Przejście przez pustynię

Wszyscy znamy jeden z najważniejszych epizodów w życiu narodu wybranego, jakim było przejście przez pustynię. Po wyprowadzeniu z niewoli egipskiej Izraelici musieli się błąkać czterdzieści lat, zanim mogli wejść do kraju Kanaan – ziemi opływającej w mleko i miód. Dlaczego tak długo? Po to, aby ci wszyscy, którzy dopuścili się niewierności względem Boga, którzy wystawiali Go na próbę, którzy okazywali względem Niego nieufność, umarli na pustyni i aby do Ziemi Obiecanej weszli ich potomkowie, czyli nowy lud.

Nawet Mojżesz, ten, który rozmawiał z Bogiem twarzą w twarz, z którym Jahwe rozmawiał jak z przyjacielem, nie wszedł do ziemi Kanaan. Zobaczył ją tylko z daleka i również zakończył swój żywot na pustyni. Tak więc naród musiał zostać oczyszczony, musiał niejako narodzić się na nowo. Został wprowadzony do Kanaan przez Jozuego, syna Nuna, który jako jeden z niewielu zachował ufność wobec Boga podczas buntu na pustyni Paran.

Pod koniec życia Mojżesza Pan daje Izraelowi ostatnie pouczenia, szczególnie odnoszące się do konieczności przestrzegania prawa i płynącego stąd błogosławieństwa: Patrz! Kładę dziś przed tobą życie i szczęście, śmierć i nieszczęście. Ja dziś nakazuję ci miłować Pana, Boga twego, i chodzić Jego drogami, pełniąc Jego polecenia, prawa i nakazy, abyś żył i mnożył się, a Pan, Bóg twój, będzie ci błogosławił w kraju, który idziesz posiąść (Pwt 30,15-16). Wydaje się, że Izrael jest gotowy, że przejście przez pustynię rzeczywiście go odnowiło, oczyściło, że czasy nieufności, kuszenia Boga i wystawiania Go na próbę należą już do przeszłości. Kończy się czas ucisku i nadchodzi czas błogosławieństwa, pokoju, odpoczynku. I niebawem, po kilku spektakularnych zwycięstwach pod wodzą Jozuego Izrael wkroczy do Ziemi Obiecanej. Ale dość zastanawiający jest w tym miejscu hymn, który Pan przekazuje ludowi przez usta Mojżesza. Hymn, który w przyszłości będzie świadkiem przeciwko temu ludowi, gdyż Bóg już teraz wie, że Izrael nie wytrwa przy Nim i zwróci się do cudzych bogów. Gdy zaprowadzę ich do ziemi, którą poprzysiągłem ich przodkom, opływającej w mleko i miód, będą jedli do syta, utyją, potem zwrócą się do obcych bogów i służyć im będą, a Mną wzgardzą i złamią przymierze ze Mną. Lecz gdy zwalą się na nich liczne nieszczęścia i klęski, ta pieśń świadczyć będzie przeciw nim, gdyż usta ich potomstwa jej nie zapomną. Ja bowiem znam już dziś ich zamysły, którymi się kierują, zanim wprowadzę ich do ziemi, którą im poprzysiągłem (Pwt 31,20-21).

Bóg zna serce człowieka, bo dzieje Izraela to dzieje każdego człowieka. Wie, że jest ono skłonne odstąpić od swego Stwórcy, nawet po doświadczeniach cudów na pustyni, nawet po otrzymaniu ogromnej łaski spełnienia długo oczekiwanej obietnicy – wejścia do Ziemi Obiecanej. Trzeba nam mieć świadomość tej słabości, tej skłonności serca i czuwać, aby nie ulec pokusie odstępstwa i niewierności. Pokusie poczucia siły, samowystarczalności, przekonania, że dalej mogę budować na sobie, że Bóg już nie jest mi potrzebny. Pokusie, która może czyhać na mnie niezależnie od tego, na jakim etapie drogi jestem. Bóg zna serce Izraela i zapowiada ucisk oraz to, że ukryje przed nim Swoje Oblicze, wyda go na pastwę wrogów. Znów doświadczy ten lud, aby ostatecznie nakłonić jego serca do powrotu, aby objawić wśród niego Swoją chwałę, aby to On był jego Bogiem, a oni - Jego ludem. Bóg kocha Izraela, dlatego poddaje go doświadczeniu.

Gdy spotyka nas jakieś cierpienie, jakiś długotrwały ucisk, sytuacja, której nie rozumiemy, coś, co nas przygniata, modlimy się, aby Bóg to od nas odebrał, a mimo wszystko sytuacja ta trwa. Czasami przeżywamy pustynię, ciemność, Bóg ukrywa przed nami Swoje Oblicze, prosimy o światło, ale ono nie nadchodzi. Prosimy o jakiś dar, łaskę, jakieś dobra materialne, a nasze prośby pozostają bez echa. Czasami sytuacja, w której tkwimy, wydaje się nie do wytrzymania, a mimo wszystko Bóg pozwala na to, aby ona trwała. W jednej ze swoich konferencji o. Augustyn Pelanowski powiedział, że często tak bywa, że taka sytuacja cierpienia i ucisku nie jest nam dana po to, abyśmy jak najszybciej zostali z niej wyzwoleni, ale właśnie po to, aby ona jakiś czas trwała, bo to cierpienie nas przemienia i oczyszcza, sprawia, że w pokorze stajemy przed Bogiem, uznajemy swoją bezsilność i całkowitą zależność od Niego. Przestajemy ufać sobie, zaczynamy coraz bardziej, często wbrew różnym sprzecznym uczuciom, ufać Bogu. Tracimy gorączkowe przywiązanie do naszej własnej woli i powoli, w coraz większym zawierzeniu, otwieramy się na wolę Bożą. Może więc często chodzić nie o to, aby te niesprzyjające okoliczności zewnętrzne się zmieniły – ale o to, abyśmy zmienili się my.

Czasem dobrze przypomnieć sobie, że taka właśnie bywa pedagogika Boża, że tak jak złoto próbuje się w piecu, tak serce człowieka próbowane jest, oczyszczane i przemieniane w tyglu doświadczeń. I tak jak Chrystus, chociaż był Synem, nauczył się posłuszeństwa przez to, co wycierpiał (Hbr 5,8)tak i my musimy w ten sposób uczyć się posłuszeństwa. Zamiast więc popadać w zniechęcenie i narzekanie, trzeba nam prosić o cnotę męstwa, o wytrwałość, cierpliwość, pamiętając, że ucisk wyrabia wytrwałość, a wytrwałość - wypróbowaną cnotę, wypróbowana cnota zaś - nadzieję. A nadzieja zawieść nie może, ponieważ miłość Boża rozlana jest w sercach naszych przez Ducha Świętego, który został nam dany (Rz 5,3-5)Tak więc trwajmy w wierności i ufności, nawet pośród trudów i prób, abyśmy - doświadczywszy obrzezania serca - mogli miłować Pana z całego serca i całej duszy, i mieli życie w obfitości (por. Pwt 30,6).

Tomasz Książczak

Konferencja z „Posłania” 2/2009