Różana ewangelizacja

Liczba odmawiających dziesiątkę Różańca rośnie z niewiarygodną szybkością we Włoszech, Szwajcarii, Belgii, Anglii i w wielu regionach Ameryki. Wszędzie, gdzie tworzą się piętnastki, można zauważyć nienotowane wcześniej umacnianie się dobra. Stopniowo stajemy się zjednoczeni w modlitwie ze wszystkimi ludźmi świata – można by pomyśleć, że to opis kolejnego wydarzenia na Facebooku.

Tymczasem te słowa zapisała na początku lat 30. XIX wieku niezwykła osoba, którą można porównać z dzielną niewiastą z Księgi Przysłów. A jej współczesny, św. Jan Maria Vianney, mówił o niej ze współczuciem: Znam jedną osobę, która potrafi znosić krzyże, bardzo ciężkie krzyże: jest nią Paulina Jaricot.

Kłamliwy wdzięk i marne jest piękno (Prz 31,30a)

Paulina rodzi się 22 lipca 1799 roku w Lyonie w rodzinie bogatego przemysłowca jako najmłodsza z siódemki rodzeństwa. Antoni i Joanna Jaricot są ludźmi żywej wiary, nic więc dziwnego, że ich przykład pociąga dzieci. W ich domu można usłyszeć, jak najmłodsze pociechy przekomarzają się o to, które z nich wyjedzie na misje do Chin. „Ty nie możesz nigdzie jechać, bo jesteś dziewczynką!” – upiera się starszy braciszek, Fileasz – Ale możesz wziąć grabie, zgarnąć stos złota i mi go tam przysłać. Nawet się nie domyśla, że już za kilkanaście lat Paulina zorganizuje pomoc finansową dla misjonarzy na szeroką skalę. Zanim jednak do tego dojdzie, w czasie dorastania oboje stoczą potężną walkę o to, aby… powrócić do Chrystusa. Paulina, doświadczając silnych skrupułów i zastanawiając się, czy rzeczywiście jest godna przystępować do Stołu Pańskiego (a u początków XIX wieku i tak nie można było czynić tego często), rzadko przyjmuje komunię świętą (choć od dziecka lubiła przychodzić z mamą na adorację). Osłabiona duchowo, otwiera się na kontakty z koleżankami, które proponują jej niemoralne lektury i podsycają próżność – zresztą starsze rodzeństwo Pauliny też sprawy nie ułatwia, sprawiając najmłodszej siostrzyczce prezenty w postaci modnych kapeluszy, rękawiczek, biżuterii czy też organizując bale.

Pewnego dnia jednak, podczas prac domowych, czternastoletnia Paulina spada ze stołka, mocno uderzając głową w podłogę. Doznaje wstrząsu, który skutkuje drgawkami całego ciała, nieskoordynowanymi ruchami i ogromnymi problemami z mową. Niemożność kontrolowania własnego ciała jest dla niej niezwykle upokarzająca, obawia się choroby psychicznej – a, jak przyznaje w swoich zapiskach, kiedyś w skrytości serca pogardzała takimi osobami. Fileasz spieszy siostrze na pomoc, cierpliwie jej wysłuchuje, prowadzi do kościoła. Tam, słuchając gry organów, Paulina na jakiś czas odzyskuje pokój. Widząc to i chcąc zapewne dostarczyć jej rozrywki, brat zabiera ją na przedstawienie do teatru. Czy to kwestia kiepskiej gry aktorów, czy też treści niezbyt wysokich lotów – Paulina znów czuje się wewnętrznie rozbita. Na szczęście drugi brat, Paweł, podarowuje jej dobrą lekturę – O naśladowaniu Chrystusa. Głęboka relacja z Bogiem, o jakiej marzyła w dzieciństwie, znów zaczyna ją pociągać. Czuje, że tylko Jezus mógłby ją uleczyć. Tymczasem umiera jeden ze starszych braci, Narcyz, a pani Jaricot ciężko choruje. Rodzina chce ukryć przed Pauliną stan matki, ale ona wielu rzeczy się domyśla. Pociągnięta przez lekturę, postanawia poświęcić swoje cierpienie w intencji uzdrowienia mamy. Potem dowie się, że mama ofiarowała swoją chorobę i śmierć w intencji jej uzdrowienia i nawrócenia… Joanna Jaricot – która nieustannie zapominała o sobie, by myśleć tylko o Bogu, rodzinie i biednych – odchodzi do Pana pod koniec listopada 1814 roku, przed śmiercią otrzymując zapewnienie, że jej najmłodsza córka będzie ocalona. Początkowo jednak nic nie zapowiada zmian – Paulina wciąż przebywa w więzieniu własnego ciała i ducha, znów pogłębiają się jej kryzysy nerwowe. Choć dom rodzinny odwiedza ksiądz proboszcz i w niezwykle delikatny sposób zachęca ją do sakramentu pojednania – cierpiąca dziewczyna upiera się, że nie może go przyjąć, bo zbyt daleko odeszła od Boga. Kapłan jest jednak cierpliwy i w końcu dopina swego. Po spowiedzi w ciągu kilku dni znikają objawy choroby! Jednak wiadomość o śmierci matki i przeprowadzka całej rodziny do centrum miasta nie jest łatwa ani dla Fileasza, ani dla Pauliny. On rzuca się w wir światowego życia, ona zaś popada w głęboką apatię. Najstarsi z rodzeństwa – Zofia i Paweł – zabierają ją do sanktuarium maryjnego. Tam szesnastolatka na chwilę się rozchmurza i zawierza całe swoje życie Maryi. Jednak po powrocie do domu znów wpada w żałobny nastrój. Mimo że mieszkanie w centrum miasta sprzyja kontaktom towarzyskim, rozmowy z koleżankami – zachwyconymi jej urodą, modnymi kreacjami i szykowną biżuterią – nie są w stanie nasycić serca Pauliny. Troszczy się o zewnętrzne piękno, a jednocześnie tęskni za czymś więcej. Zapisuje w swoim notatniku: Jak nudne jest moje życie!.

Pewnego dnia siostra Pauliny, Zofia, zwana w Lyonie dobrą panią z różańcem – szczęśliwa żona i mama szóstki pociech – wybiera się do spowiedzi. Okazuje się, że jej spowiednik jest nieobecny. Obarczona licznymi obowiązkami, nie odkłada sakramentu na później, ale spowiada się u nowego wikariusza – Jeana Würtza - który akurat jest w konfesjonale. Co prawda wygląda on surowo, ale rada duchowa, którą daje Zofii, stawia ją na nogi. W najbliższym czasie udaje jej się wysłuchać kilku jego kazań, które głęboko ją poruszają. Dochodzi do wniosku, że ten ksiądz mógłby pomóc także jej siostrze. Zabiera więc Paulinę na niedzielną mszę do kościoła, w którym ów duchowny całkiem niedawno rozpoczął swoją posługę, jest przy tym po cichu dumna ze swojej ślicznej i nieskazitelnie eleganckiej siostrzyczki. Tymczasem ksiądz Würtz na ten dzień przygotował kazanie o próżności. Doprawdy, Paulina ma wrażenie, że ten surowy kapłan patrzy tylko na nią! Czuje, że musi porozmawiać z nim po mszy świętej. Rozmowa trwa długo, siedemnastolatka wyjawia wszystko, co więzi jej serce. Odchodzi z twarzą mokrą od łez, ale wreszcie wolna i szczęśliwa. A ów z pozoru surowy ksiądz będzie przez wiele lat jej wiernym przyjacielem i przewodnikiem duchowym.

Oby twój udział w wierze okazał się twórczym (Flm 1,6)

Paulina, pełna zapału apostolskiego, gotowa jest opowiadać wszystkim świadectwo swojego nawrócenia. Tymczasem rodzina, zaskoczona jej gwałtowną przemianą, uważa, że to zapewne stan przejściowy. Tylko jeden z licznych siostrzeńców – mały Piotruś – jest oczarowany tym, jak ciocia się modli: z głębokim skupieniem i radością. Kilkanaście lat później to wspomnienie pomoże mu w wyborze powołania. Nawrócenie Pauliny staje się też pomocą dla Fileasza. Młodsza siostra z cierpliwością zachęca go do powrotu do tego, o czym marzył od dzieciństwa. Wkrótce jej brat wstępuje do seminarium.

Jakie jednak będzie jej miejsce w Kościele? Coraz bardziej rozkochana w Bogu, zastanawia się, do jakiego zakonu powinna wstąpić (uważano wówczas, że działania apostolskie należą tylko do kapłanów i osób zakonnych), dochodzi jednak do wniosku, że Pan jej tam nie wzywa. Składa więc prywatny ślub czystości i reorganizuje swoje życie. Będzie ono teraz wypełnione modlitwą i służbą. Jak pisze jej biografka, s. Cecilia Giacovelli – chce być jak chleb, aby nakarmić ubogich, i to nie tylko doświadczających niedostatku materialnego, ale i duchowego. Dowiedziawszy się o tym, że panny ze zubożałych arystokratycznych rodzin usiłują podreperować domowy budżet poprzez… prostytucję, zastanawia się wraz z bratem i ojcem, w jaki sposób im pomóc. Ponieważ rodzina Jaricot zawsze pewną część zysków z przedsiębiorstwa odkładała jako jałmużnę, postanawia skorzystać z tej puli pieniędzy i założyć pracownię sztucznych kwiatów. Okazuje się to strzałem w dziesiątkę – kwiaty cieszą się powodzeniem, wiele dziewcząt korzysta z tej formy zarobku, a Paulina odkrywa u siebie talent do rękodzielnictwa (co wcześniej, zważywszy na wadę wzroku, wydawało jej się niemożliwe). W pracowni także ewangelizuje, umilając pracę śpiewem (a głos ma przepiękny, ojciec często nazywa ją rajskim skowronkiem) lub czytaniem fragmentów książek, krzepiących ducha. Rezygnuje z eleganckich kreacji, zadowalając się prostym strojem, jaki noszą lyońskie robotnice. Sprzedaje swą pokaźną kolekcję biżuterii, by zarobione pieniądze rozdać ubogim, a kwiatowe ozdoby z kapeluszy wędrują do dzieci, mających iść w procesji za Najświętszym Sakramentem w Boże Ciało. Prosi znajomego malarza, aby skorygował jej wcześniej namalowany portret, który teraz wydaje jej się wręcz nieskromny. Opiekuje się chorą staruszką, która z powodu licznych wrzodów wygląda odpychająco – jedyna zapłata, jakiej pragnie Paulina, to modlitwa. Dzięki częstej adoracji coraz bardziej wzrasta w miłości, pragnie wynagradzać Sercu Jezusa i prosić o nawrócenie swoje i innych „biednych grzeszników”. Nie chce tego jednak robić sama – wkrótce wśród ubogich, a szczególnie wśród pracownic lyońskich fabryk znajdzie wiele towarzyszek, chcących wzrastać w miłości do Chrystusa i w duchu apostolskim.

Kiedy Fileasz opowiada o potrzebie zorganizowania zbiórki na misje na Dalekim Wschodzie, Paulina dochodzi do wniosku, że skuteczna pomoc misjom nie może być doraźna. Postanawia więc wykorzystać swój stale rosnący „święty bastion”. Dlaczego nie znaleźć w gronie przyjaciółek dziesięciu, z których każda mogłaby ofiarować jeden pieniążek tygodniowo na dzieło Rozkrzewiania Wiary, każda też znalazłaby kolejnych dziesięć, które z kolei mogłyby uczynić to samo? Obdarzona zmysłem organizacyjnym, szybko obmyśla strukturę dużej organizacji, w której setki osób mogłyby w stały sposób wpierać misjonarzy. Każdy z członków modliłby się codziennie w intencji misji, raz na tydzień składał małą ofiarę w ich potrzebach i oczywiście zachęcałby do tego innych. Z dziełami Bożymi jest jak z duszami. Jeśli zbawienie chrześcijan dokonuje się przez krzyż, również realizacji dzieł Bożych towarzyszy krzyż. Ksiądz Würtz żartuje z niej: „Paulino, to zbyt genialne, żebyś sama na to wpadła!”. Widzi w tym Boży plan i zachęca do jego realizacji. I rzeczywiście, wiele osób – szczególnie młodych mieszkańców Lyonu – zapala się do apostolskiego działania. Wkrótce ogniska tego dzieła zapłoną w innych miejscowościach, jednak w 1822 roku oficjalnie przejmie je Stowarzyszenie Rozkrzewiania Wiary, a Paulina… zostanie odsunięta! W tym trudnym czasie pogłębia się jej umiłowanie adoracji. W ciągu zaledwie jednej nocy pisze mały traktat Eucharystia – Nieskończona Miłość. Po kilku latach pustyni, zachęcana przez przyjaciółki ze „świętego bastionu” do nowego działania apostolskiego, zakłada grupy wspierające misje modlitwą – komórki Żywego Różańca. Ich struktura jest podobna do Dzieła Rozkrzewiania Wiary. Każda z osób codziennie odmawia i rozważa jedną tajemnicę różańcową w intencji powrotu do Boga tych, którzy się od Niego oddalili, znajduje kolejne pięć osób chętnych do takiej formy modlitwy oraz raz do roku wpłaca drobną sumę na rozpowszechnianie prasy katolickiej. Piętnaście węgli: jeden płonie, trzy lub cztery tlą się zaledwie, pozostałe są zimne… Ale zbierzcie je razem, a wybuchną ogniem! Oto właściwy charakter Żywego Różańca (…). I tak wszyscy członkowie, mając udział w dziele nawracania grzesznika, cieszą się wspólnie z jego powrotu. Takie zjednoczenie serc w jedności tajemnic daje Różańcowi szczególną moc w nawracaniu grzeszników – pisze Paulina. Nie minie kilka lat, a róże różańcowe będą liczyć około miliona członków!

Wsparta na Oblubieńcu swoim (Pnp 8,5b)

Zakrojona na tak szeroką skalę praca ewangelizacyjna nie mogła nie spotkać się z przeciwnościami. Dzieło Rozkrzewiania Wiary zaledwie raczkowało, gdy Paulina została oskarżona o… protestantyzowanie (choć doprawdy była ostatnią osobą, która chciałaby zrobić coś niezgodnego z nauką Kościoła!). Kiedy po kilku latach zostaje odsunięta od dzieła, przyjmuje to z bólem. Fileasz pisze wtedy do niej słowa, które okażą się prorocze: „Siostrzyczko, teraz otrzymałaś jeden cierń z korony Jezusa. Będziesz jeszcze trzymać w rękach całą koronę cierniową”. Paulina wie o tym. Już na początku drogi nawrócenia słyszy w sercu słowa: Wszyscy będą zgorszeni z twego powodu; duchy gniewu, pychy, nieczystości i zazdrości połączą się, aby wypowiedzieć ci wojnę oraz zburzyć pokój twej duszy. Lecz ty odniesiesz zwycięstwo, jeśli z ufnością skryjesz się w Moich ramionach niczym małe dziecko w objęciach matki. Rzeczywiście, trzeba być w głębokiej relacji z Bogiem, żeby przetrzymać nieustające przeciwności, fałszywe oskarżenia, tragiczną śmierć brata, ciężkie choroby, oblężenie domu modlitwy przez rebeliantów. Najtrudniejsze jednak będzie ostatnie dwadzieścia lat jej życia. Wiedziona pragnieniem pomocy robotnikom, wpada na pomysł założenia przedsiębiorstwa opartego na chrześcijańskich zasadach. Nie wie, że jej wspólnicy w perfidny sposób ją oszukają, wykorzystując jej majątek i doprowadzając do całkowitej ruiny. Chociaż postanawia spłacić pożyczki wierzycielom, nie otrzymuje pomocy nawet od tych, od których mogłaby się jej spodziewać (ojciec i rodzeństwo już nie żyją, dalsza rodzina nie ma ochoty odpowiadać za cudze długi, wspomóc nie chce jej także zarząd Dzieła Rozkrzewiania Wiary). Zawistna sąsiadka doprowadza do tego, że musi odsprzedać za bezcen dom modlitwy, który założyła. Doświadcza fałszywych oskarżeń i drwin. Wkrótce córka bogatych przedsiębiorców, ochoczym sercem wspierająca misje i biednych, sama znajdzie się na liście ubogich Lyonu. Mimo skrajnej nędzy przebacza tym, którzy ją do tej sytuacji doprowadzili. Jedyną jej ucieczką staje się zaufanie Bogu. Z dziełami Bożymi jest jak z duszami. – pisze – Jeśli zbawienie chrześcijan dokonuje się przez krzyż, również realizacji dzieł Bożych towarzyszy krzyż. Sama porównuje się do tablicy, na której nauczyciele wyjaśniają uczniom trudne kwestie, a kiedy wszyscy już pojmują dane zagadnienie, ścierają wszystko, żeby nakreślić tam coś innego. 9 stycznia 1862 roku Paulina umiera w opuszczeniu, w towarzystwie zaledwie kilku wiernych przyjaciół, swoje cierpienie nieustannie ofiarowując w intencji papieża i Kościoła.

Na ostatek odłożono dla mnie wieniec sprawiedliwości (2 Tm 4,8)

Czy przeciwnicy Pauliny mogliby się spodziewać, że już w 70 lat później rozpocznie się jej proces beatyfikacyjny, Dzieło Rozkrzewiania Wiary zostanie uznane przez papieża za główne dzieło pomocy misjom, a Żywy Różaniec wciąż będzie bardzo popularny (istnieją m.in. róże za ojczyznę, róże rodziców za dzieci, róże pracowników, małżonków…)? Z ziarna, które Maria Paulina skromnie wrzuciła w ziemię, wyrosło wielkie drzewo – pisał papież Paweł VI. Błogosławiony Jan XXIII potwierdził w dekrecie heroiczność cnót Sługi Bożej. A papież Benedykt XVI stwierdził: Świadectwo wiary Pauliny Jaricot do dziś pobudza wiernych, by starali się lepiej poznawać i kochać Chrystusa, niestrudzenie włączając się w dzieło Nowej Ewangelizacji.

Renata Czerwińska

Na podstawie: s. Cecilia Giacovelli, Paulina Jaricot – biografia; Paulina Jaricot, Historia mojego życia  

Artykuł z "Posłania" 1/2014