Droga osobistego uświęcenia

Święty Jan Paweł II w Liście Apostolskim Novo millennio ineunte podkreślał z mocą, że każdy chrześcijanin wezwany jest do nieustannej i wytrwałej pracy w osobistym uświęcaniu się. Pisał: Dar świętości – by tak rzec – obiektywnej zostaje ofiarowany każdemu ochrzczonemu. Dar jednak staje się z kolei zadaniem, któremu winno być podporządkowane całe życie chrześcijanina: „Albowiem wolą Bożą jest wasze uświęcenie” (1 Tes 4,3). Jak zrealizować to zadanie w codziennym życiu?

 

Konieczność uświęcania się

Chrześcijanin często przejawia przekonanie, że doświadczenie wiary i jej praktykowanie ma zamykać się w wąskim zakresie wypełniania przykazań, coniedzielnej Eucharystii i życia w łasce uświęcającej. Realizacja tego założonego odgórnie „prawa” daje mu przekonanie, że jest człowiekiem wierzącym. O błędzie takiego przeświadczenia przekonywał Jan Paweł II we wspomnianym Liście Apostolskim, pisząc w nim: Skoro chrzest jest prawdziwym włączeniem w świętość Boga poprzez wszczepienie w Chrystusa i napełnienie Duchem Świętym, to sprzeczna z tym byłaby postawa człowieka pogodzonego z własną małością, zadowalającego się minimalistyczną etyką i powierzchowną religijnością… Dzisiaj trzeba na nowo z przekonaniem zalecać wszystkim dążenie do tej „wysokiej miary” zwyczajnego życia chrześcijańskiego. – I dodawał: Całe życie kościelnej wspólnoty i chrześcijańskich rodzin winno zmierzać w tym kierunku. Zatem musimy zdać sobie sprawę z tego, że konieczność nieustannej pracy na drodze wewnętrznego uświęcania się jest niezbywalnym obowiązkiem każdego ochrzczonego, nie tylko wybranych. Poprzestawanie zaś na tym, do czego już doszliśmy lub otrzymaliśmy jako wzór, wypracowaną przez przodków tradycję, jest zaprzeczeniem tego nakazu. Osąd, który może pojawiać się w nas – szczególnie, kiedy doświadczyliśmy pewnej przemiany życia, owoców różnorakich rekolekcji lub innych praktyk duchowych – przekonujący do zatrzymania się na tym, bo doszliśmy już daleko i osiągnęliśmy swój cel, jest w rzeczywistości subtelną pokusą powstrzymującą dalszy rozwój. W życiu zaś duchowym nie istnieje doświadczenie stabilizacji. Jeśli więc nie rozwijamy się, nie pracujemy nad sobą, nie podejmujemy walki wewnętrznej, dokonuje się w nas regres.

Nie ostaniemy się bez walki

Na czym zatem polegać ma rozwój duchowy? Już Wawrzyniec Scupoli w pierwszym rozdziale swojego dzieła Walka duchowa (1589 r.) rozprawia się z przekonaniem, jakoby liczne praktyki pokutne, modlitwy i inne zewnętrzne przejawy pobożności były celem tegoż rozwoju i stanowiły kryterium czyjejś doskonałości. Surowo stwierdza, że poprzestawanie tylko na nich może skłaniać człowieka czasem pogrążonego we wzniosłych i przyjemnych medytacjach do zapominania o świecie i życiu poza wymiarem swoich obowiązków stanu i realnej egzystencji. Pewne jest zatem – przestrzega autor – że grozi [takim ludziom] poważne niebezpieczeństwo. Ich wewnętrzne oko jest zamglone, dlatego, patrząc na siebie i swe zewnętrzne uczynki, które są dobre, łudzą się, że osiągnęli wysoki stopień doskonałości i z wyższością osądzają drugich. Najpewniejszym wymiernikiem czyjejś doskonałości okazuje się jednak to, jaką postawę człowiek przybiera, kiedy doświadczy choroby lub innego cierpienia czy jakichkolwiek prześladowań. Wówczas bowiem wychodzi na jaw cały fałsz i zadufanie. (…) I dlatego znacznie łatwiej nawrócić i sprowadzić na dobrą drogę grzesznika jawnego niż okrytego płaszczem pozornej cnotliwości.

Czym zatem jest prawdziwa doskonałość? Wawrzyniec Skupoli odpowiada, że polega ona na poznawaniu dobroci i wielkości Boga oraz naszej marności i skłonności do wszelkiego zła; na umiłowaniu Pana (…); na wyzbyciu się wszelkich pragnień i całkowitym poddaniu się Jego woli; wreszcie na czynieniu tego wszystkiego jedynie dla większej chwały Boga i po to, by się Jemu podobać, ponieważ On tak chce i zasługuje na to, by Go miłować i Mu służyć. Człowiek, jeśli tego zapragnie, jest zdolny osiągnąć taki stopień doskonałości, ale aby to się mogło dokonać, nie może on ustawać w walce wewnętrznej. Konieczną pomocą staje się tutaj sztuka rozeznawania duchowego, w której – jak podkreślał o. Fio Mascarenhas SJ – nie może być mowy o jakimś rozeznawaniu na skróty. Rozeznawanie bowiem nie polega na umiejętnym korzystaniu z właściwych „technik”, ale jest nabywaną wrażliwością na delikatne dotknięcia Ducha Świętego. Tego rodzaju wrażliwości nabiera się powoli, przez postępującą formację w wierze katolickiej, przez codzienną modlitwę i rozważanie Słowa Bożego oraz wszystkiego, co przynosi nam życie, wreszcie przez konkretne doświadczenie pracy i cierpienia podejmowanego dla królestwa Bożego. Zatem walka duchowa musi dokonywać się w konkretnym czasie i konkretnych sytuacjach. Nie jest jedynie jednorazowym aktem, lecz pojawia się wielokrotnie w codziennym życiu, ćwicząc w człowieku wierność i wytrwałość w kroczeniu drogami Bożymi oraz nieustanne rozpoznawanie, co jest jedynie ludzkim rachowaniem, a co zamiarem Ducha wobec nas. Jesteśmy włączeni – pisał o. Mascarenhas – w duchową wojnę. (…) W konsekwencji grzechu pierworodnego serce i umysł człowieka stały się polem walki, w której taktyką szatana jest odwieść człowieka, za pomocą kłamstw i fałszywych obietnic, od lojalności wobec Boga ku iluzorycznej niezależności. Iluzorycznej, ponieważ nie istnieje stan neutralny – albo się jest po stronie Boga, albo popada się w niewolę królestwa ciemności. Tego wyboru każdy musi dokonać bardzo konkretnie i osobiście. Rozeznawanie jest zatem nabywaną umiejętnością osądzenia w każdej sytuacji wyboru, czy podejmuje się go z inspiracji Ducha Świętego, ducha złego, czy ducha ludzkiego. Pomocną w tym staje się także rola kierownika duchowego, który sam prowadzi życie duchowe i przeszedł ascetyczne oczyszczenie, więc ma już w tej dziedzinie większe doświadczenie. Może on wówczas służyć radą i wsparciem w rozpoznawaniu działania Ducha Bożego w sercu człowieka, uwrażliwić go na zdolność wewnętrznego słuchania i „zestrojenia” się z wolą Bożą.

Znaki Ducha Bożego

Nawet jeśli jakieś działanie inspirowane jest przez Ducha Bożego, nie oznacza to, że wszystko, co je poprzedziło lub nastąpiło potem, będzie również nadprzyrodzone. Widać to na przykład, kiedy Duch Święty pobudzi człowieka do podjęcia postu, ale potem duch ludzki podpowie, aby był to post tylko symboliczny, lub też duch zły nakłoni do tego, by przedłużać post na wiele dni lub zbytnio go zaostrzyć. W obu przypadkach ostatecznie zniweczony zostaje sens postu albo poprzez uniknięcie umartwienia, albo lekkomyślne zrujnowanie zdrowia.

Jak zatem rozpoznawać, czy dana myśl pochodzi od Ducha Świętego i jakie owoce rodzi postępowanie z Jego inspiracji? O. Fio Mascarenhas wskazuje na kilka znaków działania Bożego: życie w prawdzie (osoba stara się zawsze być uczciwa i przejrzysta), uległość (przyjmowanie z pokorą i pokojem rad czy uwag od tych, którzy mają taką władzę), dyskrecja, zrównoważenie (brak przesady, lekkomyślności, porywczości w zachowaniu), pokój, czystość intencji, cierpliwość w cierpieniu (niezależnie, czy spada ono na osobę słusznie, czy nie), prostota (jako przeciwieństwo dwulicowości, arogancji, hipokryzji czy próżności), a także wolność ducha, która przejawia się w braku przywiązania do jakiejkolwiek rzeczy stworzonej, nawet do darów otrzymanych od Boga. Ponadto chodzi tu o postawę akceptacji wszystkiego z ręki Boga z tą samą wdzięcznością i pokorą zarówno w pocieszeniu, jak i próbie.

Stawać się jak Jezus

Ojciec Mascarenhas zauważa, że na pytanie: „Czy otworzyłeś już drzwi swojego serca Odkupicielowi?” odpowiedzią będzie gromkie „Tak!”. Ale w przypadku wielu z nas będzie chodziło tylko o lekkie uchylenie tych drzwi. Nie otworzyliśmy „szeroko” drzwi Odkupicielowi. Innymi słowy, nasze serca nie „tęsknią” do przemiany w Chrystusa. (…) Ludzie często myślą: „Och! Upodabniać się do Jezusa? Za trudne!” Wielu uważa tę propozycję za nieatrakcyjną, wręcz odstręczającą, ponieważ kojarzą ją natychmiast z tym, że Jezus musiał tyle cierpieć i dźwigać krzyż. Ale Jezus był najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi! Podobnie radość charakteryzowała świętych naśladujących Jezusa i doświadczających przemiany na Jego wzór.

Co zatem oznaczać ma dla nas upodabnianie się do Jezusa? Myślę – pisał o. Mascarenhas – że odpowiedź tkwi w cnotach (lub darach) kontemplacji, współczucia i odwagi, którymi właśnie nasz Mistrz w najdoskonalszy sposób posługiwał się w rozmaitych okolicznościach swojego życia. Łaskę kontemplacji realizował On poprzez ciągłe i stałe wpatrywanie się w Ojca z miłością, uwielbieniem i wdzięcznością, a równocześnie doświadczał, że i Ojciec patrzy na Niego z miłością i zadowoleniem. Łaskę tę ćwiczyć możemy, adorując Jezusa w Najświętszym Sakramencie. Święty Jan Vianney zapytał pewnego drwala – którego widywał wielokrotnie pogrążonego w długiej adoracji przed tabernakulum – „Co robisz, kiedy tu siedzisz tak długo?”, na co mężczyzna odpowiedział: „Po prostu patrzę na Niego, a On na mnie!”. Oto istota kontemplacji, rozlewającej się na całą egzystencję danej osoby w łasce rozmodlenia. Współczucie z kolei nazwać można zdolnością do odczuwania z innymi ich radości i smutków i do odnoszenia się do nich na sposób Chrystusowy. Stanie się to realnym doświadczeniem naszego życia, jeśli poddamy się uzdrawiającej mocy Słowa Bożego. O. Mascarenhas ilustruje tę myśl przykładem: W kulturze Indian Ameryki Północnej mówi się, że w każdej osobie dwa psy walczą o dominację – dobry i zły. Kiedy zapytano mądrego wodza „Który z nich wygrywa?”, odpowiedział: „Myślę, że ten, którego więcej karmię”. Jeśli zatem nosimy w sobie zranienia z przeszłości, to jesteśmy zgorzkniali i przygnębieni i nie ma w nas współczucia dla innych, bo koncentrujemy się na sobie i własnym cierpieniu. Uzdrowienie naszego serca czyni je otwartym na empatię. By zaś zachować w sobie dar świętości i żyć z nim w świecie, potrzebujemy upodobnić się do Chrystusa także w cnocie odwagi. Świat potrzebuje proroków, ludzi odwagi, którzy wystąpią z szeregu i podejmą się walki przeciw złu. W naszym przypadku takim aktem może stać się poproszenie o przebaczenie kogoś z bliskich, różnego rodzaju dzieła miłosierdzia lub wysiłki skierowane przeciwko złu i niesprawiedliwości. A czyny takie stają się profetyczne, ponieważ Bóg korzysta z nich, by dotykać kolejnych ludzi, na zasadzie rozchodzącej się fali. Krótko mówiąc, odwaga oznacza podejmowanie inicjatyw miłości. Duch Święty inspiruje do nich w odpowiednim czasie i okolicznościach.

Upodabniać się zatem do Jezusa oznacza stawać się jak On – pełnym głębokiej kontemplacji, szczerego współczucia wobec bliźnich i promieniującej na innych niezwykłej odwagi w naśladowaniu Chrystusa. Można także powiedzieć, że te trzy dary uzupełniają się i przenikają, bowiem bez kontemplacji nie staniemy się wrażliwi na innych, z kolei te dwie cnoty mają nas motywować i umacniać do prowadzenia odważnego życia jako ludzi, którzy zostali przemienieni w Chrystusa przez Ducha Świętego. Ważne w tym miejscu jest również podkreślenie, że ta gorliwość serca (miłość) powinna się uzupełniać, a nawet trwać w jedności z przekonaniem rozumu, rozwojem intelektualnym człowieka (prawda). O. Mascarenhas przekonuje, że chociaż trudne bywa pogodzenie miłości z prawdą, niemniej jest ono niezbędne. Silna, ale bezkrytyczna pobożność jest łatwa – jak to jest w przypadku fanatyków i niektórych fundamentalistów – ale nie jest to prawdziwa i bezinteresowna Miłość, podobnie łatwo jest okazywać zewnętrzną, ale jałową wiedzę (tacy ludzie łatwo popadają w legalizm lub elitaryzm), ale nie wyraża ona w żaden sposób piękna Prawdy. (…) Aby „chodzić w Duchu” i budować z rozeznaniem oświeconą gorliwość, trzeba zawsze troszczyć się o to i połączyć w całość w swoim myśleniu i działaniu Miłość i Prawdę. Niekiedy łączyć się to może z przyjęciem w swoim życiu misterium Krzyża.

Tajemnica świętości

Święty Jan Paweł II powiedział, że Bóg pragnie świętości i prowadzi do niej człowieka sobie tylko znanymi drogami. Nawet zmienne koleje życia czy doświadczenie niezawinionego cierpienia mogą się stać dla Boga sposobem naszego uświęcenia. Ojciec Mascarenhas wspomina historię starotestamentalnego Józefa, sprzedanego przez własnych braci do niewoli, który po latach stał się ich wybawicielem od śmierci głodowej. Powiedział on wówczas do nich znamienne słowa: „Wy niegdyś knuliście zło przeciwko mnie – ale Bóg zamierzył go jako dobro!” (por. Rdz 50). Mogą one stawać się dla nas źródłem pokrzepienia i nadziei w sytuacjach doznawanych utrapień. Jak tajemnicą jest to, jaki człowiek wyrośnie z nowo narodzonego dzieciątka, tak również dla każdego z nas stanowi poniekąd tajemnicę fakt, jakie plany zamierzył Bóg w sytuacjach, które nas spotykają. O. Mascarenhas stwierdza: Dla chrześcijanina życie pozostaje tajemnicą. Ale nigdy nie jest ono tajemnicą przypadku czy przesądu, jest tajemnicą świętą, tajemnicą wiary. „Tajemnica naszego życia leży w rękach Boga” – powiedział papież Jan XXIII. (…) Taka wiara jest treścią świętości i tym bardziej potrzebujemy jej w dzisiejszym, pozbawionym duchowości świecie. Taka wiara jest nieodzownym warunkiem wstępnym dla uczniów zainteresowanych rozeznawaniem woli Bożej w swoim życiu.

Kiedy obserwujemy to, co dzieje się wokół nas, przekonujemy się, że świat potrzebuje dzisiaj uczniów, prowadzonych w mocy Ducha Świętego. To wezwanie do dojrzałości i wewnętrznego uświęcenia powinniśmy potraktować bardzo osobiście Nie możemy szukać usprawiedliwień dla własnej ospałości i unikać brania na siebie tej odpowiedzialności. Jesteśmy przecież ochrzczeni Duchem Świętym i to On sam będzie nas kształtował i uświęcał, jeśli poddamy się Jego delikatnemu prowadzeniu. Naszym zadaniem jest ćwiczyć się w wiernym i wytrwałym poszukiwaniu woli Bożej w codzienności swego życia i osobistego powołania. Niech inspiracją do tego będą słowa Pawła VI wypowiedziane w niedzielę Zesłania Ducha Świętego, 6 czerwca 1973 r.: Przyszedł czas oceny naszego przylgnięcia do Chrystusa. Czy chcemy być prawdziwymi uczniami Chrystusa, czy zaledwie nazwiskami wpisanymi w księgach ochrzczonych? Oby Duch Święty zechciał wzbudzić nowy ruch, prawdziwie pneumatyczny, to jest charyzmatyczny, który by poprowadził wierzącą ludzkość w jednym kierunku. My wszyscy musimy poddać się tajemniczemu tchnieniu Ducha Świętego! Przyjdź, Duchu Święty! 

Agnieszka Kozłowska

Cytaty za: o. Fio Mascarenhas SJ, Z wiatrem Ducha Świętego.  

Konferencja z „Posłania” 3/2014