi Go wcale moje życie? Czy nie obchodzi Go, że umieramy w trakcie burzy? Gdybym był na Jego miejscu, to bym się martwił. Jeśli ty, mamo, masz dziecko, które się topi, co robisz? Od razu rzucasz się do wody, żeby je uratować czy leżysz na plaży, opalając się? A Jezus śpi spokojnie. Ja się topię, ja umieram – a On spokojny! Wydaje się, że wszystko umiera na świecie, sam papież powiedział, że jesteśmy w trakcie III wojny światowej. Chrześcijanie są prześladowani i zabijani, choćby w Iraku czy w Syrii. Przez wieki muzułmanie żyli tam w pokoju wraz z chrześcijanami, a teraz przyszli fanatycy i porywają kobiety, dzieci – a Jezus śpi. Gdzie jest ten Bóg, dlaczego czegoś nie zrobi? Dlaczego nie działa? Dlaczego tego nie rozwiąże? Tak jak zauważasz, doszliśmy teraz do klucza tego tematu. Jeśli zrozumiemy, co się dzieje, nasze życie się otworzy. Krzyczymy do Jezusa: „Czy nie masz litości nad tym, że umieramy?”. Dlaczego? Bo się boimy. Czego? Czego się boją Apostołowie? Człowiek w głębi swojego serca boi się śmierci. Robi wszystko, aby się przed nią obronić. Wystarczy najmniejsza rzecz, która dzieje się w życiu, jeśli uważa, że w tym umiera – to nie jest tylko kwestia śmierci fizycznej. Czy rozumiecie? Jaki jest problem człowieka, najbardziej prawdziwy? To, że zawsze stoimy w obliczu śmierci – fizycznej, psychicznej, duchowej, choć nie zdajemy sobie z tego sprawy. Jeśli jestem osądzana przez przyjaciółkę, to moja psychika mówi, że ta osoba chce mnie zabić. Czuję, że mój mąż mnie zdradza – i umieram w sobie: on chce mnie zabić. Moje dziecko ma raka albo inną chorobę – życie chce zabić to, co zrodziłem. Praca nie wychodzi – chce mnie zabić, nie mam przyszłości. Biskup przychodzi i mówi: „Jutro jedziesz do innej parafii, prostej, biednej. Nie ma tam kościoła, tylko malutka kapliczka, nawet nie ma domu parafialnego. Nie będziesz miał wypłaty”. Wychodzisz od biskupa i myślisz, że chciałbyś go zabić. Dlaczego? Bo on prowadzi cię do śmierci. W tej parafii byłeś pewny siebie, miałeś wszystko, a teraz prosi cię, żebyś pojechał do miejsca, którego nie znasz. To śmierć. Nieustannie żyjemy w lęku przed śmiercią.

Co robi Jezus w trakcie burzy?

Co dzieje się na przedzie łodzi? Jezus śpi. W Słowie Bożym sen i spanie oznacza śmierć. Co robi Jezus wobec tych trudności? Budzi się ze śmierci, więc zmartwychwstaje. Czy rozumiecie, jaką On daje nam odpowiedź? Potrzeba, byś nigdy więcej nie myślał o sobie samym, bo jeśli będziesz myśleć jedynie o własnej śmierci i skupiać się na lęku przed nią, nigdy nie spełnisz się jako osoba. Trzeba zrobić tak jak Jezus – być ukrzyżowanym przez gwoździe, koronę cierniową, mieć przebite serce, trzeba być gotowym, aby być pochowanym w naszym „ja”, w naszym egoizmie, w naszej pysze, w naszej chęci, by przeżywać życie tak, jak chcemy. Mamy umrzeć w naszym myśleniu, pomysłach. Kochani, musimy umrzeć wobec błędnej wizji chrześcijaństwa. Mamy być jak Jezus. Stracić swoje „ja”, umrzeć w swoim ego, aby kochać. „Dlaczego się boisz, człowieku małej wiary? Wszedłem do łodzi razem z tobą, w każdej chwili jestem z wami, nigdy was nie zostawiam. Macie zrobić tak jak Ja – umrzeć w swoim »ja«. Macie jedynie kochać, być gotowi oddać swoje życie za innych. To jedyna droga. Miej wiarę. Ja jestem z wami w tej burzy, w ciemnościach, w trudnościach. Pozwalam na wszystko, nawet na błędy i grzechy, bo ostatecznie zrozumiecie, że zwyciężacie nie poprzez wasze siły, ale poprzez umieranie w swoim »ja«, w swoich zamierzeniach, w swoich ludzkich marzeniach. Zostaw wszystko, zawierz się. Umrzyj razem ze Mną. Wejdź do grobu razem ze Mną, wejdź do mojej pokory. Ja, który jestem Bogiem wszechmogącym, który stworzyłem wszystko, zasnąłem i umarłem”. Pamiętajcie, im bardziej będę tupać, by przekonać innych, im bardziej będę walczyć, by zdobyć to, co jest dla mnie dobre, im bardziej będę zmierzać się ze wszystkimi problemami tylko moim umysłem, rozumem, tym bardziej podążam za szatanem. Szatan stale popycha cię do tego i potwierdza, że ty masz rację, ty posiadasz prawdę, a wszyscy inni się mylą. To jest droga szatana. To jest droga, która mówi ci: „Jesteś większy od Boga”. A jak odpowiada Bóg? Mówi ci: „Pójdź i umrzyj razem ze Mną na krzyżu. Pokorny, tracąc wszystko. Ja pokonuję ciemności w tym śnie śmierci. To jedyny sposób, aby zyskać życie”. Kochani, nie ma innego rozwiązania. W momencie, kiedy tupiesz nogami, bo chcesz mieć rację, dzieje się podobna sytuacja, jak w raju, kiedy szatan mówił Ewie: „Będziesz jak Bóg”. Zawsze kusi nas, aby stać się bogiem, rządzić sobą samym, rodziną, wszystkimi. A co mówi Jezus? Nie mówi, ale śpi. Jest ukrzyżowany. Nie odpowiada, ale pokazuje, że w burzy masz jedynie lęk, bo czujesz, że umierasz w swoich sprawach. W burzy każdego dnia Jezus ucina cały twój egoizm, pychę. Odkrywasz, że jesteś nędzny, że sprawy nie dzieją się tak, jak tego chcesz. Walczysz jeszcze bardziej, wstajesz ze złością i nie rozumiesz, że dzień po dniu, kiedy postępujesz w ten sposób, złoszcząc się na burzę, chcąc ją jakoś rozwiązać, twoje serce staje się sercem z kamienia i zaczyna nienawidzić wszystkich aż po znienawidzenie Boga. Wtedy zwycięża szatan. Zdajesz sobie sprawę, że nie dajesz sobie rady z własną nerwowością. Tutaj pomaga zły duch. Co natomiast robi Jezus? Pokazuje drogę pokory. On jest Bogiem, ale śpi, chce być pogrzebany, aby móc później powiedzieć do wód: „Zamilknijcie! Milcz, ucisz się!”. Ucisz się, uspokój. Jeśli wejdziesz w logikę Jezusa, sam Jezus powie do twoich burz: „Uciszcie się, uspokójcie”.

To piękne słuchać Słowa Bożego, tak bardzo jest głębokie. Jezus nie mówi niczego bez wykonania tego, ani nie wykonuje bez powiedzenia. Zawsze, kiedy czytacie jakiś fragment Pisma Świętego, krótszy czy dłuższy, macie wejść w Słowo Boże. Trzeba odkryć, co ono mówi i później, żeby wydało owoc, należy zastanowić się, jak mogę nim żyć. Bo jeśli nie, pozostanie tylko na poziomie intelektu i nie wyda owocu. Powinniśmy zawsze wcielać je w nasze życie. Jak żyję? Czy tak, jak Apostołowie? Co to znaczy? Co innego proponuje mi Jezus? Trzeba, żeby On mógł działać w twoim życiu, abyś mógł wzrastać duchowo. Mamy żyć tym, co medytujemy. To jest fundamentalne, to jedyna droga, aby wejść w głębię Słowa Bożego.

On już zmartwychwstał

W oryginale greckim i aramejskim – św. Marek pisał po grecku – Słowo Boże mówi, że Jezus był na przedzie łodzi. To znaczy, że On jest na przedzie wszystkich trudności. Ważne, żeby to zrozumieć. To jest fundamentalne. Wiemy, że nie jest łatwo, bo nie doświadczamy tego, a Słowo Boże mówi: „Nie bójcie się”. Jeśli spojrzycie na Księgę Rodzaju, to jest tam kilka słów – kluczy, które są częścią naszego życia. Po pierwsze: „schowałem się”. Zawsze ukrywam się przed prawdą. Drugie: „odkryłem, że byłem nagi i ukryłem się” – nie chcę być widziany, odkryty takim, jakim rzeczywiście jestem. „Bałem się ciebie” – chcemy czy nie, żyjemy w lęku przed śmiercią – ale i przed życiem – który jest bardzo głęboki. Bronimy się przed nim na wszelkie sposoby. Dlatego Jezus przychodzi do twojego życia, to Jego rewolucja. O tym mówi On w Ewangelii: „Nie bój się, Ja jestem z tobą”. To jest rzecz niesamowita. To łaska, której Jezus może udzielić, ale to również poszukiwanie, którego mamy dokonać. Nie możemy się bać, bo Jezus zwyciężył śmierć Swoim zmartwychwstaniem. On mówi nam, że to, czego najbardziej się boimy, czyli śmierć, już przezwyciężył. Zmartwychwstał. To jest nasza trudność. I co robi Bóg, skoro mamy na sobie ogromny ciężar grzechu pierworodnego, jak szatę, która na nas spoczywa, boimy się samych siebie, innych, przeżywamy strach przed różnymi rzeczami? We fragmencie, który czytamy, pokazuje, że idzie wbrew naturze. Dlaczego? Bo On jest jej stworzycielem, On czyni nas dziećmi Bożymi, synami i córkami: „Nie bój się. Ja zwyciężyłem”. A co robi życie? A co się dzieje w miarę, jak idziemy naprzód – nie tylko poprzez głoszenie, przez spotkania, ale przekładając na praktykę to, co mówi i pokazuje nam Jezus? Pamiętacie ten moment, kiedy Jakub widział drabinę i aniołów, schodzących po niej i wchodzących? To jest właśnie nasze życie.

Co jest kluczem?

Posłuchajcie tego dobrze: nie zauważamy, jaka jest wielkość Boga, że On posługuje się wydarzeniami z codzienności, używa twoich błędów, grzechów, nawet działania szatana, abyś mógł wchodzić na kolejne stopnie, aby móc cię doprowadzić do nieba. Pytam cię, mamo, czy dałabyś nóż swojemu dziecku, aby się zabiło? Więc jak możesz myśleć, że Bóg, patrząc na to dziecko, mógłby go nie kochać? Co robi Bóg Ojciec? Posługuje się sytuacjami z twojego życia, złymi i szczęśliwymi, bo cię kocha. Chce od ciebie jedynie tego, żebyś doszedł do nieba. Tylko tego. To musi być jasne dla nas wszystkich. To nie jest łatwe, bo jesteśmy uwięzieni w lęku. Bóg ciebie kocha, Bóg Ojciec cię kocha i posługuje się twoim grzechem, nawet jeśli jest ciężki, aby móc cię doprowadzić do świętości. Jaki jest błąd? Że mając grzech obwiniam się: nie jestem godzien, aby być z Bogiem, ach, tak wiele razy grzeszyłem, więc nic nie zyskam. Jezus wziął na siebie wszystkie moje grzechy. Umarł. Co to znaczy? Twoja przeszłość już dłużej nie istnieje. Kiedy człowiek umiera, nie istnieje więcej. Czy rozumiesz? Jezus pozwala, abyś umarł. Pozwala, byś była skończona. Pozwala, byś zapłakał gorzkimi łzami, byś krzyczał do Boga, że nie kocha cię już więcej. Dlaczego? Bo chce, byś umarł w twoim ego, w twojej pysze, w twoim przekonaniu, że to ty zdobywasz niebo. Jeśli będę wykonywać dużo praktyk, post, umartwienia, jeśli będę miał wzrok zawsze spuszczony, nie będę na nikogo patrzeć, bo jestem tylko Jezusa, nie będę przeżywać pokus, będę świętą siostrą, a jeśli przez przypadek będę mówić o dwie minuty za dużo, to pójdę się wyspowiadać u przełożonej… Co robisz? To są praktyki. One prowadzą cię do pychy. Przełożona powiedziała do s. Faustyny: „Teraz będziesz jadła wszystko to, co jedzą pozostałe siostry”. Była posłuszna i jadła. Później poszła przed tabernakulum i przeprosiła Jezusa – bo On wcześniej prosił ją o post o chlebie i wodzie. „Przełożona powiedziała, żebym jadła, więc tak zrobiłam. A mówiłeś mi, że mam być posłuszna przełożonej”. A Jezus spojrzał na nią, uśmiechnął się do niej i powiedział: „Bardziej mi się podoba, że jesteś posłuszna przełożonej, niż gdybyś pościła przez 40 dni”. Rozumiesz? Dlaczego tak? Możesz powiedzieć: nic już więcej nie rozumiem. Dlaczego? Bo Jezus powiedział: „Jeśli to możliwe, oddal ode Mnie ten kielich goryczy, ale niech stanie się Twoja wola, Ojcze, nie Moja”. Rozumiecie, co jest kluczem? To niesłuchanie własnej głowy. Mamy zrozumieć raz na zawsze, że ta głowa została dotknięta przez grzech pierworodny i nasza inteligencja jest zepsuta. Co robi Jezus? Umiera w Swoim myśleniu i słucha Boga Ojca. Umiera na krzyżu. Jaki jest tego owoc? Zmartwychwstanie. Dlaczego? Bo myśli ludzkie nie są myślami Bożymi. Czy rozumiesz?  

o. Antonello Cadeddu 

Konferencja wygłoszona 30 sierpnia 2014 r. podczas rekolekcji w Toruniu, opublikowana w "Posłaniu" 5/2014