Radujcie się zawsze w Panu!

Duch Święty daje piękne dary. Pierwszym darem jest miłość, drugim - radość, a trzecim – pokój. O te dary chcemy prosić w tych rekolekcjach. Wczoraj prosiliśmy o dar radości i wasze twarze trochę się rozpogodziły. Myślę, że Bóg zesłał tutaj tę łaskę. Musimy teraz przenieść tę radość na całe miasto. Dzisiaj chcemy prosić o kolejny dar, o pokój. Św. Franciszek mówił: W Twojej woli jest mój pokój. Pokój zachowuje tylko ten, kto pełni wolę Bożą i we wszystkich okolicznościach zawierza się Bogu jak dziecko.

Bardzo podoba mi się pieśń, którą śpiewaliście przed chwilą, bo jej refren składa się z dwóch wyrazów: Alleluja! Amen! „Alleluja” to wyraz radości, a „amen” oznacza nasze zawierzenie.

Jesteśmy zawsze niezaspokojeni, ciągle narzekamy. Zawsze jest coś, na co możemy szemrać i tu wchodzi działanie demona. Musimy nauczyć się, aby składać wszystkie nasze trudności i problemy w Sercu Jezusa. Przede wszystkim my, mężczyźni stale jesteśmy niezadowoleni. Żona cały czas pracuje, przygotowuje posiłki, stawia kwiaty na stół, a my nawet tego nie zauważamy, nie dziękujemy. Ile czasu minęło od momentu, kiedy ostatni raz podziękowałeś żonie? My, mężczyźni zostaliśmy tak skonstruowani, że jesteśmy trochę gruboskórni. Pewnego dnia przyszedłem do mojego biura i zobaczyłem wazon z kwiatami, więc podziękowałem misjonarzom, którzy przygotowali moje biuro. Byłem bardzo szczęśliwy, widząc te kwiaty. Wtedy jedna z misjonarek powiedziała: „Dobrze, że ojciec zobaczył te kwiaty, bo stoją na stole już cztery dni”. Rzeczywiście musimy prosić Pana Boga o dar, aby potrafić dziękować we wszystkich okolicznościach i mniej narzekać: „Ach! Ta koszula jest źle wyprasowana. Ach! Za mało soli w jedzeniu”. Kobiety również narzekają, w trochę innej formie. One pracują i mówią: „Ajajaj! Ojojoj!”. Jak trudno żyć dobrze w radości i pokoju.

Kiedyś opowiedziano mi dowcip, który dobrze wyraża to, co wszyscy przeżywamy. Pewnego dnia ojciec Antonello wybrał się, aby odwiedzić szpital psychiatryczny w Sao Paulo i spotkał tam pewnego chorego, który cały dzień mówił w rozpaczy: „Lulu, Lulu, Lulu…”. Ojciec Antonello zapytał lekarza o to, jaki problem miał ten człowiek. Lekarz odpowiedział, że w młodości ten pacjent zakochał się w dziewczynie o imieniu Lulu, ale ona wolała innego, więc on teraz całe dnie powtarza: „Lulu, Lulu, Lulu…”. Potem ojciec Antonello przeszedł do innej sali i tam spotkał innego chorego, który cały czas uderzał głową w ścianę i też mówił: „Lulu”. Wtedy ojciec zapytał o problem tego pacjenta. Lekarz odpowiedział: „A to jest ten, który ożenił się z Lulu”. Zawsze biadolimy. Ciągle narzekamy. Nigdy nie jesteśmy zadowoleni.

Dzisiaj chcemy wziąć Słowo, które ma moc przemienić nasze serce. Bo Słowo Boże zmienia życie. Nie jest Ono jedynie zainspirowane przez Ducha Świętego. Słowo Boże tchnie Ducha Świętego. Co to znaczy? Jeżeli biorę Słowo Boże, czytam i zaczynam je przeżuwać, karmię się nim, wtedy Ono staje się zesłaniem Ducha Świętego, które zmienia moje serce. Otwórzmy Pismo Święte na Liście do Filipian: Radujcie się zawsze w Panu; jeszcze raz powtarzam: radujcie się! Niech będzie znana wszystkim ludziom wasza wyrozumiała łagodność: Pan jest blisko! O nic się już zbytnio nie troskajcie, ale w każdej sprawie wasze prośby przedstawiajcie Bogu w modlitwie i błaganiu z dziękczynieniem! A pokój Boży, który przewyższa wszelki umysł, będzie strzegł waszych serc i myśli w Chrystusie Jezusie (4,4-7). Oto Słowo Boże. Kiedy mówi się: Oto Słowo Boże, nie możemy odpowiedzieć byle jak, ale musimy odpowiedzieć z mocą: Bogu niech będą dzięki! Bo musimy wziąć to Słowo w posiadanie. Wiemy, że słuchanie jest jedną z najtrudniejszych rzeczy. Jednym z największych działań szatana jest to, że przeszkadza on, aby Słowo Boże weszło do naszego serca, żebyśmy słuchali uważnie, bez rozproszeń. On nie pozwala, aby Słowo Boże wkroczyło do naszego życia z mocą, bo wystarczy jedno słowo i zostanę uratowany. Wielokrotnie słyszymy wiele słów, ale żadne nie wchodzi do naszego serca. Więc posłuchajmy raz jeszcze. Św. Paweł mówi: Powtarzam, bo my nie słuchamy. Mówi i jeszcze raz powtarza. Radujcie się! Radujcie się! Niech będzie znana wszystkim ludziom wasza wyrozumiała łagodność… Zwróćcie uwagę na te słowa: O nic się już nie martwcie. Zobaczcie, jakie to jest piękne. Pomyśl teraz, o co się martwisz. Zastanów się chwilę. A teraz wyrzeknij się tej sprawy, tego zmartwienia. Nie martwcie się. Wszystko złóżcie w Panu. Z prostotą. We wszystkich okolicznościach, w każdej sprawie wasze prośby przedstawiajcie Bogu w modlitwie i błaganiu z dziękczynieniem! A pokój Boży, który przewyższa wszelki umysł, będzie strzegł waszych serc i myśli w Chrystusie Jezusie.

Musimy żyć w zawierzeniu. To jest najtrudniejsza rzecz dla nas, stworzeń, bo jesteśmy zranieni grzechem pierworodnym. Przez to mamy tendencję, by wątpić w Boga. Ostrzegał On: „Nie jedzcie z tego drzewa”. Ale przyszedł diabeł i powiedział: „Jeśli zjesz, staniesz się jak Bóg. On chce cię zdominować. On chce cię zniszczyć. Jedz! Zjedz! Stań się panem swojego życia! Decyduj, co jest dobre, a co jest złe. Przestań ufać. Zwątp!” A zobaczcie, co jest napisane pod obrazem Jezusa Miłosiernego: Jezu, ufam Tobie. Wielka łaska i źródło pokoju to ufać i wiedzieć, że wszystko biegnie ku dobremu dla tych, którzy wierzą Bogu. Mamy tę trudność, że wątpimy i jesteśmy spięci. Jesteśmy zdenerwowani i nie potrafimy powiedzieć tak jak Maryja: „Alleluja! Amen!”. Musimy przejść z „Ojojoj! Ajajaj!” do „Alleluja! Amen!” Rozumiecie?

Jakiś czas temu okradziono nas. Nasza wspólnota żyje z opatrzności. Nie kupujemy jedzenia ani ubrań. Używamy tego, co zostanie nam ofiarowane. Pracujemy z ludźmi mieszkającymi na ulicy, z opuszczonymi dziećmi. Czasami brakuje nam jedzenia, np. misjonarze w Polsce przez miesiąc nie jedli w ogóle mięsa, bo nikt im go nie ofiarował. Mówimy do Pana: Jezu, ufam Tobie i Pan Bóg zawsze przysyła nam to, co niezbędne i potrzebne. Powoli udało nam się zbudować biuro, gdzie były komputery, drukarki. Pewnego dnia okradziono nas. Zabrano wszystkie komputery, drukarki, całą centralę telefoniczną. Zaczęliśmy się martwić. Misjonarze pracujący w tym biurze płakali: „Straciliśmy wszystko”. Zadzwoniono do ojca Antonello, który ze swej natury zawsze martwi się o sprawy ekonomiczne, bo to nie jest proste. Nie jest łatwo wydać 220 tys. posiłków każdego miesiąca. Ojciec otworzył Pismo Święte i przeczytał: Nie martwcie się niczym. We wszystkich okolicznościach składajcie dzięki Bogu. Wtedy mnie nawrócił. Tego dnia zadzwonił do mnie, przekazał wiadomość o kradzieży i powiedział: „O nic się nie martwmy. Oddajmy Bogu dzięki”. Zwołał wszystkich ludzi z biur i odbyło się wielkie uwielbienie. „Alleluja! Amen!”. Przypomnieliśmy sobie Słowo Boże, które mówi: Troszczcie się najpierw o królestwo Boże, a wszystkie inne rzeczy będą wam dane. Minęło kilka dni i zdarzyło się tak, że dostaliśmy nowe komputery i nowe drukarki. Pewna pani zadzwoniła i powiedziała, że dowiedziała się o tej kradzieży, dlatego chce nam dać 200 tys. euro na nowy sprzęt.

Mamy uwierzyć, że wszystko zmierza ku dobremu, nawet jeśli nie rozumiemy, nawet jeśli nie możemy tego dostrzec. Opowiem wam historię pewnego chłopaka, którego przyjęliśmy do naszego domu. Został opuszczony przez swoją mamę i ojca. Zajęła się nim i jego rodzeństwem ciocia. Ale ciocia zachorowała na raka i zmarła. Wówczas się zbuntował, bo pomyślał sobie: „Zostałem opuszczony przez moją mamę, opuszczony przez tatę, moja ciocia zajmowała się mną, ale teraz zmarła”. Stał się bardzo brutalny. Przyjęliśmy go do naszego domu dla dzieci ulicy, ale trudno było się nim zajmować. Tak to trwało aż do bardzo mocnej modlitwy za niego. To był przepiękny moment. Upadł w spoczynku w Duchu, a kiedy wstał, powiedział, że zobaczył mamę i ciocię, które zmarły. Zawsze bał się tego, że trafiły do piekła, bo mama była narkomanką. Mama mu wtedy powiedziała: „Synku, nie smuć się, bo jestem zbawiona. Pan w Swoim Miłosierdziu przyjął całą moją nędzę. Nie bądź smutny, że cię opuściłam, bo nie wiedziałam, co robię. Ale Bóg, który jest wierny, jest ojcem sierot, dozwolił, żeby to wszystko się wydarzyło, abyś mógł poznać Jego miłość. Nie znałam Boga, nie mogłam cię doprowadzić do Niego, a największym bogactwem tego życia jest poznać Miłość Bożą. Pan Bóg zabrał wiele rzeczy, ale dał ci rzecz najcenniejszą - Miłość Ojca. To było niezbędne, abym umarła, żebyś mógł poznać tę wspólnotę i poprzez tych misjonarzy mógł poznać Miłość Ojca i mamę, która nigdy nie opuszcza – Maryję. Żyj spokojny, opiekuj się swoim rodzeństwem”. Wstał z tego spoczynku przemieniony i dzisiaj to jest chłopak, który najbardziej pomaga nam opiekować się dziećmi ulicy. Więc uwaga! Obudź się! Bo diabeł cię oszukuje. Okoliczności mogą coś powiedzieć, ale prawda jest inna, głębsza. Musimy zanurzyć się w Bogu, żeby to zrozumieć. Słowo Boże budzi nas z tej hipnozy diabła. Ono mówi, że wszystko idzie ku dobremu dla tych, którzy miłują Boga. Powiedz razem ze mną: Wszystko biegnie ku dobremu dla tych, którzy kochają Boga, więc przyjmuję wszystko. Przyjmuję wszystko jako wyraz Twojej Miłości, Twojej woli i mówię: Alleluja! Amen! 

o. Enrique Porçu

Konferencja wygłoszona 1 czerwca 2013 r. w trakcie rekolekcji charyzmatycznych w Toruniu, wydrukowana w "Posłaniu" 2/2014