Miłości pragnę!

Czy próbowaliście kiedyś podczas adoracji w Wielki Czwartek albo w Wielki Piątek modlić się słowami Pieśni nad pieśniami? Rozmyślając o tym, że Jezus kocha nas tak bardzo, że aby uratować nas od śmierci, oddaje własne życie? Oto on! Oto nadchodzi! Biegnie przez góry, skacze po pagórkach… (Pnp 2,8) O tej niezwykłej miłości w szczególny sposób przekonała się pewna święta.

Gołąbko ma, ukryta w zagłębieniach skały (Pnp 2,14)

Małgorzata Maria rodzi się w 1647 r. w głęboko pobożnej rodzinie Alacoque. Ma sześcioro rodzeństwa. Niestety, jest jeszcze małą dziewczynką, gdy umiera jej ojciec. Matka, nie mając żadnych źródeł utrzymania, postanawia udać się pod opiekę rodziny. Ciężko jednak nazwać to opieką. Wdowie i sierotom często daje się do zrozumienia, że są zbędnym ciężarem, przezwisko „darmozjady” należy do delikatniejszych określeń, które słyszą. Wrażliwa Małgorzata głęboko przeżywa tę sytuację, często ze smutku nie jest w stanie nic zjeść i chodzi głodna, płacze w ukryciu. Aby udać się na mszę świętą, musi pożyczać lepszą suknię – a i tych wyjść nieraz jej się zakazuje. Mimo wzrastania w takich warunkach, angażuje się w pomoc chorym i ubogim. Choć już od dzieciństwa jest przekonana, że ma powołanie zakonne, rodzina usiłuje wydać ją za mąż. Matka posuwa się nawet do manipulacji, twierdząc, że córka chce zostawić ją samą (a przecież inne dzieci żyją, część z nich jeszcze z nią mieszka!). Jednak wreszcie w wieku 24 lat udaje się jej wstąpić do upragnionego zgromadzenia kontemplacyjnego – wizytek w Paray-le-Monial. Po wielu latach Małgorzata będzie pytać Pana Jezusa, dlaczego w jej dzieciństwie było tyle cierpienia. On nie daje prostej odpowiedzi. Chwali ją jednak za to, jak sobie z nim radziła – uciekając w smutku do rozmowy z Bogiem. Wierna modlitwie, jeszcze przed wstąpieniem do zgromadzenia otrzymuje dar kontemplacji wlanej (choć zupełnie nie zdaje sobie z tego sprawy). Małgorzata dostaje też jeszcze jeden, szczególny dar – całkowitego przebaczenia tym, którzy ją skrzywdzili.

Doskonała miłość usuwa lęk (1 J 4,18b)

Życie zakonne nie jest łatwe. To ścieranie się charakterów, nieraz niezrozumienie, walka wewnętrzna, próby wiary. Mimo tego Małgorzata stara się sumiennie spełniać swoje obowiązki. Nawet przy – wydawałoby się, rozpraszającej – pracy łatwo jej kierować myśli ku Bogu. Tej dawniej zalęknionej dziewczynie zlecane są coraz częściej odpowiedzialne zadania, wymagające wiele mądrości – po latach będzie więc dwukrotnie zastępcą przełożonej, a potem także mistrzynią nowicjuszek. Małgorzata wie doskonale, że to Bóg jest jej mocą. Zwłaszcza wtedy, gdy trzeba odmówić miejsca w zgromadzeniu bogatym pannom, które chcą wstąpić do zakonu (lub też ich rodzina ma taką wizję), choć wcale nie mają powołania – siostra Małgorzata zrobi to najlepiej: delikatnie, ale stanowczo. Większy problem pojawia się, gdy Pan Jezus prosi ją o… upomnienie współsióstr. Przeżywa wtedy ciężką duchową walkę. Nie czuje się w żaden sposób lepszą od innych. Poza tym trudno jest zwracać uwagę tym, którzy żyją blisko. A jednak w końcu wykonuje to trudne zadanie – ze względu na to, że chodzi o większą gorliwość, o miłość do Boga. A o tym przecież przekonuje ją On sam – zarówno w Słowie Bożym, jak i w licznych objawieniach.

Miłości pragnę (Oz 6,6)

Biografowie wskazują, że św. Małgorzata miała ich wiele. Najbardziej jednak znane są te dotyczące Serca Jezusowego, a szczególnie słowa Pana: Oto jest Serce, które tak bardzo ukochało ludzi, że poświęciło się do samego końca, aż do całkowitego wyczerpania i udręczenia, aby dać im świadectwo swojej miłości. Od większości z nich nie otrzymuję jednak w nagrodę niczego prócz niewdzięczności, objawiającej się brakiem czci, świętokradztwem, oziębłością i pogardą, jaką mają dla Mnie w Eucharystii. Jezus zaprasza do miłości, wynagradzania Mu, a także do większej troski o zbawienie innych. Zachęca do przyjmowania wynagradzającej komunii świętej przez dziewięć pierwszych piątków miesiąca, praktykowania nabożeństwa godziny świętej (od 11 do 12 w nocy z czwartku na piątek), chce wreszcie ustanowienia święta Bożego Serca. Nie jest to więc wezwanie tylko dla Małgorzaty, ma się nim podzielić z innymi – ale nawet we własnym klasztorze spotyka się z niezrozumieniem, drwinami, oskarżaniem o nowinkarstwo. Strapiona, prosi Jezusa, aby bronił Swej własnej sprawy, a On w swoim czasie wysłuchuje tej prośby, przysyłając na pomoc jednego ze Swych przyjaciół – św. Klaudiusza Colombière. Doświadczony kapłan rozumie, że nabożeństwo do Najświętszego Serca jest doskonałą odpowiedzią na szerzący się wówczas jansenizm (potępiony zresztą później przez Kościół). Wyznawcy tego prądu koncentrowali się tak bardzo na słabościach i nędzy człowieka, że dochodzili do przedziwnych wniosków, ze względu na niedoskonałość ludzi odradzając nawet przyjmowania komunii świętej (a w tamtych czasach i tak nie przyjmowano jej często). Tymczasem Jezus w objawieniach danych św. Małgorzacie zmienia perspektywę, jak w Księdze Ozeasza powtarzając: Miłości pragnę!

Wody wielkie nie zdołają ugasić miłości (Pnp 8,7)

Kiedy św. Klaudiusz zostaje oddelegowany do innych zadań, w Paray-le-Monial zmienia się przełożona. Ta coraz bardziej otwiera się na nabożeństwo do Najświętszego Serca. Dzięki temu klasztor odżywa – jest to zresztą zgodne z obietnicami, danymi przez Pana dla Jego czcicieli. Małgorzata odchodzi do nieba w wieku zaledwie 43 lat, a ostatnie wypowiedziane przez nią słowa brzmią: Jakie to szczęście miłować Boga! Mimo przeszkód, po śmierci jej, a później także Klaudiusza, nabożeństwo do Serca Jezusowego rozprzestrzenia się po całym świecie. W Paray-le-Monial – dzięki dniom skupienia Wspólnoty Emmanuel, zapoczątkowanym przez Sługę Bożego Piotra Goursata – dziś na rekolekcjach pojawia się nawet 20 tysięcy osób. Dokonują się liczne uzdrowienia i nawrócenia. Dlaczego akurat tam, w miejscu związanym z kultem Bożego Serca? Bo, jak mawia Piotr Goursat: Serce Jezusa można porównać do siedmiokrotnie rozpalonego pieca, w którym przechadzali się trzej młodzieńcy, oddając chwałę Bogu. Oby wielu ludzi odkryło to, o czym mówiła przed ponad 300 laty św. Małgorzata: Nie znalazłam skuteczniejszego środka na wszystkie cierpienia nad ufność w Najświętsze Serce uwielbionego mego Pana – tam usypiam bez troski, spoczywam bez niepokoju. (…) Wzywam was, abyście uczynili sobie mieszkanie w Najświętszym Sercu Jezusa.

Renata Czerwińska

Na podstawie: Małgorzata Maria Alacoque, Pamiętnik duchowy  

Konferencja z "Posłania" 3/2013