Kawaler Matki Bożej

Słudzy Twoi zakochali się bardzo w Tobie 

Cała piękna jesteś, przyjaciółko moja! – woła Oblubieniec z Pieśni nad Pieśniami (Pnp 4,7). Kościół w Litanii loretańskiej mówi do Niej: Matko przedziwna, Matko najmilsza, Matko dobrej rady (…), Panno roztropna, Panno czcigodna (…), Zwierciadło sprawiedliwości, Stolico mądrości…

A w przepięknych średniowiecznych Godzinkach, opisujących za pomocą porównań biblijnych tajemnicę Niepokalanego Poczęcia, wyznaje: Słudzy Twoi zakochali się bardzo w Tobie. Te dwie modlitwy brzmią trochę jak wyznania dziecka, siedzącego na kolanach matki. W podobny sposób św. Juan Diego mówił do Maryi podczas objawienia: Moja Pani i Królowo! Moja Maleńka! Z kolei ks. Tomasz Jaklewicz przyrównuje je do rozmowy zakochanych, do kontemplacyjnej mowy miłości. Jednocześnie nie można zapominać o tym, że tak naprawdę te modlitwy mówią o wielkich dziełach Bożych, o niezwykłej łasce, którą Stwórca za darmo okazał Maryi. Modląc się więc w ten sposób, możemy rozmyślać nad tym, czy i my nie powinniśmy zawołać za naszą Matką: Wielkie rzeczy uczynił mi Wszechmocny (Łk 1,49)? 

Jako dobrzy szafarze różnorakiej łaski Bożej służcie sobie nawzajem tym darem, jaki każdy otrzymał – pisze św. Piotr (1 P 4,9). Maryja jako Królowa Nieba nie zatrzymuje tych darów dla siebie, piękna jak w pełni księżyc świeci człowiekowi, wzywając do nawrócenia i wskazując na nadzieję, jaką można złożyć w Bogu. Ks. Jaklewicz zwraca zresztą uwagę, że taki jest ewangeliczny sens królowania: służba niosąca innym wyzwolenie, radość, przebaczenie. Co usłyszał św. Juan Diego, kiedy powiedział Maryi o śmiertelnej chorobie swojego wujka: Mój mały ukochany synu, niech się nie trwoży twoje serce. (…) Czyż nie jestem przy tobie Ja, twoja Matka? Czy nie stoisz w moim cieniu? Czyż nie jesteś ukryty w fałdach mego płaszcza i moich ramionach, które cię obejmują? 

Podobne słowa nadziei usłyszał też Bartolomeo Longo, były satanista, a obecnie… błogosławiony Kościoła katolickiego.

Ucieczka grzesznych 

Bartolomeo rodzi się w pobożnej rodzinie lekarskiej, uczy się dobrze, zamierza zostać prawnikiem. Studia idą mu znakomicie, wkrótce zdobywa nawet doktorat. Druga połowa XIX wieku to czas, kiedy stają się coraz bardziej popularne okultyzm i spirytyzm, na uniwersytetach coraz większe wpływy ma masoneria. Na skutek lektury antyreligijnych książek wiara Bartola chwieje się. Trafia do sekty spirytystycznej. W krótkim czasie angażuje się tak bardzo w praktyki okultystyczne, że zostaje „wyświęcony” na kapłana szatana. Inicjacja jest potworna, Bartolo na kilka dni traci przytomność, ale nawet te wydarzenia nie są w stanie odwieść go od członkostwa w sekcie. Ten wybór ma swoją cenę. W ciągu kilku lat jego psychika zostaje tak rozchwiana, że znajduje się na granicy obłędu. Ma jednak wiernego przyjaciela – naukowca i zagorzałego katolika, prof. Vincentego Pope. Ten z kolei przyjaźni się z dominikaninem, o. Albertem Radente. Obydwaj poprzez modlitwę, posty, ale także rozmowy przyczyniają się do odejścia Bartola z sekty i wyrzeczenia się przez niego spirytyzmu. Po nawróceniu wyjeżdża on do Pompei, tam jednak toczy się w nim walka duchowa. Przychodzą mu pokusy, że skoro kapłaństwo jest wieczne, to nigdy nie będzie zbawiony, bo wcześniej oddał życie diabłu. Pojawiają się myśli samobójcze. W krytycznym momencie jednak przypominają mu się słowa o. Alberta – cytującego zresztą św. Dominika: Kto szerzy różaniec święty, będzie ocalony. Obiecuje wówczas Maryi: Jeżeli te słowa są prawdą, to osiągnę zbawienie, ponieważ nie opuszczę tej dzikiej krainy, dopóki nie rozszerzę tutaj Twojego różańca. Jakby na przypieczętowanie swojego wyznania słyszy wówczas dzwony, wzywające do modlitwy Anioł Pański. 

Królowa Różańca Świętego 

Miasteczko Pompeje jest w tym czasie rzeczywiście już tylko „dziką krainą”. Zalane lawą w 79 roku, przez wiele wieków spoczywa zasypane popiołem wulkanicznym. Potem, co prawda, odbudowano je, ale nigdy już nie odzyskało świetności z pierwszych wieków. W dodatku w połowie XVII wieku przetrzebiła je epidemia. Dwieście lat później – a więc w tym czasie, kiedy przybywa tam Bartolomeo Longo - jest to już tylko uboga mieścina, wstrząsana co i rusz atakami różnej maści złoczyńców. Większość jej mieszkańców wróciła do pogańskich praktyk, a tylko niewielka garstka pozostała przy – zniszczonym zresztą – kościele. Bartolo rezygnuje z kariery prawniczej i zaczyna służyć spotkanym tutaj ubogim. Odwiedza ich w domach, uczy modlitwy, rozdaje różańce. Zdobywszy zaufanie, zaczyna gromadzić ludzi wokół zrujnowanego kościółka – początkowo są to proste rozrywki, takie jak pokaz sztucznych ogni czy występ orkiestry, aż w końcu wraz z żoną Marianną zapraszają kilku kapłanów, którzy przez dwa tygodnie głoszą misje parafialne. Owoce misji okazują się niebywałe – dochodzi do nawrócenia większości mieszkańców miasteczka! W parafii powstaje bractwo różańcowe, a biskup Neapolu uroczyście poświęca stary obraz Matki Bożej Różańcowej, przywieziony przez Bartola, nie spodziewając się nawet, że wkrótce będzie on czczony z powodu licznych łask, jakich doświadczą wierni… 

Wspomożycielka wiernych 

Coraz większe rzesze pielgrzymów sprawiają, że trzeba rozbudować kościół. Przedsiębiorczy Bartolo i Marianna zajmują się zbiórką funduszy. Datki spływają tak szybko, że w ciągu dwóch miesięcy udaje się im już wmurować kamień węgielny. Sprawą budowy świątyni interesuje się wybitny architekt, prof. Antonio Cua. W ciągu zaledwie 13 lat udaje się wznieść bazylikę, która w 1894 roku zostanie uznana za najważniejsze sanktuarium różańcowe na świecie. Miasteczko rozwija się także dzięki pomysłom Bartola, który od jakiegoś czasu wydaje czasopisma „Różaniec” i „Nowe Pompeje” – zakłada on drukarnię, dającą pracę okolicznym mieszkańcom, w jakiś czas później powstaje tam z jego inicjatywy także szkoła, szwlania, a nawet… obserwatorium meteorologiczne i mały szpital (tu przez jakiś czas będzie pracował jeden z przyjaciół Bartola, św. Józef Moscati). W związku narastającym ruchem pielgrzymkowym, turystycznym (wykopaliska), ale i nowymi miejscami pracy trzeba wybudować stację kolejową. Jak się okazuje, problemem społecznym okolicy są pozostawione samym sobie dzieci, których rodzice – nierzadko oboje – przebywają w więzieniach. Bartolo otacza je szczególną opieką, tworzy schroniska, w których mogą mieszkać i uczyć się rzemiosła (powołuje też Zgromadzenie Córek Różańca, które ma je prowadzić). Efekty wychowawcze są o tyle niezwykłe, że więźniowie z innych części Włoch proszą Bartola o przyjęcie także ich dzieci do schronisk. Tymczasem błogosławiony wyjaśnia tajemnicę sukcesu pedagogicznego: Moim mistrzem w wychowaniu dzieci nie są sławni pedagodzy i ich szkoły, lecz sam Chrystus. On, który sam doświadczył tego, że dla Boga nie ma ludzi przegranych, chciał pokazać, że nie zawsze dziecko z rodziny przestępczej czy patologicznej powtórzy wybory rodziców. Dzieci zaś, wzorując się na Bracie Różańcu – jak żartobliwie nazywali tego człowieka modlitwy mieszkańcy Pompejów – zaczynały nie tylko się uczyć, ale i gorliwiej się modlić, co skutkowało licznymi nawróceniami wśród ich bliskich. 

„Kawaler Matki Bożej” 

Bartolo jest „kawalerem Matki Bożej” aż do śmierci w 85 roku życia. Jego starość nie jest łatwa – zostaje fałszywie oskarżony o malwersacje finansowe (tuż przed śmiercią sam papież Pius X oczyści go z zarzutów), w 1924 roku umiera jego ukochana małżonka (obecnie toczy się wobec niej proces beatyfikacyjny), a jej rodzina… przejmuje cały majątek, w tym także dom i wszystkie sprzęty. Bartolo, nie posiadając niczego, wyjeżdża w swoje rodzinne strony, jednak mieszkańcy Pompejów usilnie starają się o jego powrót – i dopinają swego. 5 października 1926 roku umiera w otoczeniu swoich wychowanków, mówiąc do nich: Moim jedynym marzeniem jest zobaczyć Maryję, która mnie uratowała i która mnie wyrwie z szatańskich sideł. Jego przyjaciel, dr Józef Moscati, tak przekazuje tę informację rodzinie: Dzisiaj Bartolo poszedł do nieba. 

Dziś bł. Bartolomeo Longo jest znany głównie jako propagator Nowenny Pompejańskiej, zwanej nowenną nie do odparcia. Polega ona na odmawianiu przez 54 dni wszystkich części różańca – 27 dni w intencji błagalnej i kolejnych 27 w intencji dziękczynnej. Jej moc polega jednak przede wszystkim na tym, że jest to szkoła modlitwy, częstego wznoszenia umysłu i serca ku Stwórcy, nauka modlitwy nieustannej, wytrwałości mimo przeciwności i zniechęcenia. Różaniec jest równocześnie medytacją i prośbą. Wytrwałe błaganie zanoszone do Matki Bożej opiera się na ufności, że macierzyńskie wstawiennictwo wszystko może uzyskać od Serca Syna – wyjaśnia Bartolo. Swoją książkę o historii sanktuarium w Pompejach rozpoczyna słowami: Niebo obdarzyło mnie tak licznymi łaskami za przyczyną Królowej Różańca Świętego… Jako człowiek, uzdrowiony, przemieniony, człowiek, który odnalazł w Bogu pokój serca i siłę napędową dla swojego życia, dodaje potem: Późniejsze wydarzenia przerosły moje najśmielsze oczekiwania - zdaje sobie bowiem sprawę, że tak jak Maryja może wołać: Wielkie rzeczy uczynił mi Wszechmocny. 

Renata Czerwińska

Na podstawie: Marek Woś, Wprowadzenie do: bł. Bartolo Longo, Cuda i łaski Królowej Różańca Świętego w Pompejach; ks. Tomasz Jaklewicz, Czułe słówka, „Gość Niedzielny” nr 18/2012. 

Artykuł z "Posłania" 3/2012