Wolni od ducha niemego

Jezus wyrzucał złego ducha [u tego], który był niemy. A gdy zły duch wyszedł, niemy zaczął mówić i tłumy były zdumione (Łk 11,14).  

Kiedy Bóg mówi, nie gardź Jego Słowem. To wszyscy wspólnie przed chwilą wyśpiewaliśmy w psalmie responsoryjnym, który towarzyszy dzisiejszej Liturgii Słowa (zob. Jr 7,23-28; Ps 95; Łk 11,14-23). Więc to wszystko, co Pan dzisiaj mówi, nie powinno spotkać się z naszą pogardą ani nieuwagą – nie  gardźmy Jego Słowem. A Słowo, z którym Pan dzisiaj do nas przychodzi, jest bardzo mocne, bowiem mówi On o uzdrowieniu.

To odpowiedź na pragnienie serca, które zgromadziło nas w tej świątyni. Przyszliśmy tu, prosząc Pana o uzdrowienie, a On o tym mówi. Już teraz  daje odpowiedź, czego chce ci udzielić, z jaką łaską chce dziś przybyć, w jaką łaskę chce cię wyposażyć.To też potwierdzenie tego, że Jezus nieustannie działa w Swoim Kościele, że żyje. Wielbimy Imię Boga, który żyje, który ma moc, który palcem Bożym wyrzuca złe  duchy. Nawet, kiedy fizycznie Go nie ma, jest obecny w nas przez Ducha Świętego i poprzez Niego działa w Swoim Kościele. To też jest znak, że Pan jest obecny pośród nas.

Dzisiejsza Ewangelia mówi, że Jezus wyrzucał złego ducha, który był niemy, a gdy on wyszedł, niemy zaczął mówić i tłumy były zdumione. Stary Testament każdą chorobę fizyczną łączył bezpośrednio z oddziaływaniem złego ducha, stąd też ów chory był postrzegany jako ten, który jest nękany przez niego. Ewangelia nie podaje nam żadnych konkretnych informacji o tym człowieku: możemy wywnioskować, że był mężczyzną, ale nie wiemy, ile miał lat, od kiedy cierpiał, co to był za rodzaj złego ducha, który powodował, że był niemy. Nie potrafimy wyciągnąć  istotnych informacji o tym człowieku. Podobnie jest tutaj: wielu z nas nie zna się nawzajem. To może być historia na dzisiaj, którą Pan chce opowiedzieć o tobie i o mnie - może ona dotyczyć każdego z nas. Wszyscy nieraz doświadczamy zamknięcia, które nie pozwala  mówić. Każdy z nas przeżywa czasem zablokowanie, które czyni go niemym.

Ta choroba, o której mówi dzisiaj Ewangelia, miałaby zapewne dwa poziomy. Z jednej strony była to choroba fizyczna - ten człowiek był niemową. A  jeśli był niemową, nie był w stanie poprzez słowo  nawiązać relacji z drugim człowiekiem, nie mógł wyrazić tego, co nosił w głębi serca. Kiedy próbował, jego usta nie wydobywały żadnego artykułowanego dźwięku. Nie mógł podzielić się z innymi przeżyciami, nie mógł także powiedzieć niczego, co by zbudowało drugą osobę ani wyrazić swojego żalu. Całym ciałem krzyczał, cierpiąc, przeżywając swój wewnętrzny ból.

Ale ta choroba może mieć także wymiar duchowy. On nie mógł chwalić Boga. Naszym powołaniem życiowym, nas, którzy jesteśmy obecni w tej świątyni, którzy wierzymy w Jezusa Chrystusa, jest chwalić Boga, wielbić Jego święte Imię. Choćby się waliło, choćby świat szedł w zupełnie odwrotnym kierunku, naszym powołaniem jest chwalić Boga. Niejednokrotnie jednak doświadczamy zablokowania, takiego zamknięcia, sparaliżowania, że w sytuacji, gdy znajdujemy się pośród ludzi źle nastawionych do Chrystusa, wołających przeciw Bogu, zachowujemy się jak zamknięci, jak ci, którzy nie potrafią wyrzec ani słowa, jakbyśmy mieli owego ducha niemego.

W wymiarze fizycznym łatwo identyfikujemy tę chorobę, w wymiarze duchowym każdy z nas może być niemową, a diagnozę swojego serca musisz postawić sobie sam, gdyż ktoś inny może tego nie zauważyć. Kiedy patrzymy na swoje życie, jesteśmy w stanie dostrzec pewne charakterystyczne cechy takiego zablokowania, sparaliżowania serca. Czasami nie potrafimy obdarzać dobrym słowem tych, których kochamy. Nieraz w twoim sercu rodziło się pragnienie, by powiedzieć coś ciepłego i pełnego miłości wobec osoby, która jest ci bliska, ale usta nie były w stanie tego wypowiedzieć, na poziomie serca coś zostało zamknięte. Mimo tego, że miałeś prawdziwe, szczere pragnienie, by dzielić się miłością, nie udawało się to, jakby coś zostało zablokowane, jakby twoje serce przestało bić. Zobaczcie też, ile razy żyjemy w poczuciu frustracji i rozczarowania, i czasami nie jesteśmy w stanie odnaleźć dobra, za które moglibyśmy chwalić Boga, bo ciągle narzekamy na swój los. Nie próbujemy wielbić Boga, wręcz czujemy wobec tego mocny opór. Nie potrafimy też przebaczać innym. Kiedy  masz spotkać się z tym, który ciebie skrzywdził, czy jesteś w stanie powiedzieć mu słowo, które wzbudzi nadzieję, które niesie przebaczenie z głębi swego serca? Okazuje się, że wielu ludzi tego nie potrafi. To też jest coś, co zamknęło twoje i moje serce, jakiś duch niemy, który nie pozwala mówić. Nie umiemy chwalić Boga, bo lęk przed ludzkimi opiniami paraliżuje nasze  usta. Kiedy słyszymy głośne hasła, proklamowane przeciw Kościołowi, przeciw Chrystusowi, milczymy chowamy się w kąt, jakbyśmy szli z ogromnym poczuciem winy. Nie możemy chwalić Boga. Ile razy nasze serce jest zablokowane tak, że nie umiemy stanąć w prawdzie. Żyjemy w małych, drobnych, większych kłamstwach. Boimy się powiedzieć prawdę i to też  pokazuje, że gdzieś w naszym sercu jest duch niemy, który nie pozwala nam stanąć w prawdzie, nawet w sakramencie pokuty i pojednania. Zobaczcie, ilu ludzi nie korzystając z tego sakramentu, ignoruje go, nie jedna się z Bogiem, bo duch niemy nie pozwala im wypowiedzieć prawdy o ich grzeszności i doświadczyć Bożego przebaczenia – bo to jest tajemnica konfesjonału – duch niemy zamyka ich serca, by nie mogli stanąć w prawdzie, by łaska Pana obmyła ich jak strumień.

Duch niemy zamyka serca. A Chrystus przychodzi dzisiaj tu, na tej Eucharystii i będzie cały czas z nami. Przychodzi właśnie, by wyzwolić nasze serca od ducha niemego, by wyzwolić nasze usta, by wyzwolić nas  od wszelkiego złego ducha, który przychodzi, nękając twoje i moje życie, zabierając nam pokój i żywą relację z Panem. On przychodzi nas uzdrowić i uwolnić. To jest obietnica Boga, którą usłyszeliśmy dzisiaj w Jego Słowie. Pan ci ją dzisiaj da, jeśli głęboko zapragniesz. Prośmy Go dzisiaj, by kontynuował to dzieło uzdrowienia, które zapoczątkował, przychodząc na świat, by i dzisiaj objawił Swoją moc, byśmy mogli w  sercu zaśpiewać i śpiewać publicznie: „chwała Słowu  Bożemu”, „chwała Tobie, Słowo Boże”. Stańmy więc w wielkiej pokorze przed Panem, bo nic nie jesteśmy czasami w stanie zrobić, widząc, jak bardzo cierpienie  nas upokarza, jak bardzo nas przytłacza. Wierzmy w to, że kiedy Bóg mówi, nie należy gardzić Jego Słowem, ale ufać i nie wątpić.    

ks. Artur Szymczyk

Homilia wygłoszona 31 marca 2011 r. w kościele pw. św. Jakuba podczas mszy św. z modlitwą o uzdrowienie, opublikowana w "Posłaniu" 3/2011