Mamy cudownego Boga

o. Józef Witko OFM

Konferencja wygłoszona 16 listopada 2013 r. w Toruniu w trakcie rekolekcji „Doświadczenie Ducha Świętego”

Czy jesteś spragniony?

Duch Święty został nam dany w sakramentach chrztu i bierzmowania. Jest On w nas, ale z jakiegoś powodu Go nie doświadczamy. Bliższe są nam inne doznania, takie jak: smutek, rozdrażnienie, gniew, złość, problemy, choroby. Trudno nam doświadczyć Jezusa, choć to Duch Święty Go objawia. 

Jeśli nie dotknie nas Duch Święty, nawet jeśli spotykamy Pana w Eucharystii, czas adoracji czy mszy św. nie rozpala naszych serc radością, nadzieją, nie wracamy po nich na skrzydłach, nie rzucamy się naszym wrogom na szyję, nie mówimy: „Przebaczam ci, dziękuję, że mnie zraniłeś, bo dzięki tobie mogę się uczyć prawdziwej miłości”. Nie mamy takich przeżyć, bo Duch Święty został jak gdyby przykryty ogromną warstwą problemów, trudnych sytuacji, nieszczęść, smutku i teraz nie może się przebić. Woda źródlana jest w cenie, ale aby dostać się do źródła, trzeba zadać sobie wiele trudu, mieć odpowiedni sprzęt, aby przebić się przez twardą skorupę ziemi. Jeśli jednak to się udaje, wytryska ona do góry i rozlewa się na wszystkie strony. Prorok Izajasz pisał: Bo rozleję wody po spragnionej glebie i zdroje po wyschniętej ziemi. Przeleję Ducha mego na twoje plemię i błogosławieństwo moje na twych potomków. Wyrastać będą jak trawa wśród wody, jak topole nad bieżącymi wodami. Jeden powie: „Należę do Pana”, a drugi się nazwie imieniem Jakuba, inny zaś napisze na swej ręce: „Pan” i otrzyma imię Izrael (Iz 44,3-5). Tak właśnie się dzieje, bo to wytryska z naszego wnętrza. Jezus mówi podobnie: W ostatnim zaś, najbardziej uroczystym dniu święta, Jezus stojąc zawołał donośnym głosem: „Jeśli ktoś jest spragniony, a wierzy we Mnie – niech przyjdzie do Mnie i pije! Jak rzekło Pismo: Strumienie wody żywej popłyną z jego wnętrza”. Święty Jan doda: A powiedział to o Duchu, którego mieli otrzymać wierzący w Niego; Duch bowiem jeszcze nie był <dany>, ponieważ Jezus nie został jeszcze uwielbiony (J 7,37- 39). A zatem aby doświadczyć Jezusa, spotkania z Duchem Świętym i tego, aby Duch Święty wylewał się z naszego życia, naszego serca, Jezus musi być uwielbiony. W Ewangelii św. Jana Jezus jest uwielbiony wówczas, kiedy wisi na krzyżu. Gdy wywyższycie Syna Człowieczego, wtedy poznacie, że JA JESTEM (J 8,28); Potrzeba, by wywyższono Syna Człowieczego (J 3,14b).

Otwórz się na cud

Nasze serca często są skażone grzechem, są twarde. Jezus mówi, że to z serca ludzkiego pochodzi całe zło i to ono czyni go nieczystym, dlatego musi być oczyszczone. Serce człowieka przypomina dziką figę. By miała ona zdrowe owoce, nadające się do jedzenia, musi być nacinana. Wtedy z owoców ulatnia się gaz, figi szybko dojrzewają, stają się smaczne i zdrowe. Tak samo jest z naszym sercem. Bóg je nacina i wtedy wydobywa się z nich trująca substancja, jad złego ducha. W jaki sposób to robi? Przez trudnego człowieka, którego stawia na naszej drodze, przez ciężkie sytuacje, problemy, choroby. Wtedy widzimy, jak czasem aż buzuje w nas złość, gniew, człowiek wybucha, choć się tego po sobie nie spodziewał. Zauważcie, że w gniewie człowiek ma potężną siłę. Bardzo często przypomina to manifestację złego ducha, który daje znać o sobie w opętanych między innymi poprzez ogromną siłę i głośny ryk. Ciężko takiego człowieka utrzymać, ale widzimy i w sobie, że nie potrafimy opanować złości,
gniewu. Jest to tak potężne, że eksploduje i nieważne, kto się wtedy napatoczy, dobry czy zły człowiek – zazwyczaj niewinni – i na niego wylewamy swą złość: na najbliższych, na współmałżonka, na dzieci, na przyjaciół. Później tego żałujemy, nie wiemy, co nas opętało. Tymczasem to Bóg zrobił nacięcie na sercu, bo chciał, aby z niego wyszło całe zło. Co zatem mamy robić w takiej sytuacji? Postawmy w tej ranie Krzyż Chrystusa i uwielbiajmy Go w tej sytuacji, w której się znajdujemy. Kiedy ktoś nas zranił, kiedy jest nam trudno, uwielbiajmy Jezusa, oddawajmy Mu chwałę. Wówczas Duch Święty wyleje się na nas i objawi się przez konkretny owoc. Owocem zaś ducha jest: miłość, radość, pokój, cierpliwość, uprzejmość, dobroć, wierność, łagodność, opanowanie (Ga 5,22-23). Duch Święty zaczyna objawiać się na różne sposoby – przez dobroć, cierpliwość, miłość, uprzejmość, łagodność, itp. To jedyne niepodważalne dowody na to, że mamy Ducha Świętego. Mówienie językami nie jest tego wyznacznikiem, podobnie dar uzdrawiania ani proroctwo, bo mogą być to dary demoniczne. Kiedy jednak jest w nas miłość, radość, pokój, łagodność, możemy być wówczas pewni, że mamy Ducha Świętego. A wtedy mogą dziać się naprawdę niezwykłe cuda. Bóg uzależnił czynienie ich właśnie od nas. Zgódź się na cud, bo jest wspaniała okazja. Przebaczenie jest cudem. Dobroć jest cudem. Miłość jest cudem. Wszystko staje się cudem.

Ktoś mi kiedyś opowiadał pewną historię: w niedzielę żona poszła wcześniej do kościoła, a małżonek szedł później. Żona powiedziała: „Przygotuję obiad, ale pamiętaj, po kościele masz przyjść do domu. Zjemy obiad, będą dzieci – masz przyjść”. Mąż poszedł do kościoła, a potem spotkał kolegów: „Chodź na piwo, tak gorąco”. „No dobrze, jedno nie zaszkodzi”. Ale jedno to mało, bo chce się pić, było drugie, trzecie i trochę poszło w głowę. Minęły ze dwie godziny. Wracając z kolegami już się spodziewał, co będzie: „Moja stara teraz wyżyje się na mnie. Już obiad mam z głowy. Wszystkie żale na mnie wyleje”. Szedł z takim nastawieniem, dotarł do domu, a żona uśmiechnięta powiedziała: „Kochanie, nareszcie jesteś. Czekałam z obiadem. Siadaj, podam ci”. Był trochę w szoku, oczekiwał innej reakcji. Zapytał więc: „Słuchaj, wszystko w porządku?” „Tak, a dlaczego pytasz?” „Bo jakoś nie krzyczysz, nie złościsz się.” „Ależ ja jestem ci wdzięczna, że się spóźniłeś, bo potrafiłam być cierpliwa, utrzymać język za zębami. Czuję się teraz wspaniale, mam ogromną radość i chcę się z tobą nią podzielić. Siadaj, podam ci obiad, porozmawiamy. Nie przejmuj się, każdemu się zdarza”. I mąż następnym razem przyszedł punktualnie, bo stwierdził, że żona jest inna i nie może jej zawieść. „Kiedyś za młodu zawsze na mnie czekała, cieszyła się, nie krzyczała. Coś dobrego się dzieje, więc też muszę się postarać”. Wszystko zaczyna się zmieniać właśnie dlatego, że otwieramy się na cud, który jest gwarantowany przez obecność Ducha Świętego w konkretnym owocu. To ja wybieram owoc.

Wybierz radość

Ale jeśli go nie wybieram, kto go wybierze? Zły duch. Jest zaś rzeczą wiadomą, jakie uczynki rodzą się z ciała – ciało w Piśmie Świętym jest często narzędziem złego ducha, przestrzenią, w której się objawia –nierząd, nieczystość, wyuzdanie, uprawianie bałwochwalstwa, czary, nienawiść, spór, zawiść, wzburzenie, niewłaściwa pogoń za zaszczytami, niezgoda, rozłamy, zazdrość, pijaństwo, hulanki i tym podobne (Ga 5,19-21). Jeśli ogarnia mnie złość, to nie mogę zrzucać winy na drugiego człowieka. To we mnie jest ta złość i to ona wypływa z mojego serca. Może być czasem podsycana przez złe duchy. Nie powinienem zatem godzić się na ich obecność w moim życiu, bo jeśli im ulegnę, to tak jakbym powiedział im: „Dobrze, że jesteście. Teraz razem tutaj porozrabiamy”. Ludzie godzą się na złe duchy, nie wiedząc, w jaki sposób będą na nich wpływać i co zasieją w sercu. Jeżeli jest tam złość, gniew czy nienawiść, to nasienie wyda owoc i dotknie mnie i tych, których spotkam. Jeśli ktoś się zgodzi na smutek – to po pewnym czasie, nawet nie wiedząc, będzie smutny i nie będzie już potrafił się uśmiechać. Czy ktoś z was stanął dzisiaj przed lustrem? Lustro jest nam potrzebne, możemy zobaczyć, czy nie jesteśmy brudni, gdy idziemy do ludzi i chcemy jakoś wyglądać. Ale czy komuś przyszło na myśl, żeby poćwiczyć przed lustrem uśmiech? To nie jest takie łatwe, żeby się uśmiechać. Kiedy zaczniecie próbować, stwierdzicie, że macie nienaturalny uśmiech, dlatego że mięśnie twarzy zanikają. To bardzo niebezpieczne, kiedy stajemy się niezdolni do uśmiechu, nie potrafimy wyrazić radości. Jedna z osób, która została opętana – była na II stopniu reiki, 10 czy 11 lat trwały nad nią egzorcyzmy – w końcu została uwolniona. Była przeszczęśliwa. Czekała na ten dzień, bo wiedziała, że zmieni się całe jej życie, że wreszcie będzie wolna. Ale kiedy została uwolniona, dopiero się zaczęło. Bo do tej pory to zły duch poruszał jej mięśniami. Teraz, kiedy został wyrzucony, nie wiedziała, jak się uśmiechnąć, musiała się na nowo tego uczyć. Ta osoba powiedziała: „Mam w sercu pokój i radość, ale nie potrafię tego wyrazić na zewnątrz, nie wiem, jak. Po prostu zapomniałam!”. Potrzeba nam nieustannie ćwiczyć się w okazywaniu uprzejmości, radości. Tak ważne jest, żeby często się uśmiechać, nawet jeśli ktoś ma brzydkie zęby, przecież nikt na to nie patrzy. Czym się przejmować, przynajmniej będzie powód do śmiechu.

Zapragnij czegoś więcej

Kiedy chcemy doświadczyć Ducha Świętego, po pierwsze musi być pragnienie. Zapewne macie pragnienie Boga, bo jesteście na tych rekolekcjach. Ale wiecie też, że pragnienie samo się nie zrodzi. Komu chce się pić zimą? Żeby było pragnienie, muszą być stworzone odpowiednie warunki. Jeśli znajdziemy się na pustyni, momentalnie zaczynamy szukać wody. Kiedy są upały, chcemy pić. Zimą nie czujemy takiego pragnienia. Niekoniecznie słuszne jest twierdzenie: „Pojadę na rekolekcje, kiedy będę miał pragnienie” – bo może go nie być. Aby pojawiło się pragnienie, musi być gorąco, upał. Samo słońce nie wzbudziłoby go w nas, jeżeli nie byłoby atmosfery, dzięki której zaczynamy odczuwać ciepło. Słońce bez niej staje się zimną kulą. To dzięki atmosferze, która otacza ziemię, czujemy ciepło, widzimy światło i kolory, czujemy, że żyjemy. Taką duchową atmosferą jest Duch Święty. To dzięki Niemu czujemy ciepło Bożej miłości i rodzi się pragnienie Boga. To, co nam pomaga otwierać się na Ducha Świętego, to modlitwa. Ona zapewnia nam nie tylko bezpieczeństwo, ale i gwarancję pragnienia. Jeśli raz wejdziesz w modlitwę, zawsze będziesz w nią wchodził. Jeśli ktoś tego nie odkryje, modlitwa zawsze będzie dla niego ciężarem, nie pociągnie go do Boga, gdyż nie pojawi się pragnienie. Jak stworzyć przestrzeń modlitewną, która sprawi, że będę szukał miejsca, by się modlić? Wiecie, na czym polega modlitwa? Na pewno znacie jej definicję, że jest to rozmowa z Bogiem. Kto z was nie chciałby z Nim porozmawiać? A jak wam idzie ta rozmowa? Być może raz lepiej, a innym razem gorzej, gdy robi się monotonna, staje się monologiem. Kiedyś na nocnym czuwaniu w Jarosławiu zapytałem, czy ktoś zna cudowną modlitwę. Kilka osób podniosło rękę. Postanowiłem doprecyzować: „Chodzi mi o taką modlitwę, która po odmówieniu sprawi, że nastąpi uzdrowienie”. Już mniej rąk było w górze. Zadałem jeszcze trzecie pytanie: „Chodzi mi o taką modlitwę, która odmówiona nad osobą siedzącą na wózku sprawi, że ona od razu wstanie”. Jedna osoba podniosła rękę. Była pewna, że zna taką modlitwę. A ja… nie znam takiej modlitwy. Powiedziałem więc: „Nie ma cudownych modlitw. Mamy za to cudownego Boga. To nie modlitwa sprawia cuda, nie ona uzdrawia, ale czyni to Bóg, który działa, kiedy wchodzimy w przestrzeń modlitwy. Często jednak skupiamy się nie na Bogu, ale na modlitwie. Jeśli wierzymy w modlitwę, skupiamy się na niej, a wówczas ona nigdy nie zadziała. Taka postawa jest jak bałwochwalstwo. Jeśli natomiast skupimy się na Bogu, wchodząc w przestrzeń modlitwy, to zawsze doświadczymy cudu. Duch Święty objawia się, kiedy się modlimy.

A jak się modlą charyzmatycy? W bardzo prosty sposób. Wstają, wznoszą ręce do góry i wielbią Boga, ciesząc się Jego obecnością. Wierzą, że gdy się modlą w ten sposób, wówczas objawia się Bóg. Dlaczego ten prosty sposób działa? Bo modlitwa uwielbienia, jaką wznoszą ku Bogu, wprowadza ich w przestrzeń, w której On przebywa. Wszyscy są przekonani, że kiedy przyjdą na spotkanie charyzmatyczne, wówczas staną się świadkami cudu. Dlatego skupiają się na Bogu, zaczynają Go wielbić i doświadczać. Cuda dzieją się tam, gdzie odkrywamy Boga. Jeśli Go nie odkryjemy, przegapimy te cuda, które On dla nas przygotował. Cudem jest przecież to, że oddycham. Czy zdaję sobie z tego sprawę? Jeśli uświadomię sobie, że Bóg jest tym, który daje mi tchnienie, daje mi powietrze, oddychając będę wiedział, że to jest niezwykły cud i zacznę za niego Bogu dziękować. Jeśli Bóg zabierze mi oddech, to wówczas ze mną już koniec. Modlitwa to przestrzeń, w którą wchodzę i odkrywam Boga. Kiedy zaczynam Go poznawać, wówczas jest to znak, że to dobra modlitwa, bo nie zatrzymała mnie na sobie, tylko podprowadziła do Boga. Tak samo z kapłanem czy jakimś charyzmatykiem. Jest dobry nie wtedy, kiedy przez jego wstawiennictwo Bóg uzdrawia czy uwalnia, ale kiedy podprowadza nas do Boga, kiedy pomaga nam Go odkryć i w Nim się zakochać, a nie zatrzymuje na sobie. Inaczej byłoby to bałwochwalstwem i przyczyniłoby się do naszego zniewolenia. Jeśli zostaniemy przez jakiegoś charyzmatyka przyprowadzeni do Boga, jeśli dzięki niemu Go odkryjemy, to wówczas, powróciwszy do domu, będziemy się z Nim spotykać i z Nim żyć. Charyzmatyk zrobił dobrą robotę – zaprowadził nas do Boga i wycofał się. Pamiętajcie, że nie wolno nigdy zatrzymać się na człowieku. Jeśli dzieją się cuda, to nie zdziałał ich ten człowiek, tylko Bóg. On tylko pomógł nam to zobaczyć, czego nie widzieliśmy do tej pory.

Kiedyś ktoś podszedł do o. Pio i powiedział: „Ojcze uzdrów mnie”. Wtedy święty stanowczo odpowiedział: „Idź do konfesjonału i się wyspowiadaj, bo popełniłeś grzech bałwochwalstwa! W człowieku upatrujesz moc uzdrawiania!”. Często nie wiemy, jakie grzechy stoją na przeszkodzie łasce Bożej, ale chyba najczęściej jest to grzech bałwochwalstwa. Gdy przebywa się w świątyni i jest Pan Jezus w tabernakulum, czasem można zaobserwować, że ktoś wchodzi do kościoła, przyklęka, bo wie, że tu jest Pan Jezus i zaraz udaje się do jakiegoś świętego, bo od niego oczekuje pomocy, zapominając, że najpierw trzeba pobyć z Jezusem, z Nim porozmawiać, a dopiero później udać się np. do św. Antoniego czy św. Rity. Kiedyś podczas całodziennej adoracji zauważyłem, że pewien pan, przechodząc przez środek kościoła, nawet nie zauważył, że Jezus jest w monstrancji na ołtarzu.

Pamiętajmy o Synu Bożym, który stał się człowiekiem, abyśmy mieli łatwy przystęp do Boga. To dzięki Niemu możemy zbliżyć się do Boga i wszystko u Niego wyprosić.

Tekst został autoryzowany.

Konferencja z „Posłania” 1/2015