Jeśli chce się kochać ponad wszystko...

W czasie Eucharystii okazało się, że cały mój świat stanął do góry nogami. Zauważyłem, że z ołtarza, który był dla mnie taką jasną plamą na tle tłumu ludzi, który tam siedział, spływała radość. Nie wiem, jak to opisać - raz w życiu miałem taką sytuację. To doświadczenie było takie, że z ołtarza powoli - tak jak spływa olej - spływała radość. Płynęła ona w niesamowitej ilości, przenikała mnie, a ja wciąż byłem zamknięty w swojej studni.

Nagle doświadczyłem tego, że Ktoś zaczął tę studnię napełniać swą niesamowitą radością. Był to Jezus, Jezus Eucharystyczny. (…) Gdy umarła moja żona, ja umierałem wraz z nią. Byłem chodzącym trupem. I przyszedł Pan Jezus, który został ukrzyżowany, przybity do krzyża. Nie widziałem Go, nie wiem, jak On wygląda, ale przyszedł do mnie ze swoim pokojem, radością i przede wszystkim z życiem. Bo ja dopiero teraz zacząłem żyć… 

(Piotr „Stopa” Żyżelewicz, w: M. Jakimowicz, Radykalni

Ocala, bo mnie miłuje (Ps 18,20b) 

Rok 1241. Wrocław oblężony przez hordę tatarską. W mieście panika. Z ust do ust przekazywane są straszne wieści o spalonych i złupionych grodach, ludziach uprowadzonych do niewoli. Jednak stary, dominikański zakonnik, brat Czesław - późniejszy błogosławiony - zdobywa się na odwagę. Podnosi w górę monstrancję z Najświętszym Sakramentem i prowadzi procesję wzdłuż murów miejskich, głośno prosząc Boga o ratunek. Ogniste kule, wystrzeliwane w stronę miasta przez Tatarów, przelatują nad miastem, nie czyniąc krzywdy jego mieszkańcom. Kolejne - wracają w stronę atakujących, zmuszając ich do odstąpienia od oblężenia… 

W ten sam sposób, w tym samym roku zostaje obroniony Asyż. Kiedy Saraceni podchodzą już pod kościółek San Damiano, przy którym mieszkają Ubogie Panie (zwane później klaryskami), na balkonik wychodzi przełożona mniszek - św. Klara - trzymając w dłoniach monstrancję z Najświętszym Sakramentem. Jego blask poraża wrogów. Uciekają z miasta… 

Prawie 750 lat później ks. Taylor, jeden z kapłanów z Los Angeles, przerażony rosnącą przestępczością w jego parafii, postanawia przeznaczyć jedną godzinę tygodniowo na adorację, zachęca do tego także parafian. Wkrótce powstaje cała „sztafeta” świeckich, chcących prowadzić nieustanną modlitwę przed Najświętszym Sakramentem. Inne parafie podchwytują pomysł. Ojciec Święty, dowiedziawszy się o inicjatywie, błogosławi jej. W ciągu kilku lat przestępczość w parafii gwałtownie spada. A ruch nieustannej adoracji rozszerza się… 

Jezus obiecał, że będzie z nami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata. Dlaczego więc miałby nie ocalać tych, których kocha? To ocalenie nie ma jednak tylko wymiaru fizycznego. 

Jezus spojrzał z miłością na niego (Mk 10,21) 

Rok 1935, Paryż. Dwudziestoletni Andrè pracuje jako dziennikarz. Jest synem komunisty i niepraktykującej protestantki. Sam twierdzi, że jest ateistą (po latach nazwie to „ateizmem idiotycznym”, a więc nie stawiającym żadnych pytań o egzystencję człowieka). Od trzynastego roku życia czyta Woltera i Rousseau, zaś Kościół i chrześcijaństwo są dla niego przedmiotem kpin. Jednocześnie jeden z jego przyjaciół jest gorliwym katolikiem… Tego dnia ów przyjaciel zaprasza go na obiad. Jadą przez miasto rozklekotanym samochodem, kiedy nagle zatrzymują się przez pewnym kościołem. „Poczekaj na mnie parę minut… yyy… mam tu coś do załatwienia”. Kilka minut dłuży się w nieskończoność. Znudzony Andrè wychodzi z auta i wchodzi do świątyni, w której akurat trwa adoracja Najświętszego Sakramentu. Nie wie, co to jest, po raz pierwszy w życiu widzi monstrancję. Nagle, w jednej chwili doświadcza niezwykłej mocy Bożej. Jest to niezniszczalny kryształ o nieskończonej przejrzystości, o jasności prawie nie do zniesienia lekko niebieskiego światła (jeden stopień więcej byłby mnie uśmiercił). To jest inny świat o takim blasku i realności, że nasz świat wydaje się przy nim podobny do rozwiewających się cieni sennych marzeń. Tę nową rzeczywistość i prawdę widzę z ciemnego brzegu, na którym stoję. To jest ład we wszechświecie, a na jego szczycie jest Oczywistość Boga, która jest Obecnością i Osobą. Jeszcze przed sekundą zaprzeczałem Jej istnienia. Chrześcijanie nazywają ją „naszym Ojcem”. Doświadczam Jej łagodnej dobroci i łaskawości, której nie jest w stanie dorównać żadna inna. Łagodność ta jest zdolna przemienić każde ludzkie serce - również takie, które jest twardsze od najtwardszego kamienia. Temu wtargnięciu rzeczywistości Boga towarzyszy radość, która jest entuzjazmem uratowanego od śmierci, w samą porę wydobytego z oceanu rozbitka. Dopiero teraz uświadamiam sobie, w jakim błocie byłem pogrążony, i dziwię się, jak mogłem tam żyć i oddychać. Jednocześnie zostałem obdarowany nową rodziną, a jest nią Kościół katolicki. Jego zadaniem jest prowadzenie mnie tam, dokąd muszę iść, gdyż pozostaje mi do przebycia jeszcze kawał drogi (…). Kościół jest wspólnotą; w niej obecny jest Jedyny, którego imienia nigdy więcej nie będę mógł napisać bez trwogi, że zranię Jego miłość. Stoję przed Nim jak dziecko, któremu przypadło w udziale szczęście otrzymania przebaczenia - tak po latach Andrè Frossard - bo to o nim mowa - będzie opisywał tę chwilę w książce Istnieje inny świat. 

Chcę ją przynęcić, na pustynię wyprowadzić i mówić jej do serca (Oz 2,16) 

Zwykle jednak adoracji Najświętszego Sakramentu nie towarzyszą tak spektakularne wydarzenia. To modlitwa trudu i oczekiwania, zostawienia na boku swojej aktywności. To często czas pustyni, czas walki z rozproszeniami, walki o wiarę - także o wiarę w rzeczywistą obecność Jezusa. Staliśmy się dziś kolekcjonerami wrażeń. Przychodzimy na adorację i narzekamy: nic się nie dzieje. Wieje nudą. Cisza. Można się dobrze przespać, ale nic więcej. Wielu ludzi paraliżuje ta rzeczywistość. Tymczasem Pan naprawdę przemawia w ciszy - mówi siostra klaryska z Kęt. Choćby dusza przeżywała nadzwyczajną łączność z Bogiem, poznanie duchowe albo jakieś uczucie, nie powinna sądzić, że przez to bardziej posiada Pana Boga albo jest bardziej z Nim, ani też, że coś z tego, co odczuwa czy też rozumie, jest istotnie Bogiem, chociażby to było coś wielkiego. I chociażby nie posiadała tych wszystkich darów zmysłowych i duchowych i pozostawała w oschłości, ciemnościach i osamotnieniu, nie powinna sądzić, że Bóg się od niej oddalił - przypomina św. Jan od Krzyża (Pieśń duchowa). 

Słowo „adoracja” pochodzi od łacińskiego słowa „usta”, chodzi tu więc o oddawanie czci z miłością. Jest to czas, w którym uczymy się relacji. To nie tylko czas dziękczynienia za dar stworzenia i odkupienia, rozważania przymiotów Boga czy tego, co uczynił w naszym życiu, ale może przede wszystkim prostego wpatrywania się w Tego, który umiłował nas do końca. Tak pisał o tym bł. Karol de Foucauld: Kiedy się kogoś kocha, to chce się bezustannie na niego patrzeć, nie odrywając od niego oczu i myśląc tylko o nim... to miłość. (…) Patrzy się na Niego, mówi Mu się o naszej miłości, raduje się z naszego trwania u Jego stóp, i mówi Mu się, że u Jego stóp chce się żyć i umierać. 

W trakcie adoracji - nawet kiedy tego nie odczuwamy - dokonuje się w nas przemiana. Pod miłosnym spojrzeniem Boga są leczone nasze zranione emocje, wspomnienia, otrzymujemy jasność myślenia, odnaj-dujemy sens minionych wydarzeń i zyskujemy nadzieję. Trwanie w bliskiej relacji z Bogiem przemienia też nasze relacje z drugim człowiekiem, odwracamy się od egoistycznego zapatrzenia tylko w swoje sprawy, a uczymy się współczucia, wstawiania się za innymi. Rodzi się w nas troska nie tylko o to, co doczesne, ale też o zbawienie drugiego człowieka. Wreszcie adoracja to niejako przygotowanie do tego, co będziemy robić w wieczności. Teraz widzimy jakby w zwierciadle, niejasno; wtedy zaś [zobaczymy] twarzą w twarz… (1 Kor 13,12). 

Pan uwalnia jeńców, Pan przywraca wzrok niewidomym (Ps 146,7c-8a) 

Siostra Elwira Petrozzi jest założycielką Wspólnoty Cenacolo, w której początkowo tylko narkomani, a obecnie wielu zagubionych młodych poprzez wspólną modlitwę i pracę powraca do życia. Cechą wspólną wszystkich domów wspólnoty jest nieustanna adoracja, w której uczestniczą ich mieszkańcy. Na adoracji są zwykle przynajmniej dwie osoby. Ma to przypominać o słowach Jezusa: gdzie są dwaj albo trzej zebrani w imię Moje, tam jestem pośród nich (Mt 18,20), a więc uświadamiać Bożą obecność, przypominać, że człowiek nie jest już sam ze swoimi problemami, jest z nim Ktoś mocniejszy. Młodzi ze wspólnoty mówią, że właśnie tam, trwając w ciszy, otrzymują duchową wolność, uzdrowienie ze zranień i lęków. Siostra radzi, aby uświadomić sobie, że w czasie adoracji są także z nami Maryja, aniołowie i święci. Mówi też o przemianie, która dokonuje się w człowieku, poświęcającym czas na trwanie przed Jezusem Ukrytym: Kiedy trwamy przed Nim na adoracji, On nas ogarnia miłością i mówi do nas; On jest jedynym źródłem miłości. Tylko Jezus jest miłością, poza Nim nikt nigdzie miłości nie znajdzie. Dlatego Matka Boża mówi, że powinniśmy zakochać się w Eucharystii. Jeżeli to się nie stanie, nasze serca będą puste, zimne, pogrążone w smutku, samotności i rozpaczy. Tylko Jezus może nas nauczyć kochać. Jezus dokonuje przemiany duszy człowieka, który modli się i trwa w adoracji. W ten sposób odbywa się też przemiana rodziny, umacniają się więzy wzajemnej miłości i solidarności, rośnie poczucie wspólnoty i staje się możliwy dialog między mężem a żoną. Znajduje się też czas i miejsce na rozmowy rodziców z dziećmi. 

Także we wspólnocie Chleb Życia, posłanej do ubogich, a szczególnie do bezdomnych, trwa praktyka nieustannej adoracji. Założyciel wspólnoty, Pascal Pingault, przytacza jedną z wielu historii o uzdrowieniu w czasie adoracji. Któregoś dnia do jednego z domów we Francji przyszła dziewczyna, przebrana za siostrę zakonną. Rozpoznano, że nie jest prawdziwą zakonnicą, kazano jej się przebrać. Później okazało się, że była prostytutką, i rzeczywiście, jej zachowanie na to wskazywało… Kiedy jednak tego wieczoru tworzono listę na adorację, wpisała się na godzinę drugą w nocy. Następnego dnia przyszła do Pascala i dała takie świadectwo: Od tej nocy jestem pewna, że zostałam wyleczona. Zrozumiałam dwie rzeczy: najpierw spojrzenie twoich braci. Nie mieli takiego spojrzenia, jak inni mężczyźni. I przede wszystkim kaplica. Zrozumiałam, że spojrzenie twoich braci zmieniło się, ponieważ patrzycie na Ciało, które jest Święte. I patrząc na Nie, zostałam wyzwolona ze wszystkiego, co robiłam. Po jakimś czasie znalazła dobrą pracę, założyła rodzinę. Jej życie zostało uporządkowane. Oto działanie Świętego Sakramentu na wiele złamanych żywotów.

Jeśli chce się kochać ponad wszystko...

Sługa Boży Piotr Goursat, założyciel Wspólnoty Emmanuel, dużo czasu spędzał na modlitwie przed Najświętszym Sakramentem - żartobliwie nazywając się „adoratorem”. W statutach wspólnoty napisał wprost, że łaska wspólnoty pochodzi z adoracji eucharystycznej, Boga realnie obecnego pośród nas.

W Brazylii ks. Sometti założył wspólnotę dla dzieci ulicy. Także w tym domu trwa nieustanna adoracja. Kiedy dzieci budzą się w nocy, idą… do kaplicy z Najświętszym Sakramentem. Pytane przez siostrę Elwirę Petrozzi, czemu wstają w nocy, mówią: Idziemy adorować Jezusa, aby nie był sam. Siostra dodaje: Patrząc na roześmiane twarze tych dzieci, widziałam w ich oczach niebo. W adoracji, w trakcie tego pozornego marnowania czasu, Bóg uczy nas prostoty miłości: bycia ze sobą, patrzenia na siebie, rozmowy i wspólnego milczenia. Mimo naszych ludzkich słabości jesteśmy zaproszeni do szczególnej relacji przez Tego, o którym wiemy, że nas kocha (św. Teresa z Avila). A Karol de Foucauld pisze: Miłość polega nie na odczuwaniu tego, że się kocha, ale na tym, że chce się kochać: jeśli chce się kochać ponad wszystko, to kocha się ponad wszystko.

Na podstawie: ks. M. Piotrowski TChr, Zakochać się w Najświętszym Sakramencie, „Miłujcie się” 1-2/2000; O. A.M. de Monleon, Modlitwa adoracji, „Il est vivant”, Przeł. A. Homan; M. Jakimowicz, Święta nuda, „Gość Niedzielny” 22/2010; http://www.chlebzycia.org.pl/Czytelnia.php 

Renata Czerwińska 

Konferencja z "Posłania" 4/2010