Milczenie Jezusowe

Milczenie jest mową tak potężną, że sięga tronu Boga żywego, 

milczenie jest mową Jego, choć tajemną, lecz potężną i żywą. 

św. Faustyna

 

Najwyraźniej chyba milcząca postawa Chrystusa przebija z tych kart Ewangelii, które dotyczą Jego procesu. Niesprawiedliwie na śmierć skazany Bóg-Człowiek milczy wobec swych oskarżycieli. Ten, który będąc jeszcze dwunastoletnim chłopcem swoją inteligencją wprawiał w zakłopotanie uczonych w Prawie i Piśmie, nie odpowiada. Usta, z których płynęło tyle pięknych słów, wprawiających w podziw tłumy, nie otwierają się teraz. Rozpoczyna się skandal Krzyża. Może to wciąż dziwić czy gorszyć ale, zważywszy na dramatyczny kontekst, powinno też zwracać uwagę na rangę milczenia. Milczenie Jezusa jest bogate w treść! 

Jezus swoim milczeniem potwierdza i wypełnia to czego nauczał, co głosił; staje się ofiarą, dobrowolnie oddaje się w ręce ludzi, jako zakład miłosierdzia Bożego (por. Dzienniczek, 813). Jego milczenie jest postawą pełną miłości – miłości ofiarnej, do której i nas Bóg zaprasza. W odróżnieniu od Jezusa jesteśmy raczej skłonni do tłumaczenia się, usprawiedliwiania swoich racji, niż naśladowania Go w Jego milczeniu. Bo to wydaje się nieżyciowe, nieefektywne, skazuje na porażkę, podczas gdy chcemy czuć się mocni. Człowiek naturalnie boi się śmierci, porażki i broni się przed nią taką czy inną aktywnością, dlatego unika milczenia. Każdy chce naturalnie zachować swoje życie. A jednak jest to niemożliwe dla tego, kto wierzy, rozwija w sobie życie nadprzyrodzone i idzie po śladach Jezusa. Bo aby zyskać, potrzeba na tej drodze stracić, zaprzeć się siebie, obumrzeć sobie. Dokonuje się to wszystko oczywiście w czasie, w którym Jezus uczy nas przyjmować Jego logikę obumierającego, pszenicznego ziarna. W odpowiednim momencie przynosi ono przedziwny plon. Bóg prowadzi nas stopniowo do porzucenia swojej logiki i ufnego powierzenia się Jemu. Krzyż Chrystusa nieustannie przyciąga nas ku Bogu, Jego woli i Jego mądrości, zamiast przywiązania do swoich racji.

Dojrzałe milczenie zawarte jest w Krzyżu i wyraża wierność Chrystusowi, którego się kocha i naśladuje. Milczenie towarzyszy i sprzyja duchowemu wzrastaniu, ale tym wzrostem kieruje Bóg, który rozlewa Swoją miłość po to, byśmy cali byli Chrystusowi. Wraz z naszą zgodą Duch Święty upodobnia nas do Chrystusa, także w wymiarze ofiarnej i milczącej miłości. Sam Chrystus jest bramą, przez którą wkracza się w chrześcijańską praktykę milczenia. Tylko intencja naśladowania Mistrza i wola odbijania Go w zwierciadle swej duszy uzasadniają jego praktykę. Jeśli się wahasz stracić swoje życie w Nim i dla Niego - pisze w Rozmowach o milczeniu ich autor, trapista, ojciec Maria Szczepan Cheneviére - to nie idź dalej.

Milczenie jest, zdaniem tego autora, powrotem do źródeł chrztu, wraz z którym rozpoczęło się w nas życie Boże: Bóg udzielił życia łaski twej duszy, gdy milczała: na chrzcie św., w niezmąconej ciszy. (…) Dopiero później ogarnął ją hałas, zagłuszając cichy głos Boga.

Powrót do milczenia chrztu wpisany jest w kontekst duchowej walki o jakość swojej relacji z Bogiem. Troska o ciszę i wewnętrzne milczenie mają służyć pogłębieniu zażyłości z Bogiem, otwarciu na kontemplację. Przeszkodami, które trzeba zwyciężyć, są: wewnętrzny hałas, wewnętrzne dyskusje, wewnętrzne obsesje oraz troska o samego siebie.

Hałas

Hałas ma trzy źródła, których działanie trzeba w sobie udaremnić poprzez:

Zagłuszenie hałasu wspomnień

Wyobraźnia ma skłonność do nadmiernej ruchliwości, która wprowadza duszę w zamęt. Żywo wspominamy zwłaszcza złe zdarzenia, przywołujemy drobiazgowo cały ich kontekst i wskrzeszamy je wbrew temu, że wraz z wyznaniem ich Bogu przestały już istnieć, zostały pochłonięte przez nieskończone miłosierdzie. W odróżnieniu od Boga lubujemy się w kolekcjonowaniu „nicości”. A powinniśmy z sercem po synowsku skruszonym i uciszonym pamiętać tylko o łasce, która nas zbawiła. Niczego dobrego nie odniesiemy, wspominając tęsknie dawne sprawy, zamartwiając się o innych: Wszystkie myśli i wyobrażenia, jakie im (ludziom) poświęcasz, na nic się im nie przydają, a odwracając twój umysł od Boga, często niepokoją twoje serce, twoją ufność w Opatrzność i twoją wiarę w dobroć Boga. Jedynie łaska pomaga skutecznie tym, których kochamy, a otrzymujemy ją proporcjonalnie do swojej zażyłości z Bogiem.

Powściąganie ciekawości

Ciekawość dla samej przyjemności, by „coś” wiedzieć nie jest dobra i nie przynosi duszy korzyści. Zachłanne pożądanie informacji może odciągać od Boga, przed którym powinniśmy trwać i którego jak aniołowie powinniśmy adorować. Bo czy jest coś ważniejszego? Na niewiele zda się w modlitwie dokładna znajomość spraw i rzeczy. Jeżeli ją mamy, to dobrze, ale to nie wpływa na skuteczność naszego działania. Ani nie usprawnia naszej modlitwy, ani nie zwiększa naszej ofiary, wielkoduszności. Nadmierne troski mogą przyćmić ogień modlitwy. Dlatego, nade wszystko, potrzeba w modlitwie pamiętać o bezgranicznej miłości Boga do wszystkich ludzi, gdyż to miłość Boga (obejmująca również miłość bliźniego) jest w stanie bardziej niż jakakolwiek inna siła pociągnąć w ślady Jezusa ciebie i cały świat z tobą. Sam Jezus najlepiej wszystko rozumie.

Spotkanie z Bogiem na modlitwie jest przebywaniem z żywą Osobą i nie wymaga „bogatego umeblowania” umysłu we wzniosłe idee o Bogu czy w związku z Nim. Powoli w wewnętrznym milczeniu, możliwie najgłębszym - radzi o. Maria Szczepan - przyciągnij Go do siebie gwałtownością pragnienia. Nasze pragnienie i nasze „chcę” jest zaledwie odpowiedzią na Jego pragnienia i Jego „chcę”.

Niedopuszczanie do siebie niepokoju

Lęk jest bardzo częstym towarzyszem naszego życia i może dowodzić braku wiary i ufności w Bożą opiekę. Ciążący na sercu i umyśle niepokój zatruwa istnienie. Wiara uczy, że wszystko jest w ręku dobrego Boga. Bardzo kojąca jest myśl, że Ojciec trzyma w swej dłoni cały świat i serca wszystkich ludzi. Pokój gości w duszy, która nie szuka swojej chwały, lecz godzi się na prowadzenie, jakie Bóg dla niej zaplanował. To od Boga zależy powodzenie, a nie tylko od ludzkich starań. Nasze pragnienie sukcesu niekoniecznie musi pokrywać się z wolą Bożą. Choć trzeba być gorliwym, rozwijać się i starać o to, aby swoje obowiązki wykonywać możliwie najlepiej, to pamiętać należy, że Krzyż jest znakiem zwycięstwa. Jeśli Bóg nie chce twojego sukcesu, zgódź się na niepowodzenie, ze wszystkimi jego upokarzającymi i nieprzyjemnymi skutkami. Wówczas będziesz wolny. Ważne jest chcieć przede wszystkim wypełnić wolę Bożą i dlatego lękać należy się tylko grzechu.

Wewnętrzne dyskusje

Miłość własna na ogół sprawia, że w naszym umyśle toczy się ciągły proces, w którym jesteśmy prokuratorem, przewodniczącym, sędzią i ławnikiem; rzadko zaś adwokatem, chyba, że w naszej własnej sprawie. Żywo dyskutujemy w umyśle z urojonymi rozmówcami, wspominamy słuszne czy niesłuszne krzywdy, które nas spotkały ze strony innych ludzi. Opracowujemy nowe strategie i plany odwetu, a jest to strata czasu i sił dla kogoś, kto wszystko uważa za nieważne oprócz miłości Boga. Posiadanie racji bardzo często wiąże się z niechcianą przez Boga utratą wewnętrznego pokoju, zmniejszeniem miłości do bliźnich czy przełożonych, a wzrostem miłości własnej.

Pośród nawałnicy oburzenia lepiej łączyć się z niezmąconą miłością: Ojca, Syna i Ducha Świętego wiedząc, że i tak jest się takim, jakim Bóg nas widzi (por. s. 41.).

Nasze wewnętrzne dyskusje są bardzo często kontynuacją dawnych sporów, których nie da się rozwiązać, bo żadnej ze stron na tym bardzo nie zależy. Zamiast prawdy ludzie chcą raczej zwyciężyć w słownej walce, aby ugruntować się w swoich dotychczasowych pozycjach. Niekiedy prawda Boża, jak pokazują żywoty świętych, triumfuje, gdy jesteśmy powaleni, a nie, gdy się spieramy. Dlatego nieraz lepiej jest dać się pokonać i uciec od zgiełku. Chodzi bowiem przede wszystkim o to, żeby promieniować miłością, a nie o to, by mieć rację. Niech Bóg sprawi, aby Jego prawda zwyciężyła w naszym życiu, tak jak sprawił to w życiu Chrystusa przez Jego pokorę.

Wewnętrzne obsesje

Złe myśli bywają natrętne i walczą o pierwsze miejsce w naszym umyśle. Przez nie czujemy się: gorsi, mniej kochani, zazdrości, zbuntowani przeciw innym. Zadręczamy się albo czyjąś rzeczywistą bądź tylko wyimaginowaną wyższością albo rzucającą się w oczy czyjąś słabością. Całkowite wyeliminowanie nastręczających się nam myśli i obrazów jest niemożliwe, ale można je osłabić. Kiedy konfrontuje się je spokojnie z prawdami wiary, ich kruchość rzuca się w oczy, a ich wartość upokarza ze względu na pozorne znaczenie, jakie sobie przypisują. Właściwy sąd nie może dokonywać się we wzburzeniu, lecz wymaga uciszenia wybujałej wyobraźni, która mąci rozum. Dystans przywraca odpowiednie proporcje.

Niekiedy natarczywa myśl ma swoje rzeczywiste, a nie fantastyczne przyczyny. Opatrzność Boża nas wówczas ociosuje, oczyszcza z własnej miłości, dumy i pychy, posługując się przy tym wadami innych. Powinniśmy to znosić wpatrzeni w Chrystusa i przeniknięci Jego duchem: Z Jezusem Chrystusem przyjmuj sercem spokojnym i milczącym wyrządzane ci niesłusznie przykrości (…) Dojdziesz do tego, że będziesz osądzał wszystko jak twój Mistrz i wszelki ból stanie ci się radością.

Troska o samego siebie

Zajmowanie się sobą, myślenie o sobie nie powinno nas nadmiernie zajmować, aby nasz obraz nie zajął w duszy miejsca należnego Bogu. Przejrzystość duszy zakłócają trzy rzeczy, których należy unikać:

Narzekanie na trudności życia

Życie obfituje w rozmaite trudności, z którymi trzeba walczyć biorąc z Jezusem co dzień swój krzyż, a nie się dziwić. Panikarskie monologi do niczego nie prowadzą. Czyń co możesz; resztę zdaj na miłosierdzie Boże. Pamiętaj i powtarzaj sobie - radzi nam trapista: Bóg wszystko wie, wszystko może i kocha mnie.

Przecenianie swoich cierpień i ofiar

Decydując się na kroczenie za Jezusem oddaliśmy się Jemu, a Bóg miłuje radosnego dawcę. Nie powinniśmy użalać się nad sobą, ale pozwalać Chrystusowi, by w nas cierpiał, odbijał w naszej duszy Swoje cierpiące i zbawcze Oblicze. W przeciwnym wypadku nie jesteśmy godni wyboru ucznia Jezusa. Uczeń nie może być przecież większy niż jego Pan (por. J 15, 20).

Zabieganie o piękno swej duszy

To, co mamy robić tu, na ziemi, to spełniać wolę Bożą, a nie wnikać w plany Boże na temat stopnia naszej świętości. Mamy podobać się Bogu, dać się Jemu prowadzić, a nie badać Jego tajemnice. Nasza świętość zajaśnieje w niebie. Chciałbyś widzieć siebie pięknym, nieskazitelnym. To chimera, może pycha. Do końca życia pozostaniemy grzesznikami, przedmiotem nieskończonego miłosierdzia, które Bóg tak bardzo pragnie nam okazywać .

Nie warto robić hałasu czy to zamartwiając się swoją niedoskonałością, czy to widząc już siebie na szczeblach doskonałości. Lepiej zgodzić się na granice swoich możliwości i wiedząc o swojej nędzy chcieć często ofiarować się Bogu przez świętość Jezusa, Maryi i całego Kościoła świętego.

Tomasz Kalniuk

Na podstawie: L. Cheneviére, Rozmowy o milczeniu

Konferencja z "Posłania" 6/2009