Pan mym pasterzem, niczego mi nie braknie

Jak często trudno mi uwierzyć i zawierzyć obietnicy Boga, że pragnie dla mnie życia w pełni i obfitości i że jeśli będę w Nim trwać, niczego mi nie zabraknie. Ile razy w ciągu dnia moje myśli krążą wokół codziennych spraw i trosk, a ile z nich biegnie w modlitwie zawierzenia? Jak często jestem zatroskany, zabiegany, bo tyle jest rzeczy do załatwienia, tyle niepewności?

Jak bardzo doświadczam różnych braków i niedostatków, przeświadczenia, że to, co mam i posiadam, co mogę zdobyć i zrobić, nie nasyca mnie, nie zaspokaja najgłębszej tęsknoty? Jezus pragnie wejść do mego serca i przekonać mnie, że w każdej sytuacji, w każdym braku i niedostatku, w moim nienasyceniu, w Nim niczego mi nie braknie, a moje serce dotąd pozostanie niespokojne, dopóki w Nim nie spocznie.

Jezus zaprasza nas do ufności, do zawierzenia Jego obietnicy. Tylko On może dać naszemu sercu pokój, którego nic i nikt nie jest w stanie nam odebrać. Wielokrotnie zapewnia o tej obietnicy w Swoim Słowie: Pokój zostawiam wam, pokój mój daję wam. Nie tak jak daje świat, Ja wam daję. Niech się nie trwoży serce wasze ani się lęka! (J 14,27). Tak często jednak dajemy sobie wydzierać z serca pokój Jezusa, ilekroć wchodzimy w zbytnie zatroskanie o sprawy tego świata, niepokoje o własne problemy, rozmyślania nad różnymi brakami i niedostatkami, jakich doświadczamy. Nie ma pokoju w wielu sercach, które na próżno starają się wynagrodzić sobie niepokój duszy nieustanną bieganiną, namiastką zadowolenia z dóbr, które nie dają nasycenia, ponieważ pozostawiają gorzki posmak smutku (św. Josemaria Escriva). O pokój serca toczy się walka. Musimy przezwyciężać pychę, pokusę szukania siebie i własnej wygody. Toczy się walka, by oderwać swój wzrok od siebie, a skierować na pragnienia Jego serca, nie szukać zaspokojenia w tym, co przemija, lecz by mieć w swej codzienności perspektywę Nieba. Chrystus jest naszym pokojem, jest też Drogą. Jeśli chcemy pokoju, musimy iść Jego śladem. Pokój jest konsekwencją wojny, walki, tej walki ascetycznej, wewnętrznej, którą każdy chrześcijanin powinien toczyć przeciwko wszystkiemu, co w jego życiu nie jest z Boga: przeciwko pysze, zmysłowości, egoizmowi, powierzchowności, ciasnocie serca (św. Josemaria Escriva).

Jezus chce dać nam pełnię wolności, wyzwolić od niepotrzebnych przywiązań, od ciągłego przymusu zaspokajania różnych napędzanych przez konsumpcję potrzeb. On chce, byśmy żyli pełnią życia, i tylko w Nim możemy siebie odnaleźć. Jezus przekonuje w Swoim Słowie: Nie troszczcie się zbytnio o swoje życie, o to, co macie jeść i pić, ani o swoje ciało, czym się macie przyodziać. Czyż życie nie znaczy więcej niż pokarm, a ciało więcej niż odzienie? Przypatrzcie się ptakom w powietrzu: nie sieją ani żną i nie zbierają do spichrzów, a Ojciec wasz niebieski je żywi. Czyż wy nie jesteście ważniejsi niż one? Kto z was przy całej swej trosce może choćby jedną chwilę dołożyć do wieku swego życia? A o odzienie czemu się zbytnio troszczycie? Przypatrzcie się liliom na polu, jak rosną: nie pracują ani przędą. A powiadam wam: nawet Salomon w całym swoim przepychu nie był tak ubrany jak jedna z nich. Jeśli więc ziele na polu, które dziś jest, a jutro do pieca będzie wrzucone, Bóg tak przyodziewa, to czyż nie tym bardziej was, małej wiary? Nie troszczcie się więc zbytnio i nie mówcie: co będziemy jeść? co będziemy pić? czym będziemy się przyodziewać? Bo o to wszystko poganie zabiegają. Przecież Ojciec wasz niebieski wie, że tego wszystkiego potrzebujecie. Starajcie się naprzód o królestwo <Boga> i o Jego sprawiedliwość, a to wszystko będzie wam dodane (Mt 6,25-33). Te Słowa Jezusa mają moc nas uwolnić od zbytniego zatroskania, mogą stać się naszą modlitwą, naszą tarczą w duchowej walce, gdy musimy zmierzyć się z pokusą niezaspokojenia, nienasycenia, szemrania i niezadowolenia z powodu doświadczanych braków. Jezus zapewnia, że wszystko będzie nam dodane, że niczego nam nie zabraknie. Czy ufam Jego Słowu, Jego obietnicy? Jak wielką moc ma Słowo Pana, skoro wobec niego pierzchają wszelkie zakusy złego, który chce zasiać w nas niepokój, zachwiać nadzieję. Z taką pokusą trzeba podjąć walkę od razu, odrzucając wszelkie szemrania i rozmyślania nad własnymi niedostatkami. Święty Josemaria Escriva zachęcał: Odsuń natychmiast od siebie — przecież Bóg jest z tobą! — lęk i niepokój ducha... Unikaj ich najmniejszych przejawów, gdyż służą jedynie mnożeniu pokus i potęgują niebezpieczeństwo.

Potrzebujemy nieustannie modlić się o wiarę, wzmacniać ją, karmiąc się Ciałem i Słowem Jezusa. Nie możemy zgodzić się na to, aby sól utraciła smak, a światło było umieszczone pod korcem (por. Mt 5,13- 16). Także współczesny człowiek może na nowo odczuć potrzebę, by — jak Samarytanka — pójść do studni i słuchać Jezusa, który zachęca do wiary w Niego i czerpania z Jego źródła, tryskającego wodą żywą (por. J 4,14). Musimy na nowo z chęcią karmić się Słowem Bożym, wiernie przekazywanym przez Kościół, i Chlebem życia, danymi jako wsparcie tym, którzy są Jego uczniami (por. J 6,51). Nauczanie Jezusa w rzeczywistości nadal rozbrzmiewa w naszych dniach z tą samą mocą: „Zabiegajcie nie o ten pokarm, który niszczeje, ale o ten, który trwa na życie wieczne” (J 6,27) (Benedykt XVI, Porta Fidei). On sam – obecny i żywy w Swoim Ciele i Słowie – daje nam prawdziwą wolność dzieci Bożych, pokój serca, daje nam Siebie. W Nim możemy dopiero odnajdywać siebie, sens swego życia, pełnię i obfitość, żyć bez lęku i niepewności. Człowiek przemieniony Jego miłością może wykrzyknąć pełną piersią: On jest moim życiem! Jezus, mój Pan! Jemu zaufałem, niczego mi nie braknie. 

Katarzyna Ciesielska

Konferencja z "Posłania" 4/2014